niedziela, 2 lutego 2014

Pięćdziesiąt twarzy Greya- recenzja


 E L James, Pięćdziesiąt twarzy Greya, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2012.


Nie spotkałam się z żadną pochlebną opinią o tej książce, toteż nie zamierzałam jej przeczytać.
Ale gdy dowiedziałam się, że w bibliotece miejskiej jest na nią kolejka (pytają tylko panie i jeden pan), oraz że gdzieś tam przebadano jeden egzemplarz i wykryto na nim syf kiłę i mogiłę- stwierdziłam, iż muszę przeczytać to cudo. (I myć dokładnie ręce po tej lekturze). Cudo jak podejrzewałam- głównie marketingowe.
Dodatkowo zmobilizował mnie fakt, że każdy (czy raczej-każda) się orientował w temacie tej książki, ale nikt jej nie czytał. Ktoś tam "przejrzał" (jakby miała obrazki!) , ale do przeczytania nie przyznał się nikt poza jednym znajomym.Wydaje mi się więc, że jest to jedna z tych wstydliwych rzeczy, na które się trafia przez przypadek, jak, dajmy na to, na Rozmowy w toku, albo Pudelka. Przyznaję się więc, że ja przeczytałam tą książkę z całkowitą premedytacją.
Gdy już byłam w trakcie tej lektury dowiedziałam się jeszcze, że mówią o niej urzędnicy ("moja żona ją czytała i była bardzo zadowolona, i ja też")  i że sprowadzają ją biblioteki szkolne i to podstawówka i gimnazjum ("ale pierwsza część jest już zarezerwowana"), co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że trzeba ją przeczytać.
No właśnie. Nie było to zadanie łatwe. W drugiej klasie podstawówki potrafiłam przez jeden wieczór przeczytać 300 stronnicową książkę, a teraz było dla mnie niewyobrażalnie męczące dobić do końca tej 666 stronnicowej powieści.
Cóż mogę o niej dodać oprócz tego, że jest to (czy raczej ma być o czym dalej) pornograficzna trylogia dla kobiet napisana przez kobietę, "porno dla mamusiek", pornograficzna odmiana "Zmierzchu."
Co do tego ostatniego to nie porównam, bowiem "Zmierzchu nie czytałam i nie zamierzam. Wydawca informuje nas, iż

"Młoda, niewinna studentka literatury Anastasia Steele jedzie w zastępstwie koleżanki przeprowadzić wywiad dla gazety studenckiej z rekinem biznesu, przystojnym i zamożnym Christianem Greyem. Mężczyzna od pierwszych sekund spotkania fascynuje ją i onieśmiela. Wpowietrzu wisi coś elektryzującego, czego dziewczyna nie potrafi nazwać,a może tylko się jej wydaje? Z prawdziwą ulgą kończy rozmowę i postanawia zapomnieć o intrygującym przystojniaku.Plan spala jednak napanewce, bo Christian Grey zjawia się nazajutrz w sklepie, w którym Anastasia dorywczo pracuje. Przypadek? I do tego proponuje kolejne spotkanie.
W tym miejscu kończy się „disneyowskie” love story, choć młodziutka, niedoświadczona
dziewczyna nie wie jeszcze, że Christian opętany jest potrzebą sprawowania nad wszystkim
kontroli i że pragnie jej na własnych, dość niezwykłych warunkach... Czy dziewczyna
podpisze tajemniczą umowę, której warunki napawają ją strachem i fascynacją? Jaki sekret
skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?"
(tekst z okładki książki)

