piątek, 28 lutego 2014

BELL błyszczyk ROYAL GLAM 063 - recenzja

 

BŁYSZCZYK ROYAL GLAM!

Kolor, szyk, elegancja i … odżywczo-regenerująca moc aloe vera!
Komfortową aplikację błyszczyka Royal GLAM gwarantuje specjalny, spłaszczony kształt aplikatora, który równomiernie i niezwykle gładko rozprowadza szlachetne kolory kosmetyku na ustach. Formuła błyszczyka typu „long lasting” pozwala cieszyć się ulubionym odcieniem i aksamitnym efektem dłużej, nawet przez kilka godzin. Dodatek aloesu wyraźnie wpływa na poprawę kondycji ust. Zmiękcza naskórek, regeneruje spierzchnięte usta i działa pielęgnująco.
 http://www.bell.com.pl/produkty/usta/blyszczyki/blyszczyk-royal-glam/
 mój kolor to  063 - morelowy

Błyszczyk ma płaski aplikator:

Błyszczyk jest kremowy i  moim zdaniem przez to wcale nie rozprowadza się "gładko" ,w tym sensie, że  trzeba go dokładnie rozsmarować jak farbę, żeby nie było spod niego widać koloru ust, ale jak nałoży się go więcej, to się brzydko maże. Co ciekawe, błyszczyk zadaje się gęstszy i lepiej się rozprowadza niż kolor 060 z  tej samej serii i mniej się maże niż tamten (jego recenzja TUTAJ) oraz w odróżnieniu od tamtego - jest w stanie pokryć moje naturalnie mocno napigmentowane usta swoim kolorem.  Konsystencja kosmetyku jest gładka.
Kosmetyk jest przyjazny dla ust, a formuły "long lasting" na sobie nie zauważyłam, gdyż ja zjadam szybko wszystkie kosmetyki do ust za wyjątkiem tinta Bell ( ale ten znowu zżera mi usta i wysusza na parę dni).
.

poniedziałek, 24 lutego 2014

BELL błyszczyk ROYAL GLAM 060 - recenzja


 

BŁYSZCZYK ROYAL GLAM!

Kolor, szyk, elegancja i … odżywczo-regenerująca moc aloe vera!
Komfortową aplikację błyszczyka Royal GLAM gwarantuje specjalny, spłaszczony kształt aplikatora, który równomiernie i niezwykle gładko rozprowadza szlachetne kolory kosmetyku na ustach. Formuła błyszczyka typu „long lasting” pozwala cieszyć się ulubionym odcieniem i aksamitnym efektem dłużej, nawet przez kilka godzin. Dodatek aloesu wyraźnie wpływa na poprawę kondycji ust. Zmiękcza naskórek, regeneruje spierzchnięte usta i działa pielęgnująco.


 http://www.bell.com.pl/produkty/usta/blyszczyki/blyszczyk-royal-glam/


 mój kolor to  060 -  jasny, zimny odcień różu.

Błyszczyk ma płaski aplikator:
  
Na moich ustach nie przypomina koloru ze zdjęcia Bell i z mojego zdjęcia błyszczyka.
Moje usta naturalnie mają  mocny kolor, ten błyszczyk nieco go gasi i zaróżawia, sprawia, że są nieco bledsze, ale nie wyglądają na pokryte warstwą koloru z tubki.
Błyszczyk jest kremowy i  moim zdaniem przez to wcale nie rozprowadza się "gładko" ,w tym sensie, że  trzeba go dokładnie rozsmarować jak farbę, żeby nie było spod niego widać koloru ust, ale jak nałoży się go więcej, to się brzydko maże. Natomiast sama jego konsystencja jest gładka.
Kosmetyk jest przyjazny dla ust, a formuły "long lasting" na sobie nie zauważyłam, gdyż ja zjadam szybko wszystkie kosmetyki do ust za wyjątkiem tinta Bell ( ale ten znowu zżera mi usta i wysusza na parę dni)


niedziela, 23 lutego 2014

Słodkie zakupy kosmetyczne Accessorize :)

W tamtym roku w Gdańsku dowiedziałam się, że w Warszawie jest sklep Assessorize, a nawet bodajże dwa lub trzy. Nigdy jednak się na niego nie natknęłam - może to i lepiej... :)
Moje zakupy ze sklepów Assesorrize pochodzą jedynie z sesji wyjazdowych - Gdańska, Bytomia (podobno już nie istniał w tamtym roku) i Krakowa.
Oto słodziakowe krakowskie zakupy. Zakupki właściwie, bo takie malutkie :)



