czwartek, 22 stycznia 2015

Małe rzeczy, które robią dużą różnicę czyli dobre nawyki pielęgnacyjne i co nam w nich pomoże

"Przyzwyczajenie staje się drugą naturą." (Arystoteles)




Jak powiedział Owidiusz "Kropla drąży skałę nie siłą lecz ciągłym padaniem".  Cóż te słowa starożytnych mają wspólnego z naszą pielęgnacją? Wiele. 
Nawyk jest rzeczą, którą czasem trudno w sobie wyrobić (dobry nawyk, bo jakoś się dziwnie składa, że ze złym raczej nie ma w tej kwestii trudności) za to kiedy się go wyrobi niesłychanie łatwo go utrzymać, bo po prostu rzecz się robi odruchowo i niewiele myślęcy :)

Jeśli robisz coś każdego dna, to robisz to codziennie i zawsze, a jeśli nie robisz czegoś co dzień/ co tydzień/ co miesiąc/ co rok /co parę lat to nie robisz tego w ogóle. W tym miejscu proszę przestać się stukać w czoło i kiwać smętnie głową nad kondycją mojej łepetyny, że oto odkrywam takie nowości, tylko proszę przełożyć to na zagadnienia, o których zaraz będzie mowa i ujrzeć to w kontekście nawyków.


W wakacje po zdaniu matury spacerowałam po mieście, gdzie ujrzała mnie moja młodsza 5 lat siostra i krzyknęła do mnie z przerażeniem " ROBIĄ CI SIĘ ZMARSZCZKI POD OCZAMI!!!" Co zrobiłam ja? Szybko ogarnęłam sytuację - a że stałam wtedy właśnie tyłem do drzwi sklepu z kosmetykami odwróciłam się na pięcie i weszłam do środka gdzie w cenie niecałych 4 zł  nabyłam żel Flosleku pod oczy i na powieki. Był najtańszy. Tego żelu używałam następne 6 lat - dzień w dzień, co rano i co wieczór. Potem szukałam czegoś mocniejszego, ale łatwo nie było bo już wtedy moje oczy i ich okolice były wrażliwe, obecnie tez nie mogę używać tak mocnych kosmetyków na okolice oczu jak bym chciała, bo takowe mnie podrażniają i uczulają, ale nie o tym tu mowa. Mowa tu o tym, że:

a) patrzcie jak z ok. 3,70 zł żel Flosleku podrożał przez te 16 lat do ok. 14 zł :)

a przede wszystkim:

b) lepiej codziennie robić to co można, i to na co nas w danym momencie stać, niż nie robić nic. A jak wiadomo zapobiegać (choć oczywiście w ostatecznym rozrachunku zapobiegnięcie starzeniu się jest niemożliwe :(  jest łatwiej niż zwalczać.

Przyjmijmy, że taki słoiczek żelu pod oczy Flosleku wystarcza na jakiś 1 miesiąc. 6 lat to 72 miesiące czyli tyle słoiczków żelu za ok. 266, 40 zł. Myślę, że zrobiły one dla mojej skóry więcej, niż zrobiłby jeden krem za 266, 40 zł używany przez jeden miesiąc. Pomijając to,że bym przecież takiego sobie w tamtym okresie czasu nie kupiła - ani jednego.
W tej chwili używam kremów za ok 14 zł- droższe są mocniejsze, a takich jak powiedziałam używać nie mogę. Ale policzmy sobie nawet kremy za  moje 14 zł, zakładając, że starczają na jakieś półtora miesiąca- daje to 96 zł rocznie. W moim wieku dobrze używać jednak czegoś mocniejszego, a to kosztuje 30-50 zł (że nie wspomnę o droższych, które tez przecież są). Lepiej przez rok używać wa razy na dobę kremu za takie 50 zł, niż raz na rok kupić dla szybkiego podratowania sytuacji krem za 400 zł (bo tyle wydamy na krem po 50 zł zakładając, że starcza na półtora miesiąca). Skupiam się tu na kwestii finansowej, bo na niej dobrze widać różnicę, ale tak naprawdę chodzi też o różnicę na naszej skórze. A czas? Ile czasu zajmie nam codzienna, nawet najbardziej podstawowa pielęgnacja jeśli podliczymy te minuty każdego dnia?  I właśnie chodzi to, że lepiej codziennie robić to co można, i to na co nas w danym momencie stać, niż nie robić nic. I rzucać się w jakiś jednorazowych, chaotycznych akcjach nawet na bardzo dobre i drogie kosmetyki bo - cudów nie ma.





