sobota, 16 kwietnia 2016

"Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji." O książce i reakcjach na nią



Pojawiła się licznie i równocześnie na wielu na blogach i vlogach.
Na pewno niejedną osobę zachęciło to do jej zakupu lub chociażby pobieżnego zapoznania się z tą książką i jej tematyką.
Azjatyckich kremów BB używam od jakiś minimum czterech lat. Zamierzam odnieść się do podanych w niej 10 kroków pielęgnacji w oddzielnym poście teraz słów kilka o samej książce, a może jeszcze bardziej  o jej recenzjach i reakcjach na nią i  mojej reakcji na te reakcje :)



Książka: przyjemna szata graficzna, czyta się szybko i łatwo, napisana w sposób przystępny i dowcipny. 
Dotyczy zupełnie innego od naszego kręgu kulturowego, więc również i innej kultury i tradycji dbania o urodę, siłą rzeczy musi zawierać w sobie nowinki dla nas.




Moje ALE ALE ALE
dotyczy nie samej książki czy jej treści, a mojego wielkiego zdziwienia reakcjami na nią. Jestem wielce zadziwiona, a nawet zszokowana, że nagle osoby, które mocno angażują się w tematyką urodową- nierzadko również i zawodowo nie tylko hobbystycznie, i siedzą w niej krócej lub dłużej, czyli blogerki i vlogerki uważają za wielkie odkrycia większość przedstawionych w tej książce treści!



Baza czyli kosmetyki
Kremy BB
Dzięki tej książce powrócił w Internetach boom na kremy BB, który już mocno ostatnimi czasy przycichł. Choć nigdy nie u mnie, bo ja mam do czynienia z azjatyckimi kremami BB od paru lat i przetestowałam ich na sobie na dzień dzisiejszy nieco ponad czterdzieści. W tej fali owego boomu przyszła moda raczej tylko na oryginalne, koreańskie nie drogeryjne europejskich marek, bo poprzedniej modzie na kremy BB towarzyszyło wiele zachwytów nad drogeryjnymi kremami BB, że nie muszą być oryginalne azjatyckie, bo te drogeryjnych marek też są fajne, przy czym najczęściej twierdziły tak samozwańcze znawczynie, które nie miały w ogóle porównania, gdyż nie miały do czynienia z kosmetykami azjatyckimi.
ALE
azjatyckie kremy BB od kilku lat i w coraz większej ilości są dostępne może jeszcze nie stacjonarnie, ale w polskich sklepach internetowych i na Allegro. Pierwsza fala mody na nie zalała internety ok. 3 lata temu.  Czy zatem teraz to naprawdę takie odkrycie???
Mam wrażenie, że polskie wydanie tej książki wprost jest dziełem azjatyckiego lobby kosmetycznego :) I żeby nie było - ja lubię te kosmetyki, i może jestem w ich tematykę wciągnięta dosyć poważnie i długo, ale mimo wszystko nie wydaje mi się, że to teraz taka nowość.



Maski w płachcie
Wielka nowość, odkrycie na miarę odnalezienia zagubionej Atlantydy.
ALE
litości. Takowe maski (również marek koreańskich) dostępne są w Polskich drogeriach już z jakieś 5 lat! Hello!




Nadbudowa czyli filozofia dbania o urodę


I tutaj już widząc i słysząc powtarzane tonem wielkiego odkrycia słowa z tejże książki dostałam już właściwego szoku.

Dbanie o urodę zaczyna się od pielęgnacji. Podstawą dbania o urodę jest pielęgnacja, a nie szpachlowanie się makijażem.  No  coś takiego. O wow. Poważnie?

Autorka książki zawdzięcza wiele dobrych rad swojej mamie, która przekazała jej filozofię koreańskiego dbania o urodę
ALE, wiecie co?
Wyobraźcie sobie, że moja mama, która wcale nie jest koreańską imigrantką, też wpajała mi od zawsze, że skórę należy pielęgnować, chronić przed mrozem i słońcem,  zawsze zmywać makijaż.  Jak można powiedzieć/napisać, że my (Polska, Europa, Ameryka Północna tzw. "zachód") skupiamy się - w odróżnieniu od Koreańczyków- tylko na szpachlowaniu się makijażem i zakrywaniu problemów ze skórą zamiast dbać o cerę i rozwiązywać te problemy?!
Dziewczyny, Wy naprawdę tylko szpachlujecie? Bo ja nie!
Rozumiem, że można nie znać - nawet dzisiaj, w epoce globalnej wioski - kosmetyków z innej części globu, nawet jeśli interesujemy się kosmetykami i nawet kiedy one -i jak kremy BB czy maski w płachcie- istnieją już parę lat na naszym rynku i są dostępne,
ALE
mam uwierzyć, że dziewczyny ( i to te zajmujące się zagadnieniami urodowymi!) nie wiedziały jak dotąd i nie uważają pielęgnacji za bardzo ważną i nizbędną, a za absolutną podstawę pielęgnacji nie uważają takich rzeczy jak ochrona skóry przed słońcem ( a my, Moje Drogie, mamy w naszej szerokości geograficznej również mróz!), nawilżanie, leczenie ewentualnego trądziku/innych problemów, demakijaż??? To są te epokowe odkrycia?  Czy robienie sobie głupków z czytelników/widzów?


Co Wy na to? Znacie tę książkę? Spotkałyście się z opisanymi przeze mnie "odkryciami" z niej? Co sądzicie o samej książce, i jej treści? A o reakcjach i odzewie na nią?

7 komentarzy:

  1. Ja w książce znalazłam kilka dla mnie nowości w pielęgnacji. Ogólnie oceniam ją na plus i uważam, że każda maniaczka pielęgnacji powinna mieć tą książkę w swojej biblioteczce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie przeczytam tę książkę, ale dziwi mnie ten wielki boom na nią :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przynajmniej szczery post i szale na tę książkę. Może jestem za stara na te nowości i nie robią na mnie wrażenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam tej książki, więc wypowiedzieć się nie mogę. Ale fajnie, że napisałaś prawdę o tej książce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja czekam na swój egzemplarz jestem ciekawa odczuć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książki nie czytałam, ale jeśli zawarte są w niej takie właśnie odkrycia, o jakich napisałaś, to raczej szału nie ma ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książki nie czytałam i nie zamierzam, bo z tego co piszesz zarówno w tym poście jak i kolejnym na jej temat nie dowiem się z niej niczego nowego. Więc po co wydawać pieniądze na coś, co niczego nie wniesie w moją pielęgnację?

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.