czwartek, 29 grudnia 2016

MOJE ODKRYCIA 2016: MARKI KOSMETYCZNE

Moje własne, prywatne odkrycia mijającego roku, na odcinku: marki kosmetyczne. Znane wcześniej, ale jeszcze nie wprawiające w zachwyt, bądź spotkane pierwszy raz. Wszystkie je polecam.

Tratatataaaam:





My Secret



Tak, tak, oczywiście, że znam tę markę już jakiś czas, i miałam z nią do czynienia jeszcze przed rokiem bieżącym. Ale w tym roku przybyło mi sporo nowości od My Secret, nabyłam zachwytu na jej temat, i w ogóle widzę, że marka się super rozwija, i oferuje coraz więcej produktów bardzo dobrych jakościowo za małe pieniądze. Kosmetyki tej marki goszczą często w moich makijażach, również tych na blogu oczywiście.





JANDA



Pojawiła się na rynku niedawno (jesień '15), i mnie do siebie przekonała. Z tego co na sobie już wypróbowałam (a trochę tego było) ma w ofercie kosmetyki od: dobre po: wybitne.
Moje posty na temat kosmetyków i samej marki znajdziecie TUTAJ




ISANA Young


Jedna z linii rossmannowskiej marki własnej Isana. Tanie i skuteczne kosmetyki przeciw niedoskonałościom i bolączkom zwyczajowo kojarzonym z wiekiem młodzieńczym, a dotyczących osób w wieku różnym. Np. moim... Marka polecona mi przez Nails tale. Dziękuję :)




 Anabelle Minerals


Jako leń nie sięgnęłabym tak ot po produkty sypkie, wolę te w kamieniu. Ta marka kusiła mnie już jakiś czas, ale z w/w powodu powstrzymywałam się przed zakupami: podkład w sypkim pudrze???  Dzięki  Meet Beauty miałam okazję zapoznać się z produktami tej marki i -jestem zachwycona! Możecie zobaczyć te kosmetyki w akcji m.in.  w postach:









INDIGO 


Kojarzyłam tę markę tylko z produktów do paznokci, a miałam okazję poznać ją nieco bliżej dzięki Meet Beauty.   Co za zapachy, co za opakowaniaMożecie przeczytać sobie więcej  o kosmetykach Indigo w poście:

Kosmetyki do ciała INDIGO i ich zapachy





I tak oto prezentuje się moje 4 x TAK jeśli chodzi o odkrycia marek kosmetycznych w roku 2016.

A Wy jakie marki kosmetyczne odkryliście dla siebie w tym roku?

środa, 28 grudnia 2016

Moje włosy #3 PIELĘGNACJA: truchtem przez lata :)




Oto kolejny po

Moje włosy #1 KOLORY I DŁUGOŚCI - przeróżne! <klik>

Moje włosy #2 fryzury - przeróżne <klik>

post przekrojowy zawierający rys historyczny dotyczący mojej czupryny ;)



Dziś - dla równowagi do poprzednich postów - będzie ubogo w zdjęcia (odsyłam do zdjęć w dwóch w/w postach), zapraszam do tekstu, którym też nie zamierzam Wam długo przynudzać, bo musimy przebiec truchtem przez prawie (tyle już skończyłam, no ale urodziłam się łysa) 36 lat :)


Jeśli chodzi o pielęgnację, to nie sposób wspomnieć też o oczyszczaniu: włosy urosły mi szybko, i szybko miałam długie warkocze, mycie takich włosów było mordęgą, szampon mnie szczypał w oczy (to był PRL i nikomu nie śniło się o wielu dzisiaj oczywistych rzeczach, w tym o delikatnych szamponach ułatwiających rozczes itp., itd.), a gorsze od mycia było chyba tylko rozczesywanie tych włosów - nawet suchych, o mokrych nie wspominając, Tak więc mama. babcia, czy ciotka chwytały się różnych sposobów ułatwiających czesanie mnie: sadzanie mnie przy oknie i sugerowanie obserwowania widoku), zakładanie - na moje specjalne życzenie (zimą) sandałków specjalnie do czesania (schodziłam je tym czesaniem zanim przyszło lato, na które zostały kupione. A takie były śliczne, czerwone, i na maluśkim białym obcasiku).
W poprzednim ustroju nie można było być mięczakiem będąc dzieckiem, takie odnoszę wrażenie ... ;)
I to by było na tyle dziecięcej pielęgnacji i oczyszczania. 




