piątek, 20 grudnia 2013

Tak brzydkie, że aż ładne. Kicz, szmira , tandeta. Cz. 1.

 W okresie przedświątecznym następuje zmasowany atak kiczu na społeczeństwo a jego tematyka ożywa ze zdwojoną siłą. Co tam zdwojoną -  zmultiplikowaną :)

Zobaczenie tego straganu


 ostatecznie przepełniło czarę, z której teraz wyleje mi się trochę słów na temat zawarty w tytule posta.
A  musicie jeszcze wiedzieć, że te jelonki to jeszcze ruszają głowami... Zastanawiałam się kto je kupi - już się nie zastanawiam. Widziałam takiego w ogródku przed jednym domem, ładnym domem na ładnym osiedlu. Mam wrażenie, że w okresie przedświątecznym, a już szczególnie prze Bożym Narodzeniem, sprzeda się wszystko.


Każdy wyrabia sobie własne zdanie na ten temat kiczu, choć pewne jego przykłady są zaskakująco spójne.
Zmienia się nie tylko definicja kiczu en gras, ale i nasza, prywatna, tak jak zmieniają się nam wszelakie gusta (temat gustu, piękna i brzydoty - wielki  i pojemny jak trzy oceany razem wzięte, zostawię sobie na później :)
Tu trochę moich uwag,s kojarzeń i wrażeń oraz wspomnień.

Szmira
W sukurs idzie nam wyjaśnienie haseł krzyżówkowych. no tak, gdzie indziej należy trafić dokładnie ze słowem. Krótko, rzeczowo. Mi najbardziej podoba się podkreślona przeze mnie definicja nr 2:


O "Dynastii" i estetyce lat 80-tych już trochę  pisałam:

http://umalujsie.blogspot.com/2012/06/dynastia.html

 http://umalujsie.blogspot.com/2013/09/dodatki-w-panterke-zakupy.html

Zaś z tym nieszczęsnym jeleniem to prawda (i przechodzimy do kiczu):



"Kicz (z niem. Kitsch - lichota, tandeta, bubel) – utwór o miernej wartości, schlebiający popularnym gustom, który w opinii krytyków sztuki i innych artystów nie posiada wartości artystycznej.
Określanie czegoś kiczem wskazuje odbiorcy brzydotę i lichość oraz małą wartość artystyczną tak nazwanego dzieła, wykonanego z pewnym przepychem, ale zupełnie pozbawionego gustu: przedmiotu, kompozycji plastycznej, utworu literackiego, filmu itp. Kicz jest określeniem silnie pejoratywnym i często kontrowersyjnym. To, co dla jednych jest kiczem, przez innych może być uznane za wartościową sztukę. Określenie to powstało ok. 1870 r. w monachijskich kołach malarskich i pierwotnie dotyczyło tylko obrazów.
Za kicz są też często uważane dzieła pretendujące do nowatorstwa, których wartość jest kwestionowana przez współczesnych krytyków, stosujących do oceny normy swego czasu. Krytycy czasami miewają rację i tego rodzaju dzieła idą w zapomnienie jako grafomania. Czasem jednak, po latach, to co dawniej uważano za kicz może się okazać w oczach przyszłych pokoleń wartościową twórczością. Przykładem są tu opery komediowe (opera buffa) Mozarta (Wesele Figara i inne), które w czasach ich powstawania były przez krytyków uważane za artystycznie bezwartościowe, mimo że cieszyły się dużą popularnością wśród publiczności Wiednia. Mimo że ocena w tej sprawie jest wysoce subiektywną, dość ogólnymi cechami kiczu są nadmierna łatwość przekazu, udawanie jednej rzeczy przez inną (np. lampa z butelki), płytka jednoznaczność i "ładność", a w nowszej sztuce nieraz natrętna "brzydota dla brzydoty", pozbawiona innej treści czy myśli.
Wreszcie, celowa kiczowatość bywa świadomie wykorzystywana przez wybitnych artystów, jako forma przekornej wypowiedzi, tworzonej na przekór "akademickim standardom", pokazująca, że sztafaż kultury masowej również może stanowić cenne tworzywo i że często zaliczanie czegoś do kiczu jest raczej wyrazem arogancji kulturowej niż obiektywną oceną artystyczną. Jednym z pierwszych przejawów tego rodzaju podejścia do sztuki był dadaizm. Podejście to jest najbardziej widoczne w sztuce zwanej pop-artem, którego najwybitniejszym przedstawicielem był Andy Warhol