Błyszczyki z zestawu Cupcake Lip Balms (dwa, bo trzeci zgubiłam :(


Żeby nie było tylko tak słodko i pastelowo i nie zemdliło nas od tego - błyszczyk w opakowaniu w modnej od pewnego czasu formie sowy:



Jak już za inspiracją tejże sowy - symbolu mądrości - coś mądrego przyjdzie nam do głowy dobrze będzie to  powiedzieć, ustami pociągniętymi np. pomadką w słodkim opakowaniu i o słodkim, wiosennym  kolorze i zapachu:



wtorek, 18 lutego 2014

Wiosenny makijaż - zaklinamy wiosnę :)

Sezon wiosenny to coroczny powrót z zimowego wygnania (kiedy to królowały kolory wina, fiolety, brązy i złota)  kolorów pasteli, moreli, rozbielonych koralowców, cukierków-pudrowców, limonki, słodyczy i świeżości, której brakowało jesienno-zimowym miesiącom. Naukowcy wykazali, że najbardziej depresyjny dzień roku to bodajże trzeci poniedziałek stycznia (pogratulujmy sobie zatem, że przeżyliśmy kolejny z nich), więc może po tym dniu zaczynamy po prostu myśleć o wiośnie, a zanim bociany wrócą z Afryki do nas powraca ochota na wiosenny look.
Czas na lżejsze kolory, lżejsze konsystencje, lżejsze perfumy, lżejsze ubrania, kwiatowe desenie...
(A o deseniach pisałam TUTAJ)
W przypadku osób o innym typie urody i kolorystyce niż ja do dyspozycji są również pastelowe błękity i zielenie, ja jednak w takich kolorach wyglądam na osobę bardzo chorą, a pastelowe zielenie i błękity na moich powiekach są pastelowym ale jednak wciąż nieszczęsnym wydaniem znanego z lat 80-tych tandetnego makijażu "na Ruską", kiedy to  - wydaje mi się - nie było innych kolorów cieni do powiek jak właśnie niebieskie ewentualnie zielone.
Pozostają mi więc- róż, róż, róż, morele i koralowce...
O kolorach:
różowym TUTAJ
morelowym (powraca co wiosnę jak bumerang!)  TUTAJ
koralowym TUTAJ
o oznakach wiosny (również powracają!)  TUTAJ


 Użyte kosmetyki:


1. INGLOT HD rozświetlający Puder Sypki kolor42 - recenzja TUTAJ

2.AVON szminka Idealny Pocałunek lovey dovey pink - recenzja TUTAJ

3.MY SECRET odżywka do brwi i rzęs Lash & brow repair

4.ESSENCE 2 in 1 eyeliner pen z kolekcji Beauty Beats

5. MAXFACTOR clump defy by false lash effect- recenzja TUTAJ

6.VIPERA BB Cream Silky Match Maker - recenzja TUTAJ

7.L'OREAL puder TRUE MATCH, kolor R3 C3 beige rose

8. BELL Ideal Brow set zestaw do modelowania brwi z lusterkiem  kolor 01

9.AVON paletka "Pink Sands"

10.REVLON róż matte kolor 003 perfectly peach

11.ESSENCE rozświetlacz w kamieniu z serii limitowanej Wild Craft kolor 01 Let's get wild