Demakijaż







Już chyba wszyscy powiedzieli na ten temat wszystko. Obowiązek. Nie wyobrażam sobie pójścia spać bez makijażu. Na wycieczce szkolnej w 3 klasie liceum przeżyłam szok, kiedy koleżanka, z którą byłam w pokoju na moich oczach poszła spać z umalowanymi rzęsami - nigdy już nie otrząsnęłam się z tego szoku ;)
Choć przyznaję z ręką na sercu, że zdarzyło mi się to ze 4 razy w życiu. Ciekawych powodów tego (bo jeśli chodzi o usprawiedliwienie to NIC tego nie usprawiedliwia takiego zaniedbania) odsyłam do własnych bądź czyiś wspomnień  imprez np.  z czasów studenckich :)
Zresztą na moje 34 lata to te 4 razy nie wyglądają jeszzce jakoś bardzo tragicznie (w odróżnieniu ode mnie, kiedy się budziłam  po pójściu spać bez demakijażu, o mniej więcej tak....:


 ... ale stanowczo mniej słodki był to widok...





Pielęgnacja szyi i dekoltu








"Ryba psuje się od głowy, a kobieta od szyi" - jak powiedziała kiedyś Magdalena Samozwaniec. Te z Was, które mają przed sobą jakieś bardziej widoczne starzenie się skóry niech uwierzą słowom owej pisarki. I moim. 
Najpierw w ogóle nie używałam kremów na szyję i dekolt. Potem - w ramach oszczędności - używałam na te obszary tańszych i gorszych kremów niż na twarz. Błąd. Skóra szyi i dekoltu jest cienka, szybko wiotczeje - szybciej niż twarz. Dodatkowo ja na szyi od zawsze mam poprzeczne linie, a dekolt od dawna mi się gniecie i po nocy jest pognieciony jak u kobiety naprawdę starszej niż ja. Wobec tego teraz na szyję i dekolt używam takiego samego kremu co na twarz (wyjątkiem jest tu okres zimowy-wtedy do twarzy używam kremu ochronnego a na szyję i dekolt kremu, którego używam w innych sezonach na twarz.), z tą samą częstotliwością tj. na dzień i na noc. Maseczki, które są przeznaczone do twarzy, szyi i dekoltu również lądują na tych miejscach. W tej chwili moj dekolt gniecie się nieco mniej -może to zasługa olejów, których co pewnien czas używam zamaist kremu na noc..?
 Teraz są specjalne kremy tylko do szyi i dekoltu, grupą docelową tych kosmetyków są nieco starsze niż ja kobiety, i są to kosmetyki odpowiednio droższe od kremów do twarzy. Na razie jeszcze żadnych takich nie używam. Co do gniecenia się dekoltu kiedyś szukałam na to panaceum i to, co często się powtarzało to Belissa Hydrominum czyli nawilżanie od środka
Pamiętamy, że nakładamy na szyję kosmetyki delikatnym  ruchem ku górze i staramy się nie rozciągać skóry.

Obszar, który też bardzo szybko się starzeje i zdradza nasz wiek to dłonie, ale mam wrażenie, że w zatrzęsieniu różnych kremów do nich dłonie nie są tak bardzo zaniedbywane jak właśnie szyja i dekolt.




To miejsce :)




pamiętajmy, by znalazły się na nim kosmetyki, bo mam wrażenie, że czasem o to trudno: krem pod oczy ma wszelkie szanse tam nie dotrzeć, a z kremem do twarzy też różnie bywa w tym miejscu Po prostu takie ukształtowanie terenu [naszej twarzy].  To miejsce to jakieś peryferie - ani to policzek ani skronie, tylko coś pomiędzy...