 (...)
Jako pierwsi słowem "kicz" zaczęli posługiwać się krytycy sztuki z Monachium w latach 70. XIX wieku w odniesieniu do tandetnych pejzaży nieznanego autorstwa sprzedawanych w wielkich złoconych ramach albo jako kolorowe obrazki, kupowane przez szybko bogacących się niemieckich fabrykantów, chcących zamanifestować swoją zamożność. Ta ówczesna burżuazja (ale także wszystkie następne nowobogackie klasy społeczne, np. amerykańska klasa średnia lat 50. XX w.) nie znając się na sztuce, wybierała zawsze sztukę "bezpieczną" – czyli taką, która nie urazi i nie będzie szokować gości; eksponowano w swoich salonach zwłaszcza przedmioty drogie i bezużyteczne. Zjawisko kiczu to jednak coś więcej, niż tylko sztuka zdegradowana do roli towaru w kapitalistycznym społeczeństwie. Według Abrahama Molesa  kicz to społeczne przyzwolenie na przyjemność płynącą z cichego porozumienia i uczestnictwa w umiarkowanym i uspokajającym "złym guście", ale przede wszystkim jest to "sztuka szczęścia" (jak ją nazywa autor), czyli "raj dla mało wymagających". To obraz zagubienia, rozpadu wartości, braku czegoś, za czym się tęskni, i akceptacji namiastki.
Tradycyjnie uprawiana historia sztuki nie poświęcała kiczowi uwagi. Z rzadka tylko odzywały się głosy świadczące o zainteresowaniu "negatywnym pięknem". Dopiero w XX w., za sprawą takich badaczy jak Werner Hofmann, dziedzina ta włączyła w swoje badania zainteresowanie tym zjawiskiem.(...) "http://pl.wikipedia.org/wiki/Kicz

Obrazy dla słowa "kicz" zaczynają się Matką Boską i klatą w dresie ze złotym łańcuchem...


dalej następuje" róż, dużo różu  - o różu już pisałam:

http://umalujsie.blogspot.com/2012/08/kolor-rozowy.html

potem  krasnale ogrodowe, ozdobne znicze,  stare obrazy Świętej Rodziny, kolczyki i bransoletki z Sercem Jezusowym  bibeloty i inne. No i jelenie, rzecz jasna :)

Muzeum Śląskie w roku 2005- 2006 maiło wystawę:




Och, z chęcią bym obejrzała taką wystawę!

Jej tytuł "Między wstydem a zachwytem" oddaje wrażenie, jakie budzą kiczowate rzeczy. Zmieszanie, zamęt, niepokój, niepewność, dezorientację, zachwyt, kontrowersje,  wstyd tym zachwytem.  Ludziom trudno się przyznać, że coś im się podoba, jeśli wiedzą, że powszechna  opinia uznaje to za kicz i co ludzie powiedzą. Z tego powodu ja jestem jedną z niewielu osób, które znam, która jeśli ogląda ( od dawna już nie ) program "Rozmowy w toku" to nie dodaje od razu "przez przypadek".

I dobrze,  i jakże zabawnie, że znalazła się taka


która do pewnego czasu na http://wtoku.tumblr.com/ umieszczała kwiatki z tego programu
 http://wtoku.tumblr.com/

pokazujące obciach, żenadę, tandetę i kicz. I przynajmniej nie twierdziła, że robi to przez przypadek :)

Tandeta

Ku memu zdziwieniu nie ma jeszcze definicji na Wikipedii...

...kto chce być pierwszy?

Ale zawsze można liczyć na krzyżówki

A oto ilustracje dla tandety

Tyle definicji. A teraz czas na krótki rys -  w tej chwili już mocno historyczny bo sięgający historii XX w., PRL-u  i początków III RP.
A więc:
Pelisa z lisa.
Kontakt z dziką przyrodą na długo przed filmami, które czytała Krystyna Czubówna.
Lata 80-te, martwe lisy wgryzjaące się w kołnierze jesionek- jak nie mamy, to cioci, jak nie cioci to babci, lub innych pań. W czasie spotkań rodzinnych odpoczywające w przedpokoju na kołku. Kicz i groza, może przerażać, choć nie ugryzie.Taka moda. Taka sytuacja.

Początek lat 90-tych. Wielkie zmiany. I -
Ruscy na bazarze.
Niech to zjawisko symbolizuje tutaj torba, które to siaty zapakowane na maksa przywozili do nas po 1989 r. nasi wschodni sąsiedzi:

Trudno uwierzyć w to, że całkiem dorośli dzis czytelnicy mogli nie być wtedy jeszcze na świecie więc śpieszę takowych  poinformować co przywożono w tychże torbach:
-wszystko.