12.KOBO PROFESSIONAL luminous baked colour kolor 321 rosy

poniedziałek, 17 lutego 2014

Zestaw podróżny - makijaż, twarz, włosy, ciało

Żeby nie było - podroż jest na dni kilka, i nie w dzikie knieje, ośnieżone szczyty tudzież na gorącą plażę, ale do miasta wojewódzkiego w  Polsce.
Ponieważ czasy, kiedy jak nie zdobyłeś czegoś przed wyjazdem i nie zabrałeś ze sobą minęły bezpowrotnie wraz z upadkiem komuny, tego posta należy traktować bardziej jako przegląd tego, co jest mi najbardziej potrzebne, a na dodatek jest poręczne i zajmuje mało miejsca i  mało waży, co polecam, co opaca siębrać ze sobą oraz jako dowód na to, że to co mówię o moim absolutnym minimum w kwestii makijażu jest nim. 
Mimo braków ciężkich survivalowych, sportowych warunków w turystyce miejskiej, którą uprawiam, należy mieć świadomość, że 10-12 godzin na nogach i zwiedzanie jednego dnia większej ilości muzeów niż niektórzy przez lat 5 może być odbierane jako pewnego rodzaju survival :)  dodam, iż jest to tak rzadko spotykane, że jeśli milczymy obsługa w muzeach zawsze zwraca się do nas w języku angielskim :) co przestaje tak dziwić, gdy sobie przypomnę,jak swego czasu byliśmy jedynymi Polakami czekającymi w długiej kolejce przed budynkiem  na godzinę otwarcia Muzeum Czartoryskich :) Tak więc mimo, iż na takim wyjeździe miejskie warunki pozwalają zarówno na spektakularny makijaż jak i szpilki na stopach itp.itd., ja zwyczajnie nie mam na to czasu i głowy, bo są ciekawsze rzeczy. Chociaż mam koleżanki, które na wędrówkę po górach malują powieki, rzęsy i kręcą włosy na wałki...Jak kto woli.
Daję więc tu poniżej poglądowe zdjęcie pamiętając, że dziś można pojechać sobie w Polskę tak jak się stoi, i coś się kupi na miejscu. Przypomina mi to historię koleżanki, która spanikowała w pierwszej chwili gdy uświadomiła sobie, że na wyjazd do Budapesztu nie spakowała... majtek. Jej pierwszy popłoch spowodowany był  chyba był właśnie wspomnieniem nie tyle samych czasów co nastrojów z czasów komuny-których wielu z Was nie tylko nie pamięta, ale i nie zaznało. To chyba jest oderwane nawet od doświadczeń własnych, bowiem ja sama na zorganizowane wakacje zaczęłam jeździć w roku 1992- i to też do miasta wojewódzkiego na festiwal harcerski- więc już wtedy mogłam na miejscu kupić wszystko, czego bym ewentualnie zapomniała wziąć z domu. (Inna sprawa, że używałam wtedy tylko pasty do zębów, mydła i i szamponu... Grozą napawa mnie fakt, że dokładnie tak samo było trzy lata później, gdy miałam 15 lat. Wystarczy spojrzeć na dzisiejsze 15tki, by zdać sobie sprawę z grozy mego ówczesnego postępowania.)   Żałuję, że nie zostawiłam na pamiątkę tego, co kupiłam właśnie w wakacje 1992- kremu z filtrem do opalania. Takie rzeczy dostępne wtedy były tylko w aptekach, a i to rzadko (!), i nabyłam wtedy krem Kolastyny - rzadką, dziwnie woniejącą maź w buteleczce z pomarańczową kulistą zakrętką. Wtedy też pojawiła się w ogóle marka Kolastyna, która później zaginęła na ładnych parę lat, by potem powrócić i dzisiaj być bardzo dobrze widoczną na sklepowych półkach.
Tyle wspomnień z zamierzchłej przeszłości, a oto , co zabieram ze sobą (równocześnie zauważyłam, że z takich wyjazdów wracam z większą liczbą kosmetyków, niż  zabrałam ze sobą -jakieś cudowne rozmnożenie następuje chyba w mojej kosmetyczce  :)


