piątek, 7 sierpnia 2015

Second hand tour i moje zakupy :)



 Inspiracją do napisania tego posta był dla mnie fragment artykułu w "Polityce":

E.Wilk, Nie szata zdobi Polaka, "Polityka", Nr 31 (3020), s. 22-25.



Ubrań u mnie tutaj prawie w ogóle nie ma: ubranie najlepiej wygląda na osobie, na wieszaku wygląda smutno i nie leży, rozłożone wygląda w najlepszym przypadku jak wystawione na sprzedaż na Allegro... A nie można sobie zrobić samemu zdjęcia całej sylwetki, a żebym miała chociaż duże lustro, jak nie mam... I dalej już nie będę narzekać, zapraszam na posta w zupełnie nowym (ale tylko blogowo, o czym się zaraz  przekonacie)  u mnie temacie.



Ja jako klientka second handów

Do second handów - ciuchlandów, bo ja zawsze tak je nazywam (a znowóż szmateks mi się nie podoba, a vintage jest cokolwiek pretensjonalne, choć eleganckie i chwytliwe) - nie chodziłam przez całe liceum - wydawało mi się, że są czymś ( o tym później), czego właściwie nigdy w mojej miejscowości nie spotkałam, jak już zaczęłam do nich chodzić. Na studiach też do nich nie chodziłam, i właściwie moja znajomość z ciuchlandami zaczęła się w okresie mojego bezrobocia po studiach. Tak, tak, bezrobocie wywiera wpływ na różne dziedziny naszego życia- kto był ten wie. Ustalmy tu dla naszych potrzeb, iż w kwestii ciuchlandów i w ogóle tekstylnej podziałało na mnie rozwojowo...
Potem nieco śmielej zaczęłam rozwijając się w tej dziedzinie w okresie mojego półrocznego stażu (wiecie, takiego z Urzędu Pracy, 450 zł na rękę za miesiąc. Kto miał, ten wie.). Miałam akurat po drodze do urzędu, gdzie odbywałam staż ("pierwsza czynność urzędnika nalać wody do czajnika" - dowiedziałam się na sam początek)   taki jeden ciuchland, który mi podpasował i muszę przyznać, że niektóre z kupionych tam rzeczy wywaliłam dopiero niedawno i głównie z powodu tego, że z nich już dawno... wyrosłam.
Kiedy zaczęłam pracę upodobałam sobie inny ciuchlad - duży, i bardzo dobrze wyposażony - do którego najpierw chodziłam tylko w dzień przeceny o 50%, a potem to już w dzień dostawy :) Do dziś ubolewam, że zniknął jakieś dwa lata temu bo tam zaopatrzyłam się w świetne ciuchy w śmiesznej cenie (głównie spódnice i sukienki), w których mogłabym chodzić nadal, gdyby nie to, że znacznie przytyłam w porównaniu z tym jak wyglądałam kiedy się w nim obkupiałam.
Na podstawie wieloletniego już doświadczenia w zakupach z ciuchlandach (a słyszałam, że jestem szybka w nich jak błyskawica - kiedyś dawno temu poszłam z koleżanką z pracy, stwierdziła, że nie zdążyła się dwa razy zakręcić jak ja już finalizowałam zakupy) wiem, że jeśli dany ciuchland nie spodoba mi się od razu i nic w nim nie kupię, to właściwie nie maa po co tam wracać. Wiem, że to może wydawać się bez sensu. Może i bez sensu jest. Ale u mnie działa.
Ostatnio miałam sporą przerwę w zakupach ciuchlandowych - a przed nią chodziłam tylko do dwóch ciuchlandu - brało się to z dwóch powodów: po pierwsze byłam kilka razy w w tych dwóch  "moich", nic nie znalazłam, i jakoś mi minęła chęć chodzenia tam, po drugie może myślałam, że uda mi się z powrotem schudnąć do stanu sprzed paru lat, kiedy to tak ładnie się obkupiłam?  Po trzecie od kiedy dwa i trzy lata temu miałam kostkę u nogi tak załatwioną, że praktycznie to przez dwa lata nie chodziłam na obcasach i nie chciało mi się stroić w spódniczki i sukienki, i się odzwyczaiłam od nich.  I wreszcie po czwarte - zakupy w ciuchlandach to też zakupy, tez kosztują, nawet jeśli o niebo mniej niż w sklepach, a poza tym ubrania zajmują miejsce, a ja je mam porządnie ograniczone.