A potem nastał kapitalizm i pojawiła się coraz większa mnogość produktów do włosów, no i ich reklamy. Pamiętam reklamę Gliss Kur, która to obiecywała (za pomoc pani o idealnych, błyszczących lokach), że nie będziesz musiała sięgać po nożyczki by ratować zniszczone włosy, jeśli wybierzesz Gliss Kur.

Albo reklamę marki, której nazwy nie mogę sobie przypomnieć, która to reklama pokazywała długowłosą panią, która m.in. lała sobie na głowę piwo, rozbijała jajka itp., i tekst:  "i ciągle chciałaś mieć ich więcej" (tzn. włosów), aż jej marzenie spełniły owe kosmetyki. A mi to żadne. Ale czytajcie dalej.

Ja też zawsze chciałam mieć ich na głowie więcej. I jeszcze w takich zdefiniowanych, lśniących, nie obciążonych, ale pełnych objętości, mega skrętach... Jak tylko sama zaczęłam ogarniać bardziej pielęgnację własnej osoby, zaczęły się moje walki o stan włosów, na odcinku ich pielęgnacji.

Pierwszy raz zabrałam się za pielęgnację moich od zawsze kręconych i suchych z natury włosów gdzieś pod koniec podstawówki (podówczas 8-klasowej) i na początku liceum, i  poszłam w elementy gastronomii bowiem nakładałam na włosy miksturę nafty kosmetycznej (zakupionej w aptece) i żółtek jaj (niestety również tych okropnych, klejących się śluzów z białka, które niechcący też mi wpadały to tej mieszanki). Stary, tradycyjny przepis, a Wioletta Villas utrzymywała, że jej włosy są naturalne, i  taką mają kondycję właśnie dzięki nafcie ("używam tylko nafty"). Kto nie kojarzy znajdźcie sobie zdjęcia tej pani i jej wg mnie nadnaturalnego warkocza wyglądającego jak dobrze utrzymany i utrefiony mega węzeł długich i rozjaśnionych pakuł lnianych.  Nafta kosmetyczna miała włosy odżywiać, ułatwiać porost, rozczesywanie, i co tam chcecie, możecie sobie znaleźć więcej info w necie - no a gdzieś w dali na horyzoncie majaczył docelowo wspomniany warkocz Wioletty Villas.
Tymczasem na mnie działała tyle, że szampon się nie pienił, śluzy z białek lepiły się do włosów i nie chciały spłukiwać, a po myciu głowy miałam mega kołtun. Wierzcie mi bądź nie - a to działo się w jakimś 1995 r., a ja do dziś jak sobie to przypomnę, to czuję zapach tej nafty i widzę jej tłuste oka pływające w misce...




Kiedy porzuciłam naftę i jajka miałam przerwę w używaniu czegokolwiek oprócz szamponu, i dopiero na studiach znowu zaczęłam pielęgnację włosów: maska Wax rumiankowa, produkty Joanna serii Rzepa, znowu mikstura jajka i nafta i wit. A+E, bezbarwna henna, piwo... szczerze mówiąc efekty też były mizerne. Pamiętam, jak nakładałam ową maskę Wax, owijałam głowę cienką plastikową reklamówką i ręcznikiem (czepek termiczny), potem to zdejmowałam, i miałam włosy całe w... okruchach chleba, bo wzięłam reklamówkę, w której wcześniej był chleb.. albo jak śmierdziała rzepowa wcierka na noc z Joanny... Jak włosy mi się kleiły po piwie (znów kołtun) , i jeszcze było je piwem czuć... Tylko majonezu na włosy nie nałożyłam (a podobno tez dobry, w końcu jajka i ocet).