Nasza bohaterka jest młoda, to fakt, ma jak na studentką literatury fatalne i ubogie słownictwo, jej niewinność objawia się  głównie tym, że się co i rusz rumieni, jest emocjonalnie niedorozwinięta, a klnie mówiąc "Święty Barnabo!" , czyli jest w tym wszystkim postacią wysoce nieprzekonującą i nieautentyczną. Jak wszystkie postaci nakreślona jest grubą kreską, a jej profil charakterologiczny jest tak skomplikowany dojrzały i płaski jak bazgroły dwulatka na ścianie w pokoju.
Jednakże nasza bohaterka musi mieć jakiś mózg bowiem twierdzi, iż jej  „(…) szepcze kusząco to mroczne miejsce u podstawy mego mózgu”. Ma też panna Steel stały kontakt ze swoją podświadomością, która jak zaraz się przekonamy, jest nadzwyczaj ruchliwa i ma bogatą mimikę:
(…) drwi ze mnie moja podświadomość, która jest znowu w szyderczym nastroju
Moja podświadomość zatacza się i mdleje.
Moja podświadomość kpiąco wydyma wargi.
Moja podświadomość podświadomość z dezaprobatą zaciska usta.
Moja podświadomość znowu robi minę z Krzyku Muncha.
Moja podświadomość odpręża się, a potem pada na stary, wygodny fotel.
Rumienię się zawstydzona niesfornością mojej podświadomości.
Moja podświadomość dała drapaka, sparaliżowało ją, albo po prostu wyzionęła ducha.

