czwartek, 31 marca 2016

MAKIJAŻ W KOREAŃSKIM STYLU (tylko kosmetykami kremowymi i płynnymi)





Lekki, naturalny, delikatny i świetlisty makijaż, w odróżnieniu  od Makijażu koreańskimi kosmetykami <klik>




wykonany kosmetykami - poza jednym tj. kremem BB - niezjatyckimi.


Koreańskimi kosmetykami i makijażem interesuję się - czynnie - od ponad czterech lat.
 
Jest to co-dzienny makijaż, i nie będę w nim wyglądać jak azjatycka laleczka choćby dlatego, że nie mam circle lens, czyli soczewek, które powiększają oczy w sposób niemożliwy do osiągnięcia dla żadnego makijażu... O innych rysach twarzy nawet nie ma co mówić, gdyż ja może i mam dość małe, głęboko osadzone oczy z opadającymi kącikami oraz dość płaską twarz - ale jak na standardy rasy białej, na dodatek w żadnym aspekcie mnie nie jestem drobna, co tyczy się również buzi :)







 Oprócz tylko kosmetyków kremowych/płynnych dwa inne kosmetyki:



Wibo fixing powder <KLIK>
użyty bardzo oszczędnie - jedynie na skrzydełka nosa, brodę, i punktowo na niedoskonałości

 Lancome HYPNOSE




A dalej już same kremowe/płynne:



INGLOT eyeliner w żelu kolor 96 <klik>
jako eyeliner i jako kosmetyk do brwi


KOBO face contour mix

 CATRICE LIQUID CAMOUFLAGE 010 PORCELLAIN <klik>

THE BODY SHOP  radiant highlighter
  BRTC  AQUA RUSH WATER DROP BB CREAM

e.l.f. błyszczyk
jeden z kompletu 3 błyszczyków <klik>

 INGLOT AMC kremowy róż do twarzy w płynie 87 <klik> 

środa, 30 marca 2016

Makijaż codzienny TYLKO KREDKAMI






Oprócz tylko kredek trzy inne kosmetyki:


Wibo fixing powder <KLIK>

 Lancome HYPNOSE

BRTC  AQUA RUSH WATER DROP BB CREAM



i dalej już same kredki:



od góry:


GOLDEN ROSE Classics waterproof lipliner 321

KIKO double glam eyeliner 111 Plum and Bright Peach <klik>
tylko kolor bright peach

GOLDEN ROSE matte lipstick crayon 13

CARICE EYE BROW stylist 020

 Avon glimmerstick eye liner <KLIK>  sugar plum 

CATRICE  eyebrow lifter 010

ESSENCE big bright eyes nude






- brwi:


- powieki:



twarz:
- jako rozświetlacz
- jako róż
- jako  bronzer


-jako korektor


jako pomadka:

wtorek, 29 marca 2016

Pourlopowo KATOWICE: GALERIA RIKSZA PUB




Czy patrząc na powyższe zdjęcie macie wrażenie przeładowania? 
Przesytu?
Nadmiaru? 
Kiczu?
Choć zdjęcie to kolaż wielu fotografii, ale chyba najlepiej oddaje wrażenie, jakie wyniosłam z tego miejsca - a poniższe pojedyncze zdjęcia tylko mnie w tym utwierdzają, na każdym nie jest niczego mniej.

Do Galerii Riksza trafiliśmy po śladach, a raczej po strzałkach, które wisiały na drzewach w pobliżu miejsc, gdzie zawsze zaglądamy kiedy jesteśmy na katowickim Nikiszowcu: o jednym z tych lokali jeszcze wspomnę, a o drugim już tu pisałam: CAFE BYFYJ <klik>


i przypominam Wam je fotografią, by tym bardziej podkreślić szok estetyczny, który czekał na nas na końcu drogi wskazywanej przez wspomniane strzałki :)


GALERIA RIKSZA PUB.
Dziwniejsze było tylko "muzeum" w Kazimierzu Dolnym n. Wisłą, gdzie za 5 zeta dla pana właściciela mogłeś wejść do starej chałupy i kupić se wszystko co było w niej i wokół obejścia, a co wyschło po fali powodziowej  w roku 2004. Prezentowało się to wszystko - graty w chałupie i graty w obejściu - doprawdy niesztampowo, aż bałam się tam robić zdjęcia...  No i tam nie dało się wysiedzieć, groza i śmierdziało - wszystko, łącznie z  w/w "kustoszem" owego "muzeum"a tutaj to knajpa, i jaka kolorowa. 