W tym czasie (najpierw skromnie i tylko henną)  zaczęłam już na potęgę farbować włosy, no i wtedy zaczęłam stosować odżywki i maski do włosów zniszczonych, które tylko obciążały mi włosy, a ich stan się nie poprawiał,  ale z lenistwa to i tak głownie używałam tylko niezmywalnych produktów typu dwufazówki Dove (obecnie nie mogę już na nie patrzeć, ani czuć ich zapachu).  Stan tan trwał całymi latami, włosy nieco lepiej wyglądały tylko na silikonach, a wszelkie naturalne składniki były ich wrogami i robiły mi na głowie jeszcze większy kołtun. Równia pochyła. Wtedy też nastała moda na olej kokosowy na wszystko, również na włosy, tyle tylko, że moje włosy są wysokoooooporowate, i na tych właśnie olej ów się nie sprawdza.


Co do suplementów diety na włosy (i paznokcie) łykam przeróżne od lat, no co tam tylko chcecie,  i  - też nie bardzo widziałam efekty na włosach, a paznokcie od zawsze też mam bardzo słabe. Jakby mi ktoś powiedział, że na kondycję włosów dobrze wpływa stanie na lewej nodze z palcem wskazującym prawej ręki w nosie - też bym spróbowała. Desperados.
Powtarzam: równia pochyła.


Aż w maju 2015 spaliłam sobie włosy farbą blond, i wtedy było tak źle, że gorzej już być nie mogło, i wtedy zaczęłam się ogarniać, ale jeszcze i tak nie za bardzo, o czym przekonało mnie badanie w 200-krotnym powiększeniu skóry głowy i włosów podczas Meet Beauty II
Załamka.


Od tamtej pory się ogarniam,  włosów nie maluję, a o tym jak wychodziłam na prostą, mojej obecnej pielęgnacji włosów i moich spostrzeżeniach po jakiś 13 latach intensywnego farbowania na rożne kolory, a potem półtora roku nie farbowania napiszę Wam później.


A jak u Was z pielęgnacją pukli? Macie wymagające włosy? Traktujecie je dobrze?

wtorek, 27 grudnia 2016

ULUBIEŃCY GRUDZIEŃ 2016






ISANA żel pod prysznic LIMONKA & BAZYLIA
Z zasady nie zamieszczam w Ulubieńcach tego typu kosmetyków, bo żel pod prysznic jest żel pod prysznic, nie ma się nad czym rozczulać, a jednak ten akurat kosmetyk podbił me serce swoim zapachem. Zapach co prawda typowo letni, ale super.

 L'biotica Regenerujący Olejek do Włosów Biovax BAMBUS & OLEJ AVOCADO <klik>

Ava Mustela krem pod oczy tłusty <klik>

Podkład INGRID ideaLUMI NUDE <klik>

 FARMONA JANTAR odżywka z wyciągiem z bursztynu <KLIK>

 FLOMAR teracott blush-on 41 romantic salmon

 L’Oreal maskara Volume Million Lashes Fatale <klik>

 CATRICE camouflage cream 010 ivory





MAYBELLINE BROWdrama scultpting brow mascara medium brown


Isana YOUNG Plasterki przeciw wypryskom
Zachwyt.


Neutrogena
odżywczy sztyft do ust
z maliną nordycką
Chroni, odżywia, ma ładny zapach, a przede wszystkim aplikuje się łatwo, ale równocześnie sztyft się nie rozpuszcza w opakowaniu jak często mają w zwyczaju ochronne i tłuste pomadki.

środa, 21 grudnia 2016

Podkład INGRID mineral SILK&LIFT





Kosmetyk ten na jesieni oddała mi siostra twierdząc, że w lato jej się sprawdzał, a potem przestał.

Ponieważ jestem fanką INGRID ideaLUMI NUDE <klik> , który rozwiał mój sceptycyzm co do marki INGRID, powitałam go w swoich zbiorach z ciekawością i radością.


Info od producenta (nie wiem, czemu nie ma składu?):



Mój kolor to porcelanowy, mi pasuje idealnie...