Moje korzyści z zakupów w ciuchlandach

Oprócz dużo niższych cen kupowanej garderoby.
Co  mi dało kupowanie w ciuchlandach? Zaczęłam bawić się deseniami, łączeniem ich, zrobiłam się śmielsza w dobieraniu garderoby i bardziej zdecydowana, dowiedziałam się czego chcę w tej kwestii, a na co nawet nie zwracać uwagi, dowiedziałam się też (po zakupach sporej ilości, bo mi się podobały) , że pewne fasony NIE są dla mnie i tyle : tuniki, rzeczy z podwyższoną tali (nie pasują do mojej figury), przezroczyste szyfony (nie z-noszę ich, po prostu mnie wkurzają, nawet jak same albo na kimś prezentują się ładnie). Pewnie jeszcze parę rzeczy przyszło by mi do głowy. Słowem stałam się bardziej świadoma w kwestii ubioru. Już nie musiałam (i do dziś tak mi zostało) kupować rzeczy, które muszą pasować DO WSZYSTKIEGO, bo nie bałam się, że wyrzucę dużo pieniędzy w błoto. I choć teraz jestem w tym temacie trochę w odwrocie - być może to kolejny level bycia klientką - to bardzo sobie chwalę moje wyprawy do ciuchlandów i zakupy w nich.


Ciuchlandy
Od czasu gdy zaczęłam do nich chodzić (ok. 2004 r.) wiele ciuchlandów w mojej miejscowości się pojawiło, wiele zniknęło, i pojawiły się nowe, ale od początku były to schludne miejsca, żadne tam śmierdzące składy szmat,  ale w miarę estetyczne lokale z wieszakami, i z przymierzalnią. Myślałam, że tak jest wszędzie, ale kiedy bywałam w mieście na drugim końcu Mazowsza - nieco większym od mojego - gdzie jest jeszcze więcej ciuchlandów zobaczyłam, że to jednak nie standard- wiele z nich przypominało skład szmat właśnie, a brak przymierzalni był normą. Ludzie na ulicach wyglądali smutno, biednie jakby właśnie coś wyciągnęli ze szmat w stylistyce z lat 80-tych i 90-tych - i to była prawda...  Tamtejsze ciuchlandy reprezentowały sobą wszystko to, czego się obawiałam nie chodząc do ciuchlandów tutaj przez całe liceum i studia. Ciekawe czy tam poprawiło się to teraz, po paru latach mojej nieobecności Ale tak czy siak kupiłam tam sobie swego czasu zimowy płaszcz w kolorze camel za 20 zł. Dwie zimy w nim chodziłam. W niektórych rzeczach kupionych za grosze lata temu chodzę do tej pory, i mają się nieźle.
Dzięki ciuchlandom poznałam też dosyć wcześnie (zanim weszły do Polski) takie marki jak F&F, NEW LOOK,  czy NEXT (mam wrażenie, że już dawno wyszedł), lub George i inne, których do tej pory nie ma w normalnej sprzedaży w Polsce. 
Nigdy nie kupiłam bym w ciuchlandzie bielizny, piżamy, kostiumu kąpielowego i używanych butów, spodni też z zasady w nich nie szukam.

Ufff. Może wstęp przydługi, ale nigdy jeszcze się tu w tej kwestii nie wypowiadałam, toteż nadrobiłam ten brak.


A teraz efekty mojego tour'u po 6 ciuchlandach ( czyli podejrzewam, że może i mniej niż 1/3 tu działających):


Zakupy:


spódnica 
NEXT
100% cotton
rozmiar 18


szyta z półklosza, czyli po rozłożeniu będziemy mieli półkole
"do pasa materiału w stanie doszyta rozkloszowana spódnica" - tak mówi mój mąż, a on się zna, bo zawodowo m.in. opisuje ubrania :)



ze złota nitką (flesz):



spódnica
MARKS & SPENCER
per una
rozmiar 18



czarna z białym haftem, w kształcie litery A, na halce zakończonej plisami i tiulem



Cena "regularna" tych spódnic to 8 zł/ 1 sztuka, ale trafiłam na dzień minus 50%, i za obydwie zapłaciłam 8 zeta.