1. REVLON cienie w kremie Illuminance Creme Shadow kolor 03 pink petals (ubolewam, że nie ma już ich na Allegro, chociaż jak mawia moja siostra "cienie w kremie są dla leni" :)
2. ORIFLAME skoncentrowany krem odżywczy do rąk
3. TISANE balsam do ust w sztyfcie- mój hit od wielu lat, od kiedy pojwaiła się wersja w sztyfcie wybieram ją jako bardziej prakatyczną ale muszę sobie chyba kupić sentymentalnie pierwotną wersję w słoiczku
4. ORIFLAME lip SPA therapy kolor natural pink - w założeniu pielęgnuje i nadaje lekki kolor
5.perfumy w kremie AL FAKHR ATTAR white musk- delikatne i ciepłe, czuć od nich nadchodzącą  wiosnę
6. L'OREAL puder TRUEcMATCH kolor R3 C3 beige rose
7. RIMMEL podkład Wake me up - mnie niezbyt zachwyca, choć spotkałam bardzo pochlebne komentarze, ot po prostu jest mały, bo to tester, dlatego go zabieram
8 MAXFACTOR clump defy by false lash effect- recenzja TUTAJ
9. BOURJOIS róż kolor 12 brun poudre - więcej o nim TUTAJ
10. MY SECRET odżywka do brwi i rzęs Lash & brow repair - czeszę za jej pomocą brwi
11. FLOSLEK winter care krem tłusty do cery z problemami naczyniowymi - niby ma być temperatura na plusie, ale może będzie wietrznie- dmucham na zimne :) chroni, nie lepi się tragicznie, nie ma konsystencji lub zapachu  smalcu i można na nim wykonać makijaż, a kosztuje w tej chwili tylko ok. 15 zł - jest ze mną już któryś z kolei  zimowy sezon
12. FLOSLEK winter care pomadka ochronna do ust
13. BIOLIQ próbki Krem intensywnie odbudowujący na noc 35+ nie znam tego kosmetyku, poznam teraz, zabieram ze względu na to, że zajmuje mało miejsca
14. BIOLIQ próbki Krem kojąco-wzmacniający do cery naczynkowej - nie znam tego kosmetyku, poznam teraz, zabieram ze zwzględu an to, że zajmuje mało miejsca
15. CECE MED szampon z serii jedwab do włosów suchcych i zniszczonych - dobry szampon do moich suchych, zniszczonych włosów w poręcznej objętości 50 ml,
16.L'BIOTICA Biovax silk jedwab w płynie - lekki, zajmuje mało miejsca, bardzo ułatwia rozczesywanie moich przesuszonych, splątanych, kręconych włosów i nieco je stylizuje zapobiegając puszeniu - recenzja TUTAJ
17. CLEANIC chusteczki do demakijażu-używałam kiedyś, nie są złe, a główną ich zaletą tutaj jest to, że zajmują mało miejsca i mało ważą.
18. CETAPHIL MD Dermoprotektor Balsam do twarzy i ciała- nawilża suchą bądź przesuszoną oraz podrażnioną alergiczną skórę, szybko się wchłania, ma lekką niemażącą się konsystencję, znakomicie nadaje się zarówno do twarzy jak  i ciała


A co jest Waszym absolutnym minimum, bez którego nie możecie się obyć? Co jest warte zabierania ze sobą, nawet gdy np. jest stosunkowo ciężkie lub zabiera dużo miejsca w bagażu?

sobota, 15 lutego 2014

Dziewczęcy makijaż w tonacji różowej

Makijaż w tonacji

różowej

do dysopozycji mamy całą gamę odcieni różu - od intensywnej fuksji
po pastele cukierków - pudrowców


poniżej makijaż w tych drugich odcieniach:



Użyte kosmetyki:


1. ESSENCE shimmer powder kolor 01 SWAAAG! z kolekcji Beauty beats

2. KOBO PROFESSIONAL luminous baked colour, kolor 104 candyfloss

3. L'OREAL puder TRUE MATCH, kolor R3 C3 beige rose

4. MAXFACTOR clump defy by false lash effect- recenzja TUTAJ

5.KOBO PROFESSIONAL luminous baked colour kolor 321 rosy

6. PUPA kolor 305 z kolekcji Miss PUPA

7.ESSENCE eyeshadow shimmer effect kolor 25 GO ALL GIRLIE8 BELL lakier Glam Wear, kolor 403

9. INGLOT HD rozświetlający Puder Sypki kolor42 - recenzja TUTAJ

10. REVLON róż matte kolor 003 perfectly peach

o aplikacji różu pisałam  TUTAJ i TUTAJ,

a o rumieńcu i moich różach TUTAJ

zaś o różu jako kolorze TUTAJ oraz TUTAJ

i nieobecny na zdjęciu- wśród różowych różności zapomniałam go sfotografować-
11.  L'OREAL podkład TRUE MATCH kolor R3 C3 beige rose - recenzja TUTAJ


czwartek, 13 lutego 2014

Walentynkowo i randkowo :)

Kościół katolicki  14 lutego  obchodzi wspomnienie św. Walentego-patrona zakochanych i epileptyków. Celtowie wierzyli, że tego dnia  ptaki dobierają się w pary (tak przynajmniej pisał Walter Scott w powieści, którą wieki temu czytałam). Sprzedawcy wiedzą, że Walentynki to kolejne święto, na którym można zarobić.
Wszędzie gdzie się da -i nie da- na wystawach sklepowych króluje kolor czerwony.
A Ty tymczasem:
Postaw na róż. i już. Tak po prostu. Jako kolor, i jako kosmetyk.
(żeby nie było- ja od pewnego czasu bardzo lubię róż, a zdjęcia poniżej prezentują część mojego własnego dobytku)