... ale dziwna to porcelana, różowa :) Ja jestem niestety różowa, i jeśli to prawda, że Słowianki najczęściej mają żółte tony (zazdroszczę!) no to ostrzegam, że ten  kolor podkładu nadaje się tylko dla Dziewczyn o celtyckiej urodzie i kolorycie skóry, dla przykładu porównanie z dwoma innymi podkładami INGRID:






Efekty na skórze:


PRZED
  PO





PRZED
PO



Wg mnie:

- podkład kryje średnio,
- zgodnie z z obietnicami producenta ma lekką formułę i zapewnia naturalne, jedwabiste wykończenie makijażu,
- nawilża, nie podkreśla suchych skórek,
- jego trwałość określiłabym jako wystarczającą, 
- w porównaniu z moim ulubieńcem ideaLUMI NUDE jest mniej kryjący, mniej matujący, i jednak nieco mniej trwały (w sensie, że nie użyłabym go idąc, dajmy na to, na wesele),
- jego cena (ok.10 zeta) biorąc pod uwagę jakość jest naprawdę śmiesznie mała, i zachęca do spróbowania,
- jestem zadowolona z tego podkładu,
- polecam dla lubiących w/w efekt i nie posiadających większych niedoskonałości,  dla młodzieży bez trądziku, dla cer wrażliwych, suchych, no i na lato, kiedy skóra ogólnie wygląda lepiej (jego roli ochronnej przed UV nie jestem w stanie sprawdzić).

wtorek, 20 grudnia 2016

TonyMoly koreańska maska Intense Care Snail Hydro-gel Mask




Jeden z koreańskich Kosmetycznych zakupów dla mnie <klik>, które zostały kupione w opakowaniu  liczącym 10 szt. W Seulu w przeliczeniu na złotówki taki 10-ciopak kosztował ok. 100 zeta. W Polsce za 1 jej sztukę trzeba zapłacić ok. 35 zeta, tak więc zrobiłam interes oszczędzając 250 zł.

Nails tale, która zakupiła mi owe w Seulu mówi, że babki kupowały tam na potęgę rożnego rodzaju maskowe 10cio-paki.


Hydrożelowa maseczka na bazie śluzu ślimaka rewitalizuje i nawilża skórę.
Zawiera filtrat ze śluzu ślimaka. Maseczka tworzy na skórze ochronna barierę nawilżającą, która natychmiastowo ujędrnia i nawilża skórę dają efekt odmłodzenia. Zawarty w niej ekstrakt roślinny intensywnie odżywia i rozświetla, chroniąc skórę przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych.




Maseczka zawiera dwie hydrożelowe płachty- górną i dolną.






Wg mnie:

Maseczka odżywia, ujędrnia, nawilża i poprawia koloryt cery. Spełnia obietnice producenta, po prostu.

Formuła maski jest szybka i wygodna, jak to płachta, nie brudzi skóry czy włosów, nie trzeba jej zmywać.

Nie drażni- ani działaniem, ani zapachem.

Jestem zadowolona z tego zakupu.

Kilka z tych 10ciu dałam na prezent, resztę zużywam, obecnie zostały mi na stanie niestety tylko co najwyżej dwie jak nie jedna...

Aczkolwiek nie wyobrażam sobie, że wydam na tego rodzaju maseczkę 35 zeta.  Wiem, że teraz jest na takowe maski szał, po części spowodowany współpracami z producentami.  Nie dziwią mnie pochwały na temat tych produktów, jestem skłonna im uwierzyć, ale nie wydam na maskę (przynajmniej na dzień dzisiejszy i  na te maski ) 35 zeta, i tyle.


A jak Wasze znajomości z koreańskimi maskami w płachcie, i jak ich ceny?

niedziela, 18 grudnia 2016

Koreański żel ze śluzem ślimaka Leclawel SNAIL Elastic Gel


Kosmetyk ten miałam okazję stosować na sobie dzięki porządnej odlewce (odlewie właściwie :)  od Nails tale.

Marka jest jedną z wielu koreańskich, której nie znajdziemy na polskim rynku.


