czwartek, 26 stycznia 2017

Moje trzy grosze o stereotypach w ogóle i o stereotypach o blogerkach urodowych




Od czasu do czasu spotykam na innych blogach posty dotyczące tematyki stereotypów o blogerkach urodowych lub w jakiś sposób o nią zahaczające. Zawsze wtedy miałam ochotę wypowiedzieć się na ten temat i ja, ale jak dotąd do tego nie doszło - nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia, albo muszę sobie to wszystko przemyśleć, ale dlatego, że właśnie dokładnie odwrotnie :)
A temat tego stereotypu -  nie tylko tego - jest mi osobiście bliski, gdyż osobiście ja i mój życiorys nie odpowiadamy większej ilości stereotypów i jakiś takich powszechnych oczekiwań wobec osoby mojej płci, w moim wieku, z moim wykształceniem itp., itd., niż  tylko te stereotypy na temat blogerek urodowych...... No i to jest kolejny, jeśli nie główny,  powód mojego jak dotąd pomijania tego tematu:  osobisty, bo ciężko mówić o czymś takim w oderwaniu od rzeczywistości czyli po prostu od życiorysu własnego. Czyli będzie trochę prywaty.

Osobiście jestem od dawna i głęboko przekonana o tym, że jeszcze się taki nie narodził co by wszystkim dogodził a już na pewno ja nie mam takich aspiracji i chęci, tym niemniej nie raz, nie dwa widzę, że odstaję od grupy ... Grupy w moim wieku, mojej płci, mojego zawodu, mojego wykształcenia ( choć tu akurat to chyba najmniej, bo ludzie z tej grupy robią rzeczy najróżniejsze, i byli już w tym kraju prezydentem i premierem, a także podejrzewam, że i wszystkim innym) itp.

Z tego co zaobserwowałam  czytając inne blogi wiem, że w pewien sposób odstaję i od grupy blogerek urodowych,  nie odpowiadam statystce, a wg mnie wygląda ona tak, że blogi urodowe zazwyczaj prowadzą dziewczyny młodsze i dużo młodsze ode mnie, związane jednak zawodowo i wykształceniem ze sferą urodową. Ale to statystyka.



A stereotypy o blogerkach urodowych
W skrócie można by zamknąć je w podsumowaniu:
zmalowana laska, pudernica, nie mająca pojęcia o wszelkich innych sferach życia poza tym, co by tu można było nałożyć se na ryło i w jakiej kolejności, pustak, głupia, próżna. 


Nie zgadzam się z tym.


A o blogerkach (urodowych, bo tych czytam najwięcej) pisałam w poście

Bloger/ka to stan ducha czyli co mnie inspiruje i motywuje u [innych] blogerów/ek #1 <klik>



Zazwyczaj oczywiście im ktoś ma o czymś mniej pojęcia, tym szybciej przerzuca się na ogólniki i podsumowania, i to jeszcze często klepane tonem znawcy.


Jaasne. A prawdziwie mądrzy ludzie rozmawiają tylko o nowych firankach, wynikach meczy, cenach rachunków, nauce dzieci, dietach, przepisach kulinarnych, telewizji śniadaniowej, sprzątaniu.
Bardzo mądrzy ludzie nigdy zaś nie używają wulgaryzmów, a rozmawiają tylko o prędkości światła, sensie życia, studni potencjału, "Dziejach" Herodota, zen, jodze, Ojcach Kościoła, problemach egzystencjonalnych, i "dlaczego na świecie istnieją wojny?" 
A w rzeczywistości niealternatywnej? Cóż, są małe szanse na to, że spotkamy kogoś kto naprawdę i bez żadnych jaj właśnie tym a) poważnie się interesuje i b) zna się na tym i  jeszcze równocześnie c) w ogóle albo nawet dużo o tym rozprawia w knajpie przy piwie...