Jeśli coś do szaleństwa podoba się sześcioletnim dziewczynkom to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że coś takiego na Tobie spodoba się facetowi, który zaprosił Cię na randkę. (Jeśli okaże się, że on też lubi nosić kolor różowy- uciekaj).  Nie sugeruję przy tym, iż rodzaj męski jest zdziecinniały i opóźniony w rozwoju - po prostu róż jest dziewczęcy, uroczy i odmładza. Ot co. Nie krzyczy, jak niekiedy czerwony, szczególnie w wersji buduarowej koronkowej i satynowej  "weź mnie teraz", ale pokazuje "zobacz jaka jestem słodka, młoda  i miła."

O kolorze różowym już pisałam - TUTAJ
tak jak o różu do policzków - TUTAJ
i jego aplikacji  - TUTAJTUTAJ



Zafunduj sobie coś właśnie takiego, w różu, nawet jak jesteś tzw. "poważną osobą", a szczególnie w tym wypadku- nie powiesz mi chyba, że od odrobiny różowego Twój autorytet ucierpi, a Twój doktorat ulegnie anihilacji. Zresztą facet zaprosił Cię na randkę, a nie na wykład na politechnice, gdzie być może Ty wykładasz, czas więc odkurzyć i wydobyć na powierzchnię pokłady swojej dziewczęcości, które być może zalegają już gdzieś pod kluczem francuskim w szafce pod zlewem niby kultura amfor kulistych pod ziemią.  Pod żadnym pozorem nie wspominaj dziś o tej szafce! A fakt, że sama naprawiłaś w niej zawias niech pochłonie Czarna Dziura. Cóż dodaje więcej wdzięku, niż odrobina rozbrajającej nieporadności, a  czyż ten uroczy dżentelmen, który się z Tobą umówił nie ma przypadkiem wśród przodków gości polujących na dzikiego zwierza..? No właśnie. Więc choćbyś cieszyła się opinią największej diablicy w swoim województwie, i miała na koncie skopanie tyłków kilku dupkom, i posłanie do diabła niejednego zawalidrogi dziś - jesteś księżniczką. Wielkooką odmianą przyjemnej w dotyku, łagodnej i płochej zwierzyny łownej, którą jednak w odróżnieniu od zwierząt futerkowych zdobywa się, by się nią zaopiekować i jej bronić, a nie ją zjeść.
Róż podkreśli Twą łagodność i  bezbronność, gdyż nie  można mieć żadnych wątpliwości, kto w tej historii jest Jane, a kto Tarzan. Lepiej dla Ciebie będzie nie budzić żadnych podejrzeń, że możesz być nie Jane, a dajmy na to przedstawicielką dzikiej fauny, bowiem nie jest powiedziane, że tysiące lat ewolucji nie zmieniły potomka gości polujących na dzikiego zwierza w osobnika, który, dajmy na to,  boi się myszy. (Jeśli jednak ten potomek myśliwych z prasłowiańskiej puszczy stał się wegetarianinem - bez przesady z tą ewolucją. Uciekaj).
Być może masz problem z kolorem różowym, potraktuj go wtedy symbolicznie, nie jako total look, gdyż, co trzeba przyznać, róż często jest nośnikiem kiczu.
(O kiczu pisałam  TUTAJ )
A w tym wypadku jedynym nośnikiem- Ciebie na swoich rękach- ma być ten mężczyzna. Rycerz, królewicz, na którego być może tak długo czekałaś w swej wieży, że masz już włosy tak długie jak Roszpunka.
Oprócz różu odmładza między innymi również śmiech, jestem przekonana, że do tego stopnia, że warto ryzykować pogłębianie się zmarszczek mimicznych z jego powodu. Dlatego uśmiechnij się to odbicia w lustrze, przyoblecz się w kolor jaki tylko chcesz, z miłości odwzajemnij najpierw własną, a potem każ się wypchać wszystkim opowiadaczom dziwacznych bajek i idź na spotkanie kogoś, kto zachwyci się Tobą taką jaką jesteś - i  nawzajem - i  będzie z Twojej bajki. Wdziewaj róże, czerwienie, wysokie obcasy  i ciesz się towarzystwem osób, które lubisz bądź kochasz, i przy których piękniejesz. Oprócz dnia pod wezwaniem Św. Walentego masz na to pozostałe 364/ 5 dni roku. 
Powodzenia! 