Czego tam nie było! Warcaby, szachy, drewniane talerze, gipsowe figurki, zegary, grzałki, elektryczne poduszki, ubrania, spirytus. Wszystko. Większość tego (choć z grzałki i poduszki korzystam do dziś :) wydawało mi się wtedy totalnym badziewiem i tandetą dziś chciałabym się na kilka godzin cofnąć w ten czas, kiedy na niedzielnej mszy ksiądz grzmiał z ambony, że nie można chodzić na zakupy w niedzielę (tak, tak...!) zaś po tejże mszy wszystkie owieczki szerokim strumieniem kierowały się na pobliski targ, gdzie w jakiejś totalnej zakupowej gorączce niemalże kompulsywnie nabywały... wszystko. Czuję że dziś patrzyłabym na te towary inaczej, i porządnie bym się obkupiła, że z moim dzisiejszym pomyślunkiem wśród rzeczy, na które wtedy wstydziłam się patrzeć- nie dlatego, że były "dla dorosłych", ale dlatego, że były plastikowe, świecące, rustykalne- dziś wypatrzyłabym perełki...

Po fali zza wschodniej granicy przyszedł czas na Daleki Wschód- i tu pojawia się Jarmark Europa na Stadionie X-lecia. Cóż bywałam tam często z tego względu, że był tam dworzec autobusowy, ale na zakupach właściwie byłam tylko raz, wszystko co wtedy kupiłam było zupełnie do bani, a na koronie byłam tylko raz i to jedną stopą. Tutaj żałuję, że nie obfotografowałam porządnie tego miejsca, którego dziś nie ma, pewnie to dlatego, że szkoda było mi wtedy kliszy na aparacie analogowym. Dziś ie byłoby mi jej  szkoda by utrwalić te obrazki ze stadionu - te wielki wózki z jakimś jedzeniem i piciem, pchających je ludzi, te budki z jedzeniem, te gołębie (jak ustalił kiedyś Sanepid jedzono tam gołębie, i to jeszcze chore na gruźlicę). Czad. Ale w Internecie - kto nie był-może zobaczyć sobie zdjęcia z tego (ależ adekwatna nazwa :) Jarmarku Europa.  Ach gdzie indziej można było zobaczyć takie widoki. Dopiero teraz widzę jak wygląda bryła dworca, skądinąd interesująca. W 1997 r. gruchnęła wieść, że Stadion będzie działał tylko do 2000 r., dalejże się porządnie obkupić! Ale jak wiemy jeszcze parę ładnych lat zaopatrywał tysiące ludzi, którzy się tam porządnie obkupowali.  Nie wiem, gdzie można było być okradzionym łatwiej niż w tramwaju jadącym na Zieleniecką w sobotnie południe...
Pod koniec działania stadionu do przedstawicieli rasy żółtej handlującej na tymże dołączyli murzyni - oni byli więksi i agresywniejsi niż Azjaci, namolnie zaczepiali ewentualnych klientów.
A kiedy stadion w swojej końcowej schyłkowej  formie i roli likwidowano przedstawiał on widok iście księżycowy- opustoszały plac i palące się na nim koksowniki. 

A ja tego sobie nie uwieczniłam...


Dzisiaj w wielu miejscowościach istnieją mikro stadiony czyli "Chińskie centrum"

kto tam był, to wie, co jest w środku- zapach plastiku i gumy, rzeczy, które psują się chwilę po wyniesieniu ich ze sklepu, "Ostatnia wieczerza" w jakimś pseudo trójwymiarze obok majtek z plastikowej tkaniny. Itp., itd, etc. Łatwiej powiedzieć, czego tam nie ma.

Największy zbiór plastiku (i jego zapachu) jaki dotąd spotkałam, to chińska hala w Nadarzynie -  zmasowany atak plastiku na zmysł wzroku i węchu.


Chociaż należy zauważyć, że " Joanna Bojańczyk w Wysokich Obcasach ("WO" 17 (672) z sb 28 IV 2012) stawia tezę, że immanentny obciach nie istnieje. Że to nie jakość sama w sobie, ale wyłącznie funkcja rzeczy, która aktywowana jest przez kontekst okazji, otoczenia, czasu oraz towarzystwa."
Jelenie na rykowisku i skarpetki do sandałów.

http://arthistoryformodels.blogspot.com/2012/05/jelenie-na-rykowisku-i-skarpetki-do.html