Około strony 440 do podświadomości bohaterki dołącza jej wewnętrzna bogini. Ta jest dodatkowo nieźle wygimnastykowana: 
Moja wewnętrzna bogini piorunuje mnie wzrokiem.
Moja wewnętrzna bogini zrywa się z szezląga i wydaje radosne okrzyk.
Moja wewnętrzna bogini wykonuje mistrzowski skok o tyczce.
Moja wewnętrzna bogini skryła się pod kocem za sofą.
wewnętrzna bogini leży na dywanie (...)  jedząc winogrona i strzelając palcami w niecierpliwym wyczekiwaniu”
I tak oto mamy do czynienia z największą nieprzyzwoitością tej książki i jej wstydliwym grzechem- i nie  są to bynajmniej sceny seksu (o czym dalej). To język tej powieści, infantylny i żenujący jak jej bohaterka. Zanim więc przejdziemy do tematyki dobrowolnych stosunków płciowych uprawianych przez parę bohaterów muszę przyznać, że na 666 stronach odbywa się gwałt- na języku. Jest to grafomaństwo, i nie sądzę by cokolwiek wspólnego z tym miał tłumacz biorąc pod uwagę wszystko inne w tej książce, język jakim jest napisana doskonale wpisuje się w poziom powieści. Możemy się np dowiedzieć , że bohaterka słyszy bezcielesny głos
 a
cień uśmiechu flirtuje z jego pięknymi ustami
i
jego język pieści moje imię, a mnie serce po raz kolejny wali jak młotem.
Czasem też 
Znowu nie działa mój filtr mowy. 
Nie wiem czym jest ów filtr mowy, ale przewietrzenie mózgu na pewno się przyda po lekturze tej powieści, bowiem panuje w niej  intelektualny bezdech.
 Jednakże chyba to nie o sprawy intelektu chodzi w książce pełnej erotycznego napięcia.
Co prawda nasza rumiana z powodu swej niewinności bohaterka zauważa dopiero na stronie 56, iż bohater jest wysoki, szeroki w ramionach szczupły, a spodnie opinają mu biodra. Musimy zadowolić się kolejnymi rumieńcami, rozterkami względnie pocałunkami, aż do ok. strony 140, na której zaczyna się cała seria stosunków seksualnych- w windzie, w wannie, w łóżku. Nie wpadłam na to, by je zliczyć, i nic nie zmusi mnie do ponownego zajrzenia do tej książki, by ogarnąć to zagadnienie. Tak czy siak kto chce tylko "przejrzeć" książkę niech daruje sobie pierwsze 139 stron, i niby Chrystiam Grey, od razu śmiało przechodzi do meritum sprawy.
Właśnie. Śmiało. 
Co do "pornograficzności" tej książki to co mogę powiedzieć, to to,  iż znacznie pikantniejsze są fragmenty w horrorach Mastertona. A ciekawiej i lepiej o seksie pisała Colette w swojej serii o Klaudynie, która była twórczością XIX w., i D. H. Lawrence w Kochanku Lady Chatterley w latach 20-tych XX w. Być może dlatego, że uprawiali oni literaturę a nie grafomaństwo.   Autorka delikatnie wprowadza elementy sadyzmu, a książka jest tak śmiała i odkrywcza jak teledysk romantycznej piosenki disco polo, tyle że z dodatkiem pejcza i kajdanek.  Śmiałość, odkrywczość i fantazja bohaterki i jej powód do dumy, a także szoku rozpustnego Greya to np.  fakt, iż nie założyła ona majtek pod sukienkę. To się nazywa zuchwałość i wyzwolenie. Owładnięci zmysłową żądzą bohaterzy zapominają się w swych cielesnych doznaniach do tego stopnia, iż po śniadaniu nie bacząc na brudne gary w zlewie Chrystian tak po prostu Bierze mnie za rękę i zostawiamy wszystkie brudne naczynia na barze śniadaniowy. O wow. Być może dlatego książka przez kogoś została nazwana porno dla mamusiek- któraż gospodyni domowa nie marzy skrycie by nie porwał jej od zlewu pełnego brudnych garów przystojniak z imponującym rozmiarem wzwodu.
Tytułowy bohater jest nieprzyzwoicie bogaty, przystojny i tajemniczy. Jest trudny, ale tylko w pożyciu (nie we współżyciu, o czym bohaterka, a przez to i my niejednokrotnie mamy się okazję przekonać) i ma niejasną przeszłość i zagmatwaną psychikę.„Grey nie bawi się w bycie miłym. Uprzejmym-może." Jest skomplikowanym typem, który lubi przyłożyć partnerce pejczem i gra na pianinie utwory Chopina. Wsiada  do swego śmigłowca by ją zobaczyć, ale nie pozwala się dotykać. Nigdy nie kocha się zawsze się się pieprzy. (Ach, czy oprócz jej życia erotycznego nie mógłby wzbogacić też słownictwa bohaterki...)
Powieść czyta się jak "W pustyni i w puszczy" przy czym tam wiadomo było, by omijać opisy przyrody, a tu właściwie nie wiadomo co omijać. Akcję a raczej czytanie  popycha- za przeproszeniem-do przodu to, iż mamy do przeczytania treść umowy między bohaterami, oraz treść maili.
 Jak słusznie zauważył już to ktoś-postaci drugoplanowe prawie nie istnieją, ale to nie dziwi biorąc pod uwagę, iż sceny seksu dotyczą dwóch osób.
Pojawia się matka bohaterkiMoja mama jest cudowna, To nieuleczalna romantyczka. Obecnie ma czwartego męża.", która udziela jej światłych rad na poziomie tych, że mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus: „Mężczyźni tak naprawdę nie są skomplikowani, skarbie. Są bardzo prości i dosłowni", "mężczyźni uważają, że wszystko co wychodzi z ust kobiety, to problem do rozwiązania."  Wg tego jeśli Izabella Łęcka widziała Wokulskiego jako nieociosany pień z czerwonymi dłońmi można przyjąć, iż Christian Grey jest odmianą pnia z takowym członkiem.
 Jest taki skecz kabaretowy, nie pamiętam jakiego kabaretu "-Co łączy zakochanych? -Penis."
Ten -udany - związek naszych bohaterów już przedstawiłam, czas na  uczucia. I tutaj mamy całe wewnętrzne rozdarcie bohaterki, bowiem oprócz megaorgazmów Grey dostarcza Anastasii wielu rozterek:

„Jest niebezpieczny dla mojego zdrowia, ponieważ wiem, że się zgodzę. A część mnie tego nie chce. Część ma ochotę uciec z krzykiem z tego pokoju, wszystkiego co sobą reprezentuje. Zupełnie się gubię w tym wszystkim.”


"Muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o stronę fizyczną tego zbliżenia, było bardzo, ale to bardzo przyjemne. Ale strona emocjonalna-cóż, zirytowała mnie jego reakcja. Powiedzieć, że było to duchowo ubogacające, to jak stwierdzić, że wata cukrowa ma wartości odżywcze.”