środa, 12 lutego 2014

BELL Colour FUN Multi Blush róż do policzków



Colour FUN Multi Blush
Wielokolorowy róż do policzków
Rewolucyjna formuła według nowej technologii CREAMY Pigments. Dzięki niej róż nakłada się niezwykle gładko i idealnie łączy ze skórą, bez efektu nieestetycznych smug.
Pigmenty zawarte w różu otoczone są warstwą oleju jojoba, która podczas aplikacji uwalnia swe nawilżające właściwości, zapewniając kremowy efekt muślinowego koloru.
Dodatkowo formuła róży wzbogacona jest wit. C i E.
 http://bell-kosmetyki.pl/colour-fun-multi-blush/colour-fun-multi-blush-p-2655.html


Kolor 02
mozaika 5 kolorów:

-bez flesza:
-z fleszem:


Najbardziej widoczny jest kolor oznaczony nr 3, potem kolor 2.
Kolor 5 jest właściwie samym tylko lekkim mienieniem się, niewiele bardziej widoczne są kolory 4 i 1.


-bez flesza/z fleszem/z fleszem:


Pięć kolorów łącznie daje kolr, w którym co oczywiste przeważają te widoczne najbardziej a więc róż i pomarańcz, kóre razem dają kolor koralowy, czyli jeden z moich ulubionych, bardzo wiosenny:


-swatch na skórze w zależności od oświetlenia jest wiec różowy lub pomarańczowy:


Efekt na twarzy:
bez różu/ z różem



Efekt rozczarował mnie, bo róż jest jednak zbyt różowy jak dla mnie, a za mało koralowy. Na mojej twarzy nie wygląda niestety tak, jak na próbce na palcu :(
Jego trwałość jest wystarczająca, a intensywność zależy oczywiście od aplikacji, róż jest delikatny i daje naturalny efekt- niestety w przypadku mojej różowej kolorystyki cery nieco za bardzo naturalny. (Jak powiedziała moja siostra, gdy zapytałam, czy widać, że użyłam różu : "Jesteś różowa." ) Cóż , nie jest to to, o co do końca mi chodzi...
Cena różu to ok. 13 zł.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Bielenda Awokado 2-fazowy płyn do demakijażu oczu-recenzja



Skład:
Co tu dużo mówić- w niepozornej buteleczce z dwufazowym płynem spotkało mnie to, co najlepsze jeśli chodzi o demakijaż oczu.
Być może zabrzmiało to górnolotnie, proszę jednak wziąć poprawkę na to, iż przez ostatnie parę lat musiałam rezygnować z dobrze wyglądających i dobrze noszących się tuszy do rzęs albowiem... nie miałam czym ich zmywać!
Zmywanie większości tuszów, których efekt podobał mi się na rzęsach i był bardzo ładnie widoczny było dla mnie niemożliwe, od tarcia oczu przy zmywaniu  lub włażenia do nich płynów czy mleczek do demakijażu lub też niedokładnego demakijażu miałam oczy podrażnione, a w sezonie na alergię, to już kompletna porażka. Próbowałam wielu kosmetyków, ale nic się na mnie nie sprawdzało tym bardziej, że z roku na rok oczy robią mi się coraz bardziej wrażliwe i widać po nich objawy alergii. Do tego zaczęły mi wypadać rzęsy, może od tego, nie wiem. I tak przez parę lat używałam tuszów do rzęs o działaniu niezadowalającym mnie, ale chociaż zmywalnych. Tzw. zgniły kompromis.
 Od kiedy używam tegoż płynu mogę nie przejmować się zgniłym kompromisem, kupuję sobie kolejne buteleczki płynu i mogę używać mojego ulubionego tuszu do rzęs MaxFactor (recenzja TUTAJ) właściwie na co dzień, a nie jak dawniej, od święta, bo nie mogłam go zmyć (przy czym nigdy nie używałam tuszów wodoodpornych!).
Płyn nie włazi w oczy, ale skutecznie zmywa makijaż, pozostawia na skórze film, trochę tłusty, ale nie drażniący chyba nawet bez mycia, bo ja zawsze po demakijażu myję twarz wodą z mydłem.Nie podrażnia oczu, znakomicie sprawdza się przy wrażliwych.
Polecam, ja nie znam niczego lepszego- tak w ogóle, tak po prostu, ale  dodam jeszcze, że mamy tu do czynienia ze wspaniałym stosunkiem ceny do jakość, bo płyn kosztuje ok. 9 zł.