Kosmetyk ma zapewnić zwiększoną elastyczność, utrzymanie nawilżenia i wystarczające odżywienie skóry. Może być stosowany na twarz i ciało.
 

Zawiera m.in.:
Przesącz śluzu ślimaka (97%), Butylene Glycol,  alkohol cetearylowy, stearynian gliceryny, gliceryna, poliakrylan sodu, wodorotlenek potasu, betaina,  Cornus officinalis, ekstrakt z wodorostów Sargassum, , Lactobacillus / wyciąg z soi fermentacji, biały ekstrakt z kory wierzby, ekstrakt z cynamonu, ekstrakt z liści oregano, ekstrakt z liści cyprysa, ekstrakt z żeń-szenia.



Kosmetyk ma formę -jak sama nazwa mówi- żelu, w kolorze baaardzo jasno zielonym:


Ma bardzo delikatny zapach, i duża pojemność - 250 ml.


Jak działa?

Rzeczywiście nawilża i uelastycznia skórę. Jest też nieco bardziej gęsty, i bardziej odżywczy niż opisywany już przeze mnie Koreański żel nawilżający Leclawel z PTASICH GNIAZD <klik>. Dobrze i szybko się wchłania.

Doskonale wpisuje się w obecną modę na takowe żele, która przyszła do nas właśnie z Azji.

Można stosować go samodzielnie, lub przyklepać nim na noc nałożony uprzednio krem, jak mają to w zwyczaju Azjatki.

Podoba mi się jego działanie.



Kto jest ciekawy gdzie został zakupiony, i chce zerknąć na rynek kosmetyczny w Korei, tego zapraszam do posta

 Idziemy na kosmetyczne zakupy w Seulu <klik>



A kto jest ciekaw jakie jeszcze nabytki kosmetyczne zostały zwiezione z tegoż miejsca:


Kosmetyczne zakupy z Korei <klik>

Kosmetyczne zakupy z Korei <klik> 

sobota, 17 grudnia 2016

Mój Święty Graal pod oczy czyli Ava Mustela krem pod oczy tłusty!

Tak. Znalazłam ów skarb!
Niedawno, pod opisem kolejnego kosmetyku (i kolejnego,  który mnie rozczarował ) do tych wymagających okolic, jakimi są okolice oczu zapowiedziałam, że już używam czegoś, co jest dla mnie strzałem w 10, i niebawem Wam go pokażę. Oto ów kosmetyk, tratatataaam:


Samą markę AVA  znam od czasów studiów (będzie trochę lat), i mam o niej dobre zdanie.


Kupiłam ten kosmetyk  w Rossmannie, za 28 zeta, za 30 ml pojemności słoiczka. Niepozorne, skromne, ubogie w kolory opakowanie...



...z  zawartością obiecującą...





Krem ma prze-tłustą, zbitą, treściwą, bogatą konsystencję (gdybym powiedziała, że to konsystencja masła, to bym skłamała- masło ma przy nim  lżejszą konsystencję):



Wg mnie:

- krem dobrze się aplikuje, wchłania,
- jest mega wydajny,
- poprawia kondycję skóry pod oczami, wyraźnie odżywia,  natłuszcza, zmniejsza zmarszczki,
- nie podrażnia,
- ja stosuję go na dzień i na noc, również pod makijaż (być może nieco  skraca trwałość tuszu do rzęs, i tusz pod wieczór zaczyna się rozmazywać- ale warto zaryzykować to dla działania tego kosmetyku), a jeśli źle będzie wpływać na trwałość cieni do powiek, to używajcie go tylko pod oczy lub tylko na noc,
- co tu dużo mówić, pierwszy krem, który spełnia moje wymagania w tym względzie, a nie są one małe, bo mam 36 lat i suchą, wrażliwą, cienką skłonną do przesuszeń na tle alergicznym skórę (poza strefą T),
- jego cena w stosunku do jakości jest wprost śmiesznie mała,
- spełnia obietnice producent,
- na dzień dzisiejszy, po latach rozczarowań znalazłam krem pod oczy dla siebie (stąd Święty Graal),
- polecam (a już co najmniej dla cer po 25 r. ż,. młodsi mogą jeszcze coś sobie kombinować z lżejszymi formułami)!


