sobota, 30 maja 2015

Cudne prezenty z Malezji :)




Podróże kształcą - nawet cudze. Mówię to bez cienia ironii, a jako że ja uprawiam jak na razie tylko turystykę krajową uwielbiam opowieści o podróżach, dalekich miejscach, ludziach no - oczywiście- otwieranie prezentów :) Nie znam wiele osób, które odbywają dalekie (częstsze lub rzadsze) podróże zagraniczne, znam je za to dobrze - bo to moja Koleżanka i moja siostra - przez co mam okazję pooglądać zdjęcia, posłuchać ciekawych historii, dowiedzieć się interesujących rzeczy i - dostać prezenty :) Jest to niezwykle przyjemne - jak to dostawanie prezentów, poza tym rzecz rzeczy nie równa i inaczej patrzysz na coś kupione tu za rogiem, przez Ciebie, a inaczej na coś, co ktoś przytaszczył dla Ciebie - w tych wypadkach przez kilka/-naście tysięcy kilometrów...  A zanim przytaszczył, to będąc gdzieś hen za górami za lasami musiał o Tobie jednak pamiętać, że coś  - cokolwiek w ogóle - Ci tam kupił. To bardzo miłe. Tym bardziej, że ja mam to szczęście, że wcale  nie dostaję cokolwiek, a super prezenty...

Mam więc te wszystkie rzeczy z historiami podróży, i przypominam sobie owe historie kiedy tych rzeczy używam bądź je zużywam lub na nie patrzę - zależy do czego służą. Tak to rzeczy, z których zapewne nie każda zainteresowała by postronnego obserwatora  zyskują wartość dodaną i znaczenie sentymentalne i opowiadają mi na nowo interesujące historie o podróżach, w których zostały nabyte.

Ja też, nie powiem,  zawsze coś tam nabędę na prezenty: kapcie w Łodzi, miód w Gdańsku, kolczyki w Helu,  herbatę w Katowicach... ale przyznacie, że to jednak nie robi takiego wrażenia jak prezenty z dalekich wojaży, niespotykane i niedostępne w ojczyźnie :) (A raz to nawet mi się zdarzyło kupić masełko do ust w Siedlcach... No porywające :)


A teraz  ad meritum czyli do prezentów - tym razem są to prezenty od Nails tale przywiezione z Malezji



  za które jeszcze raz dziękuję :)



Liczę na dalsze informacje o jej nabytkach dla niej i na posta podróżniczego na jej blogu tymczasem przedstawiam moje prezenty:



batik
breloczek
suwenir na półkę


Ipoh White Coffee

oraz

DODOL DURIAN

DODOL PANDAN

czyli słodkości, które mi smakują, ale chyba nie znalazłyby szerszego uznania pod naszą szerokością geograficzną :)
(Mój mąż: "-A co to za zapach... diabelski... jakby coś się... rozkładało..?)



...


jakiś aktor- stojak (egzotyka - że też u nas nie ma takich pomysłów na gratisy do kosmetyków:)

oraz:

LUCIDO-L
wosk do z kwasem hialuronowym




MENTHOLATUM
lip ice
sheer color
zmieniający kolor balsam do ust




THE FACE SHOP
HERBDAY
pianka oczyszczająca
brzoskwinia
dla wszystkich typów skóry


 l


WATSONS
rozświetlająca i nawilżająca maseczka z sokiem aloe vera

i próbki:


THE FACE SHOP
oil-drop serum anti-aging



ETUDE HOUSE

PRECIOUS MINERAL

BB CREAM

Blooming Fit

Cotton Fit

Perfect Fit




spinki na bogato (tak lubię :)




piątek, 29 maja 2015

DIY. Zrób sobie: decoupage :)

Dekupaż, Decoupage - technika zdobnicza polegająca na przyklejaniu na odpowiednio spreparowaną powierzchnię (praktycznie każda powierzchnia: drewno, metal, szkło, tkanina, plastik, ceramika) wzoru wyciętego z papieru lub serwetki papierowej (technika serwetkowa)

Decoupage klasyczny polega na naklejaniu wzoru z papieru i pokryciu go wieloma warstwami lakieru tak, aby wtopił się całkowicie i nie był wyczuwalny przy dotknięciu. W zamyśle ma on wyglądać jak namalowany.

Słowo decoupage pochodzi od francuskiego czasownika „decouper” – wycinać.
 http://pl.wikipedia.org/wiki/Decoupage



Definicja i opis techniki powyżej.

Wszystko zaczęło się od zydla, który zakupiłam w Netto za 19,99 zł. Był taki surowy i wydał mi się idealny na wypróbowanie na nim tejże techniki, która zawsze mi się bardzo podobała, a jak zobaczyłam jak robią to inni wydała mi się też  łatwa.


Moje wykony:


zydel:



pudełko:



kuferek:



Moje  rada dla mnie (przewrotna i wbrew tytułowi posta): Joasiu więcej tego nie rób...

A dlaczego?