Pub - sklep ze starociami (już samo jego obejście robi wrażenie), do którego wchodzisz przez kotarę, za którą robi flaga niemiecka (dlatego się zatrzymałam i nie chciałam wejść, ale cieszę się, że mąż jednak nalegał, żeby wejść) , a do kupienia: wszystko.
Portret Hitlera i obraz Serce Jezusowe nad nim. 
Nocnik wiszący przy drzwiach.
Kaczka szpitalna na barze.
Lenin nad kominkiem.
Goła baba na koniu.
Święta Rodzina.
Gacie nad głową.
Kot na kolanach (i na stole).
Mydło i powidło.
Totalny miszung.
Estetyczny survival.
Czyli akurat coś dla kogoś zafascynowanego poniekąd estetyką kiczu, o którym przecież nie raz już tu pisałam i pokazywałam jego okazy.

Miejsce to były budynek gospodarczy szpitala zakaźnego (znowu bliskie mi klimaty, w okresie studiów interesowałam się żywo - i naukowo-  m.in. epidemiami, tyle że w epoce nowożytnej)  przy kopani, a potem siedziba ORMO. Właściciel to były sztygar. Oprócz niego poznaliśmy tam Kota Zorro, czarnego jak węgiel, i byłego kombajnistę, którego swego czasu zasypało i teraz jest na rencie, ojciec i brat zginęli mu na kopalni, a dziadek, cytuję:  zginął jak w "Soli ziemi czarnej". Czy może być bardziej Śląskie CV? W sumie mimo tego, iż jeździmy do Katowic regularnie od roku 2011 to pierwszy raz mieliśmy tak blisko do czynienia z prawdziwymi  Ślązakami, i to w  tak klimatycznym miejscu, a nie w pewien sposób wyjałowionym i poprawnym pod każdym względem jak np. muzea . Przy czym jeden z w/w bohaterów tej historii sam siebie momentami tłumaczył na polski: "po polsku to będzie..." Dla nas, urodzonych, wychowanych i mieszkających w okolicach, które mogą być (i są) ilustracjami do utworów Szopena to wciąż jest i chyba na zawsze pozostanie swego rodzaju - egzotyka. Doświadczenie pod każdym względem ciekawe, bardzo interesująco i miło spędzony czas, choć w tyle głowy cały czas miałam pytanie, czy aby miła gadka nie przerodzi się z nagła w jakieś mordobicie. Miejsce wygląda na dziwaczne i szemrane, ale tak jak mówię wizyta w nim była ciekawa i miła, ludzie sympatyczni, i na pewno znowu skierujemy tam swe kroki jak będziemy w Katowicach i na Nikiszowcu.
 
Mój mąż zakupił dwie plakiety pamiątkowe Śląskiej Jednostki MSW, a ja dostałam w prezencie od właściciela markę. Markę górniczą - taki jakby numerek z szatni. Trzymam ją na toaletce, patrzę się na nią czasem i zastanawiam, jakie były losy osób, które się nią posługiwały, i czy zawsze bezpiecznie wróciły na powierzchnię ziemi..?

Sama nie szukałam rzeczy do kupienia, pamiętając  - całkiem dobry -  horror, na którym byłam w kinie z okazji końca świata 21 grudnia roku chyba 2012, Kronika opętania


w którym dziewczynka kupiła sobie na wyprzedaży garażowej skrzynkę


 z dybukiem w środku.




Poniżej zdjęcia wszystkiego o czym wspomniałam, i czego nie opisałam powyżej. Oglądajcie, bo jest na co popatrzeć.
Miejsce nie do zapomnienia. Polecam fanom takich wrażeń i zakupów.
A wszystko to razem zajęło nam raptem dwa piwa.

Przepraszam z jakość niektórych zdjęć- choć nie jest najlepsza, to jednak chcę Wam je pokazać, bo sądze, że warto :)
 




























,










.