Pisałam już, że w blogach przedstawiamy te fragmenty naszej rzeczywistości i elementy życia - te, które chcemy. I tu kłania się całe życie pozablogowe, w którym wszystko dzieje się symultanicznie, i z którego przy natłoku spraw czy różnych problemach czy wręcz tragediach nie można zrezygnować i sobie  czasowo darować, tak jak w przypadku pisania postów...
Ktoś pisze o kosmetykach i urodzie, tzn., że tak chce, taką ma potrzebę, chęć, tak zdecydował, i ma się to nijak do wszystkiego innego w jego życiu ( tzn. może jakoś mieć, ale nie musi) i chociaż przecież jest to autentyczne, całkiem prawdziwe i szczere, to jest tylko wyjątkiem w sensie jednym fragmentem z życiorysu. Tzn - jak w przypadku i wielu innych fragmentarycznych wiadomości o kimś - nie znaczy to, że dana osoba ma cechy, które jej przypisaliśmy od razu z automatu razem z tym, co już o niej wiemy, i co nam się wydaje, że musi z posiadanych przez nas informacji wynikać. To tak, jak we wszystkich stereotypach.


Mówię Wam, śmieję się teraz sama do siebie, bo ja nie wyglądam. Nie wyglądam na wiele rzeczy, które ludzie szybko mi przypisują, bądź też - odwrotnie. W życiu pozablogowym nie pasuję ludziom (no właśnie, im, nie sobie)  do bycia blogerką urodową, nie mówię o tym w pracy (jeden wyjątek) i nie zamierzam mówić. Przez lata przyzwyczaiłam się do tego,  uodporniłam na to, a nawet nauczyłam i wciąż się uczę cieszyć się z tego, że w krzywej Gaussa często jestem na peryferiach, co znaczy tyle, że w tym czy w owym nie jestem typowym okazem. I tyle.


Kiedy latem nosiłam bojówki i czapkę z daszkiem nagle ludzie obsługujący mnie w sklepach zaczynali mówić mi "Ty". Kobiecie po 30-tce. Podczas gdy w sklepach mówią mi "Pani" od kiedy skończyłam 13 lat, bo zawsze byłam wysoka i wtedy wyglądałam na więcej lat niż miałam. Teraz po pierwsze było to dla mnie szokujące, po drugie śmieszne, po trzecie właśnie znamienne: w bojówkach i czapce z daszkiem nagle robiłam się młodsza i mniej poważna niż w innym stroju. Tak jakby czapka z daszkiem była w stanie odjąć mi lat, powagi czy czego tam jeszcze. No nie jest w stanie. Ani ona, ani nic innego. To tylko czapka z daszkiem. Świadczy tylko o tym, że w ten sposób chronię głowę i oczy przed słońcem. I tyle. Wyciąganie na tej podstawie wniosków o moim wieku czy o innych rzeczach nie jest uzasadnione i okaże się bardzo mylące dla autora tychże wniosków.


Tak fakt prowadzenia urodowego bloga i interesowanie się tematyką kosmetyczną świadczy o tym, że ktoś ma takie zainteresowania, i postanowił się nimi w ten sposób dzielić. Z tego faktu nie wysnuwałabym ogólnych opinii  o autorkach/autorach i nie pisałabym już ich charakterystyk. Są wśród nich, wśród nas - tak jak wszędzie - przeróżni ludzie.

10 komentarzy:

  1. Niestety ludzie bardzo łatwo osądzają, czasem jest to przykre. Ja np. w swoim otoczeniu nie mogę się przyznać do tego, co robię... Bo jak można się zajmować czymś "tak płytkim" mając wyższe wykształcenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ooo temat rzeka :) Ja uważam, że nie ma co wszystkich wrzucać do jednego worka :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że początkowo żyłam obawą o takie stereotypy blogerek przez co mało osób wiedziało, że prowadzę bloga. Nie chciałam, aby myśleli o mnie, że jestem właśnie pusta, głupia a jedyne co potrafię to dostać kosmetyk i go opisać. Okazało się jednak, że trafiłam na bardzo fajne osoby, które życzliwie to odbierają. Najwięcej śmiechu mam z młodych koleżanek siostry (ok 12 lat) zapatrzonych w youtuberki, które na mój widok szepczą "patrz, to blogerka". Można się poczuć jak gwiazda, chociaż mam mało obserwatorów i nie jestem popularna :D

    OdpowiedzUsuń
  4. " zmalowana laska, pudernica " skąd ja to znam ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Echh.. jak ja nie lubię stereotypów. :|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też... przy czym niektóre mnie śmieszą, niektóre zasmucają, a niektórych się boję...

      Usuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.