Co nam może pomóc w wyrabianiu i trzymaniu się korzystnych nawyków pielęgnacyjnych?


- Przyjemność z nich płynąca.


Czyli z metod pedagogicznych wybieram marchewkę, nie kij :)  Rozumiecie: system nagród, afirmacje pozytywne, itp., itd. :)


Będziemy chętniej sięgały po kosmetyki i ich używały, jeśli te kosmetyki będziemy lubić. 

Co mi z tego, że zakupię sobie mega preparat na cellulit, jak używanie go (lodowaty ziąb/piekielne gorąco) mnie przerasta, i tak nie będę w stanie go używać :(

Co mi z jakiegoś kosmetyku, nawet dobrego, nawet ogolnie chwalonego jełsi np. mdli mnie od jego zapachu.

O uczuleniach nawet nie mówię, bo to bywa loteria, i takich rzeczy nie zużywamy z innych powodów niż osobiste sympatie.

Lepiej już  kupić sobie coś droższego/słabiej działającego, niż tańszego/mocniej działającego, czego nie będziemy w stanie używać, co nie będzie nas zachęcać do używania i wspomagać w naszych dobrych nawykach.

Lepiej co dzień użyć czegoś, co działa słabiej niż nie używać nic w ogóle, albo używać czegoś mocniejszego sporadycznie.


Dla mnie przyjemność z używania kosmetyków to przede wszystkim ich zapach i konsystencja.
Nie mówię, że męczą mnie inne moje kosmetyki, ale wybrałam tu kilka będących przykładem tego co lubię:



wszystkie działają, a poza tym:


Woda różana w roli toniku - ładnie pachnie

Peeling Hean - ładnie pachnie, i trze -  co lubię w pilingach

Seria Alterra granat i aloes - ładnie pachnie (wiem, niektórzy uważają że jest dokkładnie odwrotnie...)

Kneipp olejek do masażu ylang-ylang - ładnie pachnie i lubię oleje

PERFECTA lip balm 5 w 1  - ładnie pachnie, słodko smakuje, fajnie wygląda

Szminka Wibo - gładko się rozprowadza, ładnie się nosi

Maybelline żelowy eyeliner 24h black - cudowna, masełkowata konsystencja, super się aplikuje


i po prostu lubię używać, ich stosowanie jest dla mnie przyjemne:


Róz Eveline satin blush

Inglot puder rozświetlajacy HD

 Avon kredka glimmerstick diamonds sugar plum 

GRACJA komfort dla stóp




- sole/płyny/kule (ale najbardziej sole) do kąpieli (używam ich do moczenia stóp - domowego spa)



- kremy BB:



Vipera BB cream silky match maker


Missha shiny BB cream


Skin79 snail nutriction BB cream




oraz czysty luksus czyli



perfumy używane na noc. Te nie służą już żadnej pielęgnacji [skóry] i więcej o tym w oddzielnym poście o luksusie, który mi przychodzi do głowy jak się na nie patrzę :)



Życzę powodzenia w dobrych nawykach pielęgnacyjnych  (i trzymajcie kciuki za moje)!

Nie bądźcie też dla siebie za surowe, i nie zniechęcajcie się szybko, bo wtedy łatwo o taki efekt jak przy diecie - najpierw fanatyczna restrykcja, a potem jeden batonik wszystko psuje... Od początku zrezygnujcie z fanatyzmu, a po drodze  nie zniechęcajcie się do kontynuowania dobrych przyzwyczajeń  z powodu jednego kosmetycznego "batonika" :)



Powodzenia!

3 komentarze:

  1. Piękny lakier. Zdecydowanie lepiej używać czegoś codziennie na co nas stać niż raz od wielkiego dzwonu kupić coś droższego a potem znów czekać na przypływ gotówki.

    OdpowiedzUsuń
  2. :) a lakier to Sensique nr 124 - klasyczna czerwień, której ostatnio szukałam i znalazłam w Naturze za niecałe 7 zeta :)

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.