A dlatego:

wydałam na to trochę pieniędzy (zydel ok. 20 zł, pudełko i kuferek po ok. 26 zł, farba 24 zł, lakier z tamtego roku, serwetki ok, 8 zł) ale to nic w porównaniu z czasem, jaki zajęły mi te wykony - robiłam to je 1 do 22 maja (słownie:dwadzieścia dwa dni). Wiadomo, że tylko czasem, ale już zdążyło mnie to znużyć, gdyż trzy warstwy farby nakładałam 6 razy (żeby miało na czym stać/leżeć jak schło) a i tak zrobiłam ten błąd, że lakier nałożyłam tylko jedną warstwą.
Czas zajęło mi też wycinanie z serwetek (a nie są to małe wzorki) a nawet klejenie (za pierwszym razem mi się nie udało), a kiedy już przylepiłam elementy z serwetki i powlokłam je lakierem to się zrobiły pomarszczone (dalekie od ideału mającego wyglądać na namalowany...)
Poza tym - okazało się, że moja technika pracy, którą nazwałabym z perspektywy czasu i patrząc na efekty raczej nonszalanckim chlapaniem farbą (w za dużej ilości) na pędzlu niż malowaniem absolutnie się nie sprawdziła, spowodowała zacieki, fragmenty przy zawiasach wyglądają tragicznie, i musiałam opiłować w pudełkach bolec a powiększyć dziurę na niego, bo przez moje malowanie to pierwsze powiększyłam, a to drugie pomniejszyłam i pudełka się nie zamykały...
Okazało się, że co prawda mam cierpliwość do różnej dłubaniny, ale nie do dekupażu...
Urobiłam się po łokcie, po pas, po szyję, a efekt - no nie powiem, że żaden, ale bynajmniej nie ten pożądany...

Teraz czas na zdjęcia z bliska (ostrzegam - niektóre są drastyczne... właśnie ze względu na wszystko w/w. Stosunkowo najlepiej wyszedł mi zydel...):

















;





Słowo końcowe: 
zawsze lubiłam dekupaż, chętnie kupowałam rzeczy wykonane tą techniką (dla siebie i na prezenty) i nadal będę to czyniła nie narzekając na ceny (ceny nie są niskie, ale ja często mam dostęp bezpośrednio do wytwórcy, a wtedy ich ceny są i tak ok. połowę tańsze niż w jakiejś galerii artystycznej lub sklepie z rękodziełem). Zawsze twierdzę, że ręczna robota musi kosztować, a w tym wypadku na własnej skórze doświadczyłam za co płacę... Za czasochłonną i precyzyjną robotę, która kosztuje dużo czasu a i niemało pieniędzy wydanych na materiały i półprodukty. Mam teraz jeszcze większy szacunek dla takich wykonawców, którzy wykonują decoupage, który  w stanie końcowym jest pięknym, idealnym i nadającym się na sprzedaż rękodziełem. Moja w/w wytwórczość to na pewno nie ręko - dzieło, co najwyżej właśnie jakieś wykony...

Stołek i kuferek jest dla mnie, a pudełko na prezent. Takie było założenie, i tak zostanie, chociaż efekty mojej pracy mocno mnie rozczarowały...


wtorek, 26 maja 2015

Pastelowy Bollywood czyli makijaż paletkami HOT COLORS od MY SECRET (SHAKE COLORS i PARADISE ISLAND)

Połączenie kojarzące mi się od razu z Bollywoodem czyli zieleń i fiolet:

http://www.trendsofindia.us/lime-green-and-purple--lengha-sari-1894-p.asp




Tu w stonowanej, pastelowej, przygaszonej wersji i z dodatkiem błękitu i różu:





Kosmetyki, których użyłam:


 1.  MY SECRET HOT COLORS SHAKE COLORS

2. PARADISE ISLAND HOT COLORS My Secret


3. INGLOT Duraline - do fioletowej kreski


4. L'OREAL maskara VOLUME MILLION LASHES So Cuture So Black 


5. Catrice eyebrow lifter 010 Lift Me Up, Scotty!


6.  Essence kredka big bright eyes nude

oraz

7.  Avon neonowa konturowka glimmerstick brights kolor aqua shock   - dolna kreska




poniedziałek, 25 maja 2015

Róż MAXFACTOR CREME PUFF BLUSH 05 LOVELY PINK

Tak jak 10 NUDE MAUVE  ten róż kupiłam na promocji -49 % w Rossmannie.


Gama różów do policzków Creme Puff Blush to innowacyjny produkt w niezwykle eleganckim opakowaniu. Zapiekana formuła pozwala na aplikację na sucho, dla subtelnego podkreślenia owalu twarzy lub na mokro - wówczas efekt będzie bardziej intensywny. Niezwykle lekki na skórze, róż Creme Puff Blush umożliwia nakładanie jednej lub kilku warstw, w zależności, od efektu, jaki chcemy uzyskać. Idealnie łączy się ze skórą, dzięki czemu twarz wygląda promiennie.
 http://www.rossnet.pl/Produkt/Max-Factor-Creme-Puff-Blush-roz-do-policzkow-lovely-pink-5-roz-1-5-g,359747,1650,5029,1

Zamierzałam na tejże promocji kupić kolor 10 i 15, ale że pierwszego dnia nie było numeru 15, to zakupiłam również kolor różowy, ale delikatniejszy czyli 05 - ojtam ojtam, w końcu to tylko 10 numerków różnicy...
Żeby było śmieszniej potem - jeszcze w trakcie trwania promocji - pojawił się i kolor 15, ale stwierdziłam, że bez przesady i już go nie kupiłam...

Tak jak wspominałam podobają mi się właściwie wszystkie róże z tej serii...

05 to subtelny, rozświetlajacy kolor różowy, tak delikatny i drobno zmielony,  że nie przeszkadza mi delikatny deseń marmurku, w jakim jest ten róż (zasadniczo nie lubię marmurków). Zostawia na skórze subtelny, ale widoczny, świeży, dziewczęcy, nieco rozświetlajacy rumieniec - jestem nim zachwycona. Moim zdaniem jest bardziej rozświetlający niż nude mauve. Delikatny kolor 05 nie zrobi szybko krzywdy niewprawionym- no chyba, że się organicznie nie lubi rozświetlenia. Ja lubię.



- bez flesza:









- z fleszem:





Tak jak przy okazji przedstawiania koloru nr 10 mogę dodać, że to świetna seria różów, w sumie lepsza od kultowych Bourjois (choć ja bardzo lubię róże Bourjois).