Buty to nie zakupy,  nie mój rozmiar i nie wyglądają na wygodne, ale mnie zainteresowały i spodobały mi się. Wyglądały na całkiem nowe, bo jednak używane buty budzą we mnie obrzydzenie.


Para za 18 zł (czyli tego dnia 9 zeta):




para za 15 zł (czyli tego dnia 7,50 zł):



Ach podobają mi się nity, klamry, suwaki, satyna i zamsz...



Plakat, który szalenie mnie rozbawił...


czyli szklanki Krosno w ciuchlandzie. Mydło i powidło. I jak tu nie lubić tych sklepów! :)

więc z tejże super okazji...



skorzystałam. 6 szklanek za 12,99 to naprawdę śmieszna cena.


Wniosek: 

mimo odwiedzenia 6 sklepów spódnice kupiłam w jednym z tych "moich", więc potwierdza się to, o czym pisałam wcześniej.


Wyznać/nie wyznać

Tej prawdy, że kupuje się w ciuchlandach? Ja w realu wyznaję, należę do tej grupy osób, która jest zadowolona z tego,że potrafi kupić super rzecz za grosze.
Ale wiem, że niektórzy bardzo się kryją z zakupami w ciuchlandach i uprawiają w tym temacie głęboką konspirację zakupową...


A Wy - czy kupujecie w second handach? Czego tam szukacie? Co uważacie o tego rodzaju zakupach i sklepach? I jak się mają takowe sklepy w Waszych miejscowościach?

6 komentarzy:

  1. Świetny post. Ja chętnie chodziłabym do ciucholandów ale nawet nie wiem gdzie się one w moim mieście znajdują...muszę się troszkę rozejrzeć. Kiedyś a było to daaaawno temu zraziłam się bo weszłam do takiego jednego i nie dość że był burdel na kółkach, wszystko w koszach poprzewracane we wszystkie strony, pogniecione, brak wieszaków, przymierzalni i jeszcze ten wstrętny zapach...może się przełamię i poszukam jakiegoś porządnego ciucholandu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :) no to rzeczywiście jak się nie zniechęcić, koszmar... Ale koniecznie musisz spróbować jeszcze raz, miejmy nadzieję, że są już jakieś fajne i w dobrym standardzie :)

      Usuń
  2. Ja bardzo lubię ciucholandy, można w nich znaleźć prawdziwe perełki. Obecnie brakuje mi czasu/chęci żeby do nich chodzić (bo wiadomo, czasu potrzeba ;) ) ale jakiś rok temu odwiedzałam je regularnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak, ja znalazłam np. kilka ekstra kurtek w stylu militarnym, który uwielbiam... (metalowe guziki, stójka, pagony) jedna z nich - lniana George kosztowała 8 zł, a aplikacja, którą kupiłam w pasmanterii by przyszyć ją na dziurę w kieszeni i tak ją ukryć kosztowała ... 8 zł : ) albo kupiłam wspaniałą aksamitna marynarkę za 30 zl, a pralnie kosztowała... 30 zł :) ale to się i tak bardzo opłacało, zazwyczaj unikam kupowania czegoś, co wymaga jakiś większych przeróbek, bo zawsze będzie to droższe niż sam ciuch i nie chcę bawić się w takie rzeczy... :)

      Usuń
  3. Jak byłam młodsza bardzo się wstydziłam kupowania w ciucholandach, potem miałam okres, kiedy ,,moje'' ciucholandy odwiedzałam często. Teraz nie mam za bardzo na to czasu, a i w okolicy nie ma żadnego porządnego lumpeksu. O patrz, nawet teraz pisząc ten komentarz mam na sobie sukienkę z lumpeksu, którą kupiłam z 6 lat temu za chyba 2 czy 3 złote. Od razu mi się spodobała, bo jest w stylu vintage, który uwielbiam. Poza tym przewiewna i jasna-na upał jak znalazł :)

    W ciucholandach można znaleźć perełki, kiedyś za 30 zł. kupiłam torebkę massimo dutti, która normalnie kosztowała 480 zł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) tak, czasem można znaleźć prawdziwe perełki w kosmicznie niskiej ja na nie cenie :) w tej chwili nie przychodzi mi nic konkretnego do głowy, ale wiem, że kilka razy mówiłam o jakimś ciuchu, że np. jego cena regularna to tyle, ile zapłaciłam w ciuchlandzie. ale... jeszcze z dodanym zerem na końcu... :)

      Usuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.