Przyznaję, że przy niektórych kiczowatych  rzeczach-  głównie chodzi mi o sztuczną biżuterię czy inne dodatki- ja po prostu wypoczywam.
Nawet jeśli coś jest totalnie od czapy to próbuje chociaż w sklepie to przymierzyć, założyć na siebie, zmierzyć się z tym kiczem, i wystawić na nowe doznania natury estetycznej, przełamać swoje opory i pobawić się konwenansami. Od czasów Ruskich na bazarze przebyłam długą drogę i dziś  nie wstydzę się nie tylko patrzeć na dziwaczne rzeczy, ale i je mierzyć na oczach innych klientów (mowa o dodatkach).  A czasami nawet je kupię.
W sprawach mody i trendów czasem od śmiałości do śmieszności jest bardzo blisko, i właściwie dopiero z perspektywy czasu można stwierdzić, czy ktoś nosił się jak zwykły pajac, czy też był odważnym odkrywczym prekursorem.
W ogóle z kiczem jest tak, że często nie wiadomo byłoby czy mamy z nim do czynienia, gdyby nie wypowiedzi znawców. Ja np nigdy nie pomyślałabym, że oglądam dzieło sztuki, kiedy lata temu Koleżanka pokazała mi zdjęcia sedesu obłożonego różowym pluszem. Ona też by tego nie wiedziała, gdyby nie to, że oglądała to na wystawie  w Centrum Pompidou. 
Poza tym zauważyłam, że czasem ważniejsze od tego co się nosi jest to jak to się nosi. 
Kicz pozwala zdystansować się i uwolnić się od presji bycia zawsze akurat, i presji robienia dobrego wrażenia. A raczej kicz jest dla tych, którzy już są zdystansowani i już  takiej presji nie mają, jeśli ktoś jest świadom tego, że coś jest kiczowate, ale nieświadom siebie i siebie niepewny -  lepiej niech omija szerokim łukiem wszystko, co mogłoby zostać uznane za kiczowate. Właśnie przez to, jakie kicz może budzić sprzeczne wrażenia. Jeśli ktoś nie chce się narazić na takowe wrażenia i komentarze, a chce i potrzebuje tylko pochwał lub chociaż zapewnienia sobie braku krytyki braku kontrowersji i komentarzy oraz niezwracanie na siebie uwagi- niech nie bawi się kiczem. Tyle o kiczu w modzie.

A oto wyjątek z kiczów tandet i szmir, które widziałam i które uwieczniłam.

Niestety nie uwieczniłam ogrodu, który widziałam w tym roku- pod trzema cyprysikami znajdowały się kolejno: jeleń (a jakże, jeleń :)  grzybki, i trzy dziki. Czad.


Bibeloty nie wiedzieć do czego oprócz zbierania kurzu:


Aniołki:
cmentarna ramka:
niżej: wnętrze kawiarni w Helu (gorliwie je fotografowałam, ludzie chyba myśleli, że mi się tak podoba. A ono tak mi się nie podobało)

Witryna sklepu "Elegancja" w Siedlcach. Chodzi lisek koło drogi (znów lis!)


A to co? Zen, relaksująca muzyka w tle...
toż to

 kabina toaletowa na Dworcu Centralnym w Warszawie. No oczywiście, jak można się było nie domyśleć... :)

A to urocza wrotka

i jeszcze trzy
 gdyż to przecież wrotki dla pieska...

no to czymże przy takich wrotkach są zwykłe buciki dla pieska


Stoisko w Helu
muszlowe pudełka, czysta groza

co może być gorsze?
Futerko na małych pieskach kotkach (znów futerko)
toaleta w pubu w Gdańsku
strach wchodzić
motyw nad suszarką
motyw na ścianie

motyw nad sedesem
istny Candyman - o ile się nie mylę, tam też był motyw szaletu publicznego.

Motyw na ścianie toalety:
dość wspomnieć, że osoba  w której towarzystwie tam byłam odmówiła wejścia do tej toalety i skorzystania z niej na widok wystroju i zdobnictwa  wnętrza :)

Fragment wnętrza pubu, część dalsza duszy piekielnych plus wagina na ścianie:


Estetyczny survival plus ukraińskie piwa - całkiem fajny pokaźny wybór.
Czad.

a to moje nabytki
świąteczno-paznokciowy notesik od Chińczyka

lustereczko z grzebykiem (szatańskie niby samo Hello Kity, i również bez ust )


wreszcie- inspiracja dla tego posta czyli dwa zakupy w kiosku. Miałam kupić tylko bilet, ale jak to zobaczyłam to musiałam


breloczek szpilka z różowym pomponem z prawdziwego króliczego futerka:

i coś, kupiłam za drugim razem, co nawet sprzedająca mi pani w kiosku podsumowała
"-Tak... dziwne to jakieś..."


długopis.
Uroczy, kolorowy, wesoły, dziewczęcy.
Czad.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.