"Czy Chrystian boi się tego, co do mnie czuje? Czy w ogóle coś do mnie czuje? Takie sprawia wrażenie, mówi, że jestem jego-ale to tylko część jego osobowości.”

 „Czy znam dobrze Chrystiana? Znam go na poziomie seksualnym. A wydaje mi się, że jest w nim znacznie więcej do odkrycia.”

„Jezu. Pewnie powiedziałam przez sen, że go nienawidzę, albo co gorsza, że go kocham."


"To, co się wydarzyło w windzie więcej się nie powtórzy. No, chyba, że dokonamy tego z premedytacją."
 I tu punkt za logikę, ale nie wymagajmy dużo od bohaterki, którą Grey doprowadzał do takiego stanu , że tylko "zostaję, drżąca masa kobiecych hormonów.” No każmy myśleć drżącej masie kobiecych hormonów. Sorry.
Słowem jest to klasyka tzw. i chciałabym i boję się:

"Chcę iść i jednocześnie nie chcę."
 Czasem bohaterowie ze sobą rozmawiają, ale Grey "Zawsze wybierze seks zamiast rozmowy"

W ogóle nie jest to disneyowska historia, bo Disney ma na koncie wiele pięknych, mądrych bajek. 


Najtrafniej podsumowuje swoją historię sama bohaterka
"Podążyłam za głosem serca, a teraz mam obolały tyłek i przepełnia mnie udręka.”

 Nic dodać, nic ująć. Ileż kobiet może się podpisać pod tymi słowami, nawet jeśli mężczyzna nie wymierzał im w ramach gry wstępnej siarczystych klapsów jak Grey Anastasii?
Nie zamierzam sięgać po dwie kolejne części trylogii, przy czym najlepsze z nich są moim zdaniem okładki. Ledwo zmęczyłam tą. Jest to literatura dla kobiet, bo podobno panie czytają takie rzeczy, a panowie wolą oglądać. Po lekturze tejże książki- zupełnie nie dziwię się panom. Panowie macie rację. Same obrazki oszczędzą Wam m.in. żenujących dialogów -również wewnętrznych- i silenia się na psychoanalizę. No i nie nazwie się ich mylącym mianem literatury.  Mocno przereklamowana książka, w tej chwili roi swoje samonapędzająca się już opinia o jakiejś jej  przełomowości, odkrywczości i śmiałości. Albo ciekawość, co to za cudo. Zazdrość  może budzić wielki sukces marketingowy tej, nomen omen, pozycji. Cóż rynek rządzi, widać jest popyt na takie książki,  pojawiła się podaż, a odcinanie kuponów od tego sukcesu na pewno szybko się nie skończy. Jest to nudna, infantylna, płytka  książka, a nie "Romantyczna, zabawna, głęboko poruszająca i całkowicie uzależniająca powieść pełna erotycznego napięcia."
I przede wszystkim, jeśli chodzi o tego całego Greya - któż zawracałby sobie głowę facetem, który na śniadanie spożywa: 

Naleśniki z maślanką z syropem klonowym i bekonem z boku, skok pomarańczowy, czarną kawa z chudym mlekiem.
Chudym mlekiem!  O Święty Barnabo!
Ale takie jest moje zdanie, każdy może mieć własne, a trylogia Greya doskonale utrafiła w wiele gustów, to trzeba jej przyznać.








3 komentarze:

  1. Zaczęłam czytać za namowa koleżanki w połowie pierwszej części zwątpiłam. Jedna koleżanka nagadała mi że akcja się rozkręca i nawet staje się dramatyczna, a główna bohaterka miała zginąć. Nie wiem, książki chyba pomyliła, przebrnęłam przez wszystkie trzy części ciągle praktycznie to samo i ten święty Barnabo :d

    OdpowiedzUsuń
  2. chcialabym przeczytac ja, lecz niestety w bibliotekach jest wielka kolejka po nie.. a nie lubie czytac w necie :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała recenzja, ponieważ przeczytałam "Zmierz" by nie krytykować nieznanego mój limit grafomańskich wypocin wyczerpałam. Pisz częściej recenzje książek ;)

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.