środa, 12 sierpnia 2015

UPAŁ i jak sobie z nim radzę

Dzisiejszy post miał być o czym innym, ale po wczorajszych, codziennych zakupach na mieście stwierdziłam, że nie ma tematu bardziej bieżącego niż upał. Wystarczy tylko głębiej westchnąć - albo i to nie - a sprzedawcy, mimo własnego zmęczenia i spocenia sami ochoczo zaczynają rozmowę o pogodzie... Nawet pan z warzywniaka, który jest bardzo małomówny, i nigdy się nie uśmiecha, taka trochę mroczna postać, choć blondyn, sam zagaił rozmowę słowami: "Żyć się nie da..."
Coś w tym jest, a miłośnicy tropików  urlopowych zapewne już zdali sobie sprawę, że tropiki na urlopie, z klimatyzowanymi pomieszczeniami, nad wodą, brak obowiązku pracy i odpowiedniego do niej ubioru, a normalne egzystowanie przy tak długo utrzymujących się temperaturach tutaj to zupełnie coś innego. Niewiele z nas ma klimatyzację w mieszkaniach, nikt też nie ma sjesty w środku dnia wzorem krajów, gdzie upały są czymś standardowym.
Jeśli o mnie chodzi, to ja mam jeszcze wolne od pracy, co ma znaczenie również w tak podstawowych sprawach bytowych jak to, że mogę cały czas chodzić sobie w spodniach 3/4 z Lidla (błogosławię was, moje spodenki, i siebie, że sobie was nakupiłam..!) i czapce z daszkiem oraz bez makijażu. A musicie wiedzieć, że do tej pory chodziłam tak ubrana tylko w czasie wyjazdów albo na rower, i nigdy nie pokazywałam się tak normalnie na tzw. mieście. Obecnie jest mi już wszystko jedno.
"-A co Ty, przyszłaś tu do nas w kapciach??? [ dosłownie 10 kroków z mieszkania].
- Tak, zostałam abnegatką." 
Natomiast minus mojego codziennego bytowania to w tych temperaturach - wspominałam już o tym- to mieszkanie w bloku, na 3. piętrze,  z oknami na zachód, które po południu nagrzewa się już w ogóle do temperatur piekielnych, i ja, która chodzę w sezonie jesienno-zimowym na saunę  i nie pocę się na niej za bardzo - tu pocę się jak mysz, i od popołudnia do nocy kiedy tu jestem pot leje się ze mnie nie ciurkiem a ciurkami...
Poniżej kilka sposobów na moje radzenie sobie z upałami, przy czym zaznaczam, że pokazuję akurat te konkretne marki danych rzeczy tylko dlatego, że je akurat w tej chwili mam w użyciu.
Wszystko o czym piszę wynika też z moich doświadczeń i zainteresowań, a nie fachowego przygotowania, toteż jeśli macie jakieś wątpliwości koniecznie  "skonsultujcie się z lekarzem lub farmaceutą." :)


Podstawa to oczywiście woda. woda, woda, dużo wody.  Najlepiej mineralna, bo wraz z potem tracimy minerały.



W moim pojęciu jeśli nie jesteśmy na nich chorzy możemy darować sobie teraz wody nisko zmineralizowane, a nich będą i wysoko.
Ja normalnie jak jest nie gorąco piję hektolitry wody, bo tak naprawdę mogę ugasić pragnienie tylko wodą, chociaż piję duże ilości kawy, a także herbatę i nierzadko piwo.

Nie wiem czy Wy także zauważacie u siebie wzmożoną chęć na sól -to znak, że organizm potrzebuje sodu. Sól zatrzymuje też w organizmie wodę (np. bardziej się po niej puchnie. mi bardzo często od paru lat puchną w lato kostki u nóg- a teraz - odpukać - w ogóle ). 