W internecie spotkałam różne opinie, ale jeśli już macie (bądź będziecie mieli) problemy z tą okolicą twarzy, i powiększające się tam zmarszczki - w tej cenie warto po prostu spróbować tego kosmetyku. Najwyżej zużyjecie go sobie na łokcie tudzież inne mega wysuszone partie ciała, ot co. Ryzyk-fizyk. WARTO!  Kto patrzy na swoje powiększające się zmarchy pod oczami, i najbardziej lubi być fotografowany w okularach przeciwsłonecznych, itp., itd., ten zna to uczucie, tę motywację do poszukiwania jakiegoś skutecznego kremu pod oczy, te rozczarowania kolejnymi nabytkami... Poleciłam go już mojej siostrze, kupiła, używa i jest zadowolona, a  dodam, że z tzw. życiowych powodów jej skóra po oczami nie była wtedy w ot zwykłym, złym stanie, ale w tragicznym.



Zamierzam również bliżej poznać się z innymi kosmetykami z tej linii





kupić krem tłusty i stosować go jako ochronny na dzień teraz na zimę, obczaiłam też, że w ofercie jest jakaś hiper-super tłusta emulsja, i w nią też będę chciała się zaopatrzyć. W moim Rossmannie oprócz tego kremu pod oczy są jeszcze trzy kremy do twarzy z tej linii, nie ejst to niestety pełna oferta, ale zawsze już coś.

piątek, 16 grudnia 2016

Rosyjski krem do twarzy i szyi marki KALINA 3 w 1 na noc



Jeden z moich Kosmetycznych zakupów ze Lwowa <klik>

O tym gdzie, jak i czym się kierując kupowałam możecie przeczytać w poście

Kosmetyczna oferta drogerii we Lwowie-pełen wypas i dużo zdjęć <klik> 





Typowa dla tamtejszych kosmetyków grafika na opakowaniach: kolorowa,  naćkana i podkreślajaca naturalny skład (mi się akurat podobają i takie opakowania). Cóż, kupując ten krem (w cenie na złotówki 5 zeta) nawet nie widziałam, czy jest na dzień, czy na noc, tyle co zrozumiałam, to że jest rekomendowany dla cery od 35 roku życia i ma w sobie multum roślinnych składników.

Kalina należy do koncernu Unilever, ale jak sądzę to rodzima marka wykupiona przez tegoż giganta.
Możecie obejrzeć sobie jej ofertę na stronie http://www.kalina.org/
A krem ten należy do serii czystaja linia: http://www.kalina.org/brands/clear_line/index.php

Inteligentny wieczór krem ​​do twarzy i szyi 3 w 1Podstawowe dzialanie anti-agingKrem ​​posiada "inteligentną" formułę, która zapewnia optymalne odżywienie i nawilżenie skóry podczas wieczornej pielęgnacji. Aktywne, naturalne składniki anti-aging pomagają zredukować zmarszczki i spowolnić proces starzenia się. Skóra jest świeża i w dobrej kondycji.składniki
Do wszystkich typów cery.

skład:

coś (?) z chabra :)
fitokoncentrat z 12 ziół
proteiny owsa


Efekty:

    
Skóra jest głęboko nawilżona
    
Skóra jest nasycona mikroelementami i fitowitaminami
    
Poprawa energii w komórkach
    
Redukcja zmarszczek



skład:

 Dla tych, co czytają po rosyjsku:






Jestem bliska zdenkowania tego kosmetyku i  jestem z niego całkiem zadowolona.
Ma lekką konsystencję (odmiana po moich  przetłustych o tej porze kremów na dzień), i w ogóle mam wrażenie, że kosmetyki zza naszej wschodniej granicy mają lekkie konsystencje. Szybko się wchłania. Skutecznie nawilża nawet suchą skórę ( w wieku lat 36), nie podrażnia, nie uczula. Malo wydajny (zapewne przez lekkość konsystencji). Ma wyraźny, ale nie drażniący zapach. Kto będzie miał okazję kupić, temu polecam, przy czym wg mnie spokojnie może używać go osoba, co skończyła nie 35, a jakieś 25 lat.

czwartek, 15 grudnia 2016

ZIAJA PRO krem-maska do skóry wokół oczu z ceramidami

Kiedy go w końcu dorwałam natychmiast kupiłam zachęcona zachwytami Maxineczki na jego temat.
Jak sprawdził się u mnie?






