piątek, 29 maja 2015

DIY. Zrób sobie: decoupage :)

Dekupaż, Decoupage - technika zdobnicza polegająca na przyklejaniu na odpowiednio spreparowaną powierzchnię (praktycznie każda powierzchnia: drewno, metal, szkło, tkanina, plastik, ceramika) wzoru wyciętego z papieru lub serwetki papierowej (technika serwetkowa)

Decoupage klasyczny polega na naklejaniu wzoru z papieru i pokryciu go wieloma warstwami lakieru tak, aby wtopił się całkowicie i nie był wyczuwalny przy dotknięciu. W zamyśle ma on wyglądać jak namalowany.

Słowo decoupage pochodzi od francuskiego czasownika „decouper” – wycinać.
 http://pl.wikipedia.org/wiki/Decoupage



Definicja i opis techniki powyżej.

Wszystko zaczęło się od zydla, który zakupiłam w Netto za 19,99 zł. Był taki surowy i wydał mi się idealny na wypróbowanie na nim tejże techniki, która zawsze mi się bardzo podobała, a jak zobaczyłam jak robią to inni wydała mi się też  łatwa.


Moje wykony:


zydel:



pudełko:



kuferek:



Moje  rada dla mnie (przewrotna i wbrew tytułowi posta): Joasiu więcej tego nie rób...

A dlaczego?

A dlatego:

wydałam na to trochę pieniędzy (zydel ok. 20 zł, pudełko i kuferek po ok. 26 zł, farba 24 zł, lakier z tamtego roku, serwetki ok, 8 zł) ale to nic w porównaniu z czasem, jaki zajęły mi te wykony - robiłam to je 1 do 22 maja (słownie:dwadzieścia dwa dni). Wiadomo, że tylko czasem, ale już zdążyło mnie to znużyć, gdyż trzy warstwy farby nakładałam 6 razy (żeby miało na czym stać/leżeć jak schło) a i tak zrobiłam ten błąd, że lakier nałożyłam tylko jedną warstwą.
Czas zajęło mi też wycinanie z serwetek (a nie są to małe wzorki) a nawet klejenie (za pierwszym razem mi się nie udało), a kiedy już przylepiłam elementy z serwetki i powlokłam je lakierem to się zrobiły pomarszczone (dalekie od ideału mającego wyglądać na namalowany...)
Poza tym - okazało się, że moja technika pracy, którą nazwałabym z perspektywy czasu i patrząc na efekty raczej nonszalanckim chlapaniem farbą (w za dużej ilości) na pędzlu niż malowaniem absolutnie się nie sprawdziła, spowodowała zacieki, fragmenty przy zawiasach wyglądają tragicznie, i musiałam opiłować w pudełkach bolec a powiększyć dziurę na niego, bo przez moje malowanie to pierwsze powiększyłam, a to drugie pomniejszyłam i pudełka się nie zamykały...
Okazało się, że co prawda mam cierpliwość do różnej dłubaniny, ale nie do dekupażu...
Urobiłam się po łokcie, po pas, po szyję, a efekt - no nie powiem, że żaden, ale bynajmniej nie ten pożądany...

Teraz czas na zdjęcia z bliska (ostrzegam - niektóre są drastyczne... właśnie ze względu na wszystko w/w. Stosunkowo najlepiej wyszedł mi zydel...):

















;





Słowo końcowe: 
zawsze lubiłam dekupaż, chętnie kupowałam rzeczy wykonane tą techniką (dla siebie i na prezenty) i nadal będę to czyniła nie narzekając na ceny (ceny nie są niskie, ale ja często mam dostęp bezpośrednio do wytwórcy, a wtedy ich ceny są i tak ok. połowę tańsze niż w jakiejś galerii artystycznej lub sklepie z rękodziełem). Zawsze twierdzę, że ręczna robota musi kosztować, a w tym wypadku na własnej skórze doświadczyłam za co płacę... Za czasochłonną i precyzyjną robotę, która kosztuje dużo czasu a i niemało pieniędzy wydanych na materiały i półprodukty. Mam teraz jeszcze większy szacunek dla takich wykonawców, którzy wykonują decoupage, który  w stanie końcowym jest pięknym, idealnym i nadającym się na sprzedaż rękodziełem. Moja w/w wytwórczość to na pewno nie ręko - dzieło, co najwyżej właśnie jakieś wykony...

Stołek i kuferek jest dla mnie, a pudełko na prezent. Takie było założenie, i tak zostanie, chociaż efekty mojej pracy mocno mnie rozczarowały...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.