Do kwestii elektrolitów jeszcze powrócę, tymczasem uczulam Was, nie dajcie zrobić słoneczku ze sobą tego, co zrobiło z moim pudełeczkiem, które pokazywałam w wiosenny poście  Na głowie kwietny ma wianek... 

Pudełeczko wyglądało tak:
 


a że leżało teraz na słońcu wygląda tak:



O ochronie przeciwsłonecznej twarzy i ciała pisałam w poście Moja "upalna" pielęgnacja: twarz i ciało (post o włosach niebawem)
Do tego chodzę w czapce z daszkiem.
 

Nie noszę okularów przeciwsłonecznych (musiałabym zrobić sobie drugą parę korekcyjno-przeciwsłonecznych, i żonglować tymi dwoma parami, a nie chce mi się) więc daszek chroni też moje oczy.


Mojego jedynego kwiatka tutaj - cebulkę, którą  już tu zastałam, potem kilka razy ją ususzyłam i ją zgniłam, żeby w końcu notować sobie na widocznej tu kartce daty jego podlewania - przeniosłam z parapetu na stół. Lubię tę cebulkę, tyle ze mną przeszła, i przeżyła, szacuneczek...


Były też tu dwa fiołki- padły jednak bardzo szybko, choć nawet je rozsadziłam i usiłowałam się nimi zajmować...

a , jest tu jeszcze drugi kwiatek:

ale ten to jest tak odporny, że chociaż go czasem podlewam, to zastanawiam się, czy aby na pewno nie jest plastikowy... :)  Może wiecie, co to za kwiatek..?


Tymczasem wracamy do kwestii elektrolitów (oraz cukru), których szybka utrata,  konieczność uzupełnienia i odwodnienie przypomina mi to, o czym pisałam w poście Po imprezie czyli sposoby na kaca 

Słyszałam w TV panią dietetyk, która radziła napoje izotoniczne, ja  sięgam po suplementy diety, czyli magnez



(mam go zawsze pod ręką i biorę często i bez upałów, bo miewałam straszliwe skurcze, potem drętwiały mi ręce, a poza tym mam chyba stały niedomiar witamin z grupy B, a one wraz z magnezem poprawiają nawzajem swoją wchłanialność o czym pisałam w poście S.O.S. co stosować na pękające kąciki ust/zajady 


Natomiast teraz od dwóch dni piję sobie raz dziennie saszetkę Orsalitu, czyli środka przeznaczonego właśnie do nawodnienia organizmu i uzupełnienia elektrolitów oraz cukru (zazwyczaj  w przypadku biegunki). Moja dawka jest czysto intuicyjna, bowiem nie chce mi się przeliczać ml, które są w dawkowaniu, no i nie chcę przesadzić...



Przypominam też, że herbata, a już szczególnie kawa i alkohol w istocie odwadniają!

A propos ewentualnej biegunki (temperatury sprzyjają) mam zawsze przy sobie (niezależnie od sezonu)  leki na biegunkę, Ibuprom, No-spę i plastry:



Paniom przypominam, że temperatury, a także letnia rekreacja może zaburzać nie tylko równowagę flory bakteryjnej w jelitach, ale także w typowo kobiecych miejscach, toteż tak jak w przypadku jelit można łykać probiotyki przeznaczone do ochrony podczas leczenia antybiotykami, tak samo można nabyć kapsułki dopochwowe przywracające tę równowagę. Jedno i drugie do nabycia bez recepty, i koniecznie zwracajcie uwagę na sposób przechowywania, bo czesto jest to lodówka.
 


Na koniec patent na ochłodzenie (choc chwilowe), który wymyśłiłam ostatnio, ale jeszcz nie skorzystałam czyli maseczki w płatach bawełny:



Zazwyczaj ich nie stosuję, bo za bardzo mi mrożą nerwy i boję się żę od tego zęby mnie zaczną boleć, no ale teraz się tego nie obawiam. Nie są to maseczki najtańsze, ale udało mi się dorwać w Naturze trzy sztuki, przecenione z 6,99 zł na 1,49 zł, bo mają wrześniową datę gwarancji. Wzięłam, jakie były przecenione, nie wczytując się czemu mają służyć, bo mi mają służyć na chwilową ochłodę.