Jak sprawdził się u mnie?
W ogóle.
Po prostu na moją skórę pod oczami jest za ubogi, za mało treściwy, za mało nawilżający i odżywczy. Maxineczka ma suchą skórę, dlatego sugerowałam się jej opinią, ale ma także 5 lat mniej ode mnie, może dlatego na nią ten kosmetyk tak dobrze działa.
Dla mnie to rozczarowanie, a  w jego cenie ok. 26 zeta, albo niewiele drożej można kupić już coś lepszego czy też po prostu skutecznego dla mnie - ha, ja kupiłam już coś bardziej skutecznego, za 28 zeta,  i niebawem Wam to pokażę.
Tejże maski nie polecam nikomu, kto naprawdę ma problemy - lub chociaż ich początki- z tą delikatną i najszybciej starzejącą się częścią naszej facjaty.... Mimo tego, że wchodzi w skład profesjonalnej serii PROGRAM NAPRAWCZY raczej niestety nic Wam nie poprawi.. Z jego dostępnością stacjonarnie też jest trudno, i w tym wypadku nie ma nawet czego żałować.

niedziela, 11 grudnia 2016

Bielenda SUPER POWER MEZO SERUM aktywne serum rozjaśniające

Bielendę bardzo lubię, toteż z chęcią i ciekawością sięgnęłam po kolejny produkt tej marki, tym razem:




Informacje od producenta:




Kosmetyk w szklanej buteleczce (przezroczystej, co dziwne w przypadku kosmetyków z wit. C), z pipetą:



Wg mnie:

- nie szkodzi, ale i nie pomaga, nie widzę właściwie żadnych efektów: nie zauważyłam poprawy kolorytu, delikatnego złuszczania, no może minimalne rozjaśnienie piegów (na którym mi nie zależy, nie mam dużo piegów na twarzy i  lubię je :) i może trochę ujędrnia,
- nie jest wydajne, co mnie akurat cieszy, bo chcę je jak najszybciej zdenkować,
- w cenie regularnej ok 26 zeta, i cenie po promocji, na której go kupiłam (19 zeta) można kupić coś lepszego,
- rozczarowanie,
- być może skuteczne serum z wit.C jednak musi być droższe, tym niemniej dużo lepiej działała na mnie jeszcze tańsza od tego Ziaja Esencja rewitalizująca z witaminą C <KLIK>
- a co do delikatnego złuszczania naskórka, to polecam (i już kupiłam sobie kolejne opakowanie) JANDA krem na dobranoc BIOEKSFOLIACJA CERA WRAŻLIWA <klik>

sobota, 10 grudnia 2016

Promocje Kobo, My Secret, Pierre Rene - co kupiłam, co polecam





Kupiłam teraz:









Polecam przyjrzeć się:


KOBO

nowościom (z których mam już rozjaśniający fixer do podkładów, i w/w pigment):



matującemy sypkiemu pudrowi:




MY SECRET


kolekcji do strobingu i konturowania <klik>:



z której mam w/w rozświetlacz w kremie, a także wcześniej zakupiony FACE MATT POWDER i FACE'N'BODY BRONZING POWDER


Polecam oczywiście również MY SECRET face illuminator powder PRINCESSS DREAM <klik> 

w poprzednim poście pokazuję FACE ILLUMINATOR POWDER: SPARKLING BEIGE <klik>



 Pierre Rene


Cienie, cienie cienie :)





Do tego przypominam wcześniejsze posty, w których polecam kosmetyki m.in. w/w marek: