środa, 20 sierpnia 2014

Jak uzyskać letni słoneczny look w kilku prostych krokach :)

Miesiące wakacyjne zbliżają się ku końcowi, może już byłyście na urlopie, wypoczęłyście i pięknie się opaliłyście i tak drogą naturalną uzyskałyście wspomniany look :) 
A może powiedziałyście współpracownikom, że lecicie na Kanary, a siedziałyście na działce pod miastem i na dodatek padało? Albo Wasz chłopak stwierdził, że lato to wspaniały czas na piękne chwile... z inną? Albo jak co roku pojechałyście do domków letniskowych w lesie iglastym z całą, liczącą 15 osób rodziną męża na czele z teściową, która jest emerytowaną nauczycielką ... (Brr...! Niczego wymienionego w tym akapicie Wam nie życzę!)
A może chcecie zrobić wrażenie (dobre na jakimś przystojniaku, złe na zawistnej koleżance z pracy :) swym urlopowym, olśniewającym  lookiem. Albo zachce się Wam wyglądać letnio w środku zimy co to idzie luty kuj buty itp. I jak tu wyglądać po weekendzie jak po weekendzie w ciepłych krajach...


I jak naśladować pourlopowy look?

Cóż, przede wszystkim trzeba naśladować naturę, z niej brać przykład i ją imitować. Wspominałam już TUTAJ, że po lecie wszystko nabiera odcieni


piaskowych. Względnie (zależy od stanu wyjściowego) zmierza w ich kierunku - tzn. płowieje a przede wszystkim nabiera ciepłych odcieni.


Po pierwsze - oczywiście

(zdjęcia z reklam L'Oreal wybrałam dlatego, że dobrze oddają to, o czym mówię i są po prostu ładne. Nie miałam do czynienia z kosmetykami, które są w tych reklamach :)
 

Opalenizna. Mająca wyglądać na prawdziwą (chociaż ja nigdy nie popieram smażenia się na plaży lub w solarium), a więc jak najbardziej naturalna złota/brązowa a jak najmniej żółta/pomarańczowa i z zaciekami. Mamy do dyspozycji wiele samoopalaczy -  różnych firm, konsystencji, obiecanego przez producenta efektu, trwałości, dodatkowych właściwości itp. , itd., ale właściwie chyba nie ma innej metody na dobranie właściwego dla siebie samoopalacza niż metoda prób i błędów. O moich przygodach z  samoopalaczami wspominałam TUTAJ obecnie jestem pod wrażeniem (zakupionego z powodu fantastycznej recenzji tego kosmetyku u Hani) samoopalacza Avon Sun +, Magic Tan, Self - Tan Bronzing Mousse (Samoopalacz w musie z kompleksem ujędrniającym) 



Po drugie


rozjaśnione włosy. Złote (jaśniejsze) ciepłe refleksy, pasemka, balejaż - na pewno coś, co nie obejmuje wszystkich włosów, a jedynie pasemka na wierzchniej warstwie, i jest jaśniejsze na końcówkach, a ciemniejsze przy skórze -  trochę jak ombre ale bardziej jak odrosty w kalifornijskim blondzie


 co ma imitować naturalne pocałunki słońca. W tym wypadku również mamy do dyspozycji wiele środków - od farb różnej trwałości poprzez rozjaśniacze w sprayu, szampony i odżywki podkreślające kolor blond itp. itp. Zdjęcia z reklamy to Casting Sunkiss, reklamy żelu stopniowo rozjaśniającego włosy od L'Oreal Paris.



Nie znam tego kosmetyku, więc o nim nie mam nic do powiedzenia, ale jego reklama i założenie - otrzymania właśnie efektu sunkiss dobrze oddaje to, co mam na myśli.


słowem: skóra ciemnieje, włosy jaśnieją, a wszystko nabiera ciepłych odcieni.


Życzę powodzenia w uzyskiwaniu takich efektów i szukania kosmetyków, które je zapewnią.

A kiedy już uzyskamy założone efekty nie pozostaje nam nic innego jak je podkreślać:

cieniami z palety piaskowej, o których pisałam TUTAJ

aby uzyskać makijaż w takiej samej tonacji, o którym pisałam  TUTAJ

lub kolorami zimnymi, aby podkreślić opaleniznę na zasadzie kontrastu, i o takim makijażu pisałam TUTAJ


A na koniec jeszcze 


uśmiech proszę!

Czyż bowiem widzieliśmy niezadowoloną osobę po fantastycznie udanym urlopie???

Na dodatek uśmiech jest czymś, co będzie nam pasowało zawsze - bez względu na odcień skóry, włosów i makijaż lub jego brak :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.