W tej roli sprawdzi się też moczenie stóp w w chłodnej wodzie z solą, ale sama jeszcze tego w tym roku nie zażyłam...

Opalenizna (moja, nieprzesadna, ale jednak zawsze jakaś) spowodowała, że jasnoróżowe odcienie lakierów do paznokci nie są na mnie sine, a moje dłonie przy nich fioletowe, i korzystam obecnie z tego nosząc na paznokciach użyczone przez  Nails tale  essie muchi muchi



Na koniec dla ochłody coś z cyklu powiew jesieni, czyli wrześniowy HOT 


 w którym znajdziemy rabaty na zakupy, ja sprawdziłam już interesującą mnie ofertę drogeryjną - czyli kosmetyki azjatyckie  i... znalazłam tam jedynie drożyznę,  ceny są kosmiczne nawet w porównaniu z Allegro nie mówiąc o ebay dlatego nie skorzystam z tejże oferty.

5 komentarzy:

  1. Świetny post. Ja podobnie jak Ty mam w mieszkaniu po południu osobisty piekarnik...ale na szczęście w pracy mam klimatyzację i czasami jak wybija 15-sta to aż nie chce mi się do domu wracać. Z racji tego iż mam problemy z prawą nerką (jakieś niewyjaśnione i biorące się z niczego zapalenia) muszę duuużo pić najlepiej wody...a Orsalitem też się jakiś czas wspomagałam. Suplementy diety również stosuję i najbardziej odpowiadają mi te z Biedronki o smaku multiwitaminy :-). W niedzielę zaryzykowałam i wystawiłam swoje blade ciało na słońce będąc nad wodą (oczywiście najpierw zastosowałam spora dawkę spf) tak więc trochę opaliłam tę moją bledziznę i od razu ubrania jak i makijaż i lakiery do paznokci inaczej się na mnie prezentują :-). Nie przepadam za tak długimi upałami bo zaczyna mnie wtedy boleć głowa a to już mały kroczek do ogromnej migreny po której ledwo żyję. Tak więc liczę w duchu po cichutku, że niedługo nastąpi ochłodzenie...takie 23 stopnie w zupełności mi wystarczy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :) A ostatnie tak długo utrzymujące się upały to ja osobiście pamiętam w roku 1994, kiedy byliśmy z klasą na festiwalu teatralnym w Kielcach, i my wszystkie 4 dziewczynki z mojego pokoju łaziłyśmy po mieście na bosaka - a asfalt na ulicy był piekielnie rozgrzany. Do tego dwie na te cztery (w tym ja) makabrycznie się odwodniłyśmy :) Potem z biegiem lat nawet jeden dzień upałów znosiłam źle, do tego stopnia, że jakieś 9 lat temu w pewną sobotę zamiast na grilla trafiłam do łóżka ssąc Glucardiamid... :) Wiec teraz to ja już znoszę upały fantastycznie... :) Ale od kiedy wczoraj dowiedziałam się, że mają potrwać [już tylko] do wtorku, to wstąpił we mnie nowy duch :) Trzymajmy się! :)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że to ochłodzenie będzie bo z tą pogodą to nigdy nic nie wiadomo tak do końca ;p

      Usuń
  2. U mnie dzisiaj jest chłodniej, ale nie ubolewam, bo można odpocząć po upałach. Mój królik też się cieszy, że ma czym oddychać ;)

    A ja bardzo lubię maseczki w płatkach, teraz będę testować maseczkę nawilżającą firmy Artemis, która ma płat bambusowy, a nie bawełniany ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm, ciekawe czy na oko - i potem w użyciu - widać jakaś różnicę między bawełną (choć moim zdaniem "bawełną") a bambusem ...

      Usuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.