czwartek, 29 czerwca 2017

ULUBIEŃCY CZERWIEC 2017

Oto moi - całkowicie rodzimi, wszyscy polscy - ulubieńcy czerwca r.b.




Tym razem darowałam sobie w Ulubieńcach kosmetyki, których nie zmieniam od miesięcy/lat, i które możecie zobaczyć milion razy w moich starszych postach.




Pielęgnacja:




JANDA luksusowy krem ochronny do twarzy 50 SPF
Chroni przed słońcem, nie zapycha, nie marze się, nie bieli, znakomicie sprawdza się pod makijaż.


LIRENE BIONAWILŻENIE ultra nawilżający krem z luteiną i wit. E-caps na dzień/noc
Na mojej suchej skórze znakomicie sprawdza się na dzień pod makijaż, ale na noc również go używałam i byłam zadowolona.


DELIA żel do usuwania skórek
Działa. I to bardzo dobrze. I szybko.


DELIA zmywacz do paznokci w gąbce
NIE WIEM jak radziłam sobie bez niego. Nie miałam pojęcia, że taka forma zmywacza to takie wielkie ułatwienie! Zmywa paznokcie skutecznie i w try miga. Nie wyobrażam już sobie go nie mieć!!!


Szampon BIOLAVEN organic <klik>




Kolorówka:



Bell pomadki w płynie MAGIC JUNGLE: SHIMMER & MATT LIQUID LIPS <klik>

środa, 28 czerwca 2017

Bell pomadki w płynie MAGIC JUNGLE: SHIMMER & MATT LIQUID LIPS

A oto najmocniejszy wg mnie punkt (a raczej dwa)  kolekcji MAGIC JUNGLE od Bell (która w ogóle podoba mi się cała)!


Trattaaaataaaam:




Szminki pachną nieco chemicznie, ale mi to nie przeszkadza.

Posiadają ścięte pędzelki.

Ich aplikacja jest szybka i prosta.


Cena  to 8,99 zeta.


Kolor 01 to ciepły nudziak, bałam się, że będzie brązowa, bo w opakowaniu (szczególnie przy 02!) tak wygląda, tymczasem to naturalny kolor, widoczny, ale właśnie całkiem naturalny:






02 to zimny róż, nie neonowy, ale bardzo widoczny, nasycony, kolor ten zebrał już komplementy tu na blogu, i widzę, że na żywo też robi wrażenie, przepięknie podkreśla kolor tęczówki oka:





Obydwa kolory posiadają w sobie drobinki: 01 złote, a 02 srebrne.



Swatche:



Owe usteczka w płynie wysychają nam pięknie do matu, natomiast delikatne drobinki w nich pozostają, stąd zapewne "shimmer" w nazwie.




W makijażu:


01:



02:



Ich trwałość określiłabym jako wystarczającą, jestem z niej zadowolona, choć jest to trwałość jednak mniejsza niż Bell HYPOAllergenic matowe pomadki w płynie by Marcelina <klik> 

Noszą się ładnie i nie przesuszają ust.

Kolory mają śliczne. 

Cena jest bardzo przyjazna dla kieszeni, a biorąc pod uwagę ich jakość jest śmiesznie mała po prostu żadna.

Są obecnie moimi ulubieńcami.

Polecam!




Podobają się?

Znacie?

Macie?

piątek, 23 czerwca 2017

Makijaż w różach i fioletach z oranżową kreską







Kosmetyki, których użyłam:



Twarz:

MY SECRET face illuminator powder PRINCESSS DREAM <klik>

CATRICE CAMOUFLAGE 010 ivory

Glam Cheek PANNA MŁODA

Podkład INGRID idealFACE <klik>

RIMMEL LASTING FINISH POWDER 25 HR  FOUNDATION OO2 SOFT BEIGE


CATRICE LIQUID CAMOUFLAGE 010 PORCELLAIN <klik>

Lirene baza NO PORES




Oczy:

ESSENCE eyeshadow base 

NYX HD studio photogenic concelealer 01

My Secret WOW EFFECT color mascara - fiolet 

Inglot Duraline

Pigment z kolorowka.com:  ORANGE SORBET <klik>


Eveline art scenic korektor do brwi brown

my secret PALETKA NATURAL BEAUTY: NAKED BEAUTY



Usta:

BELL SHIMMER & MAT LIQUID LIPS 02

czwartek, 22 czerwca 2017

LIQUID STROBING czyli rozświetlacz w płynie od Bell MAGIC JUNGLE

Kolejny element kolekcji Bell, który Wam tu pokazuję.

A pokazuję Wam wszystkie jej elementy, bo po prostu mi się podobają.

Dziś kolej na trzy płynne rozświetlacze:





01 to jasny, zimny kolorek:


02 to ciepły odcień złota:



03 to... beżo-brąz...? Ciepły brudny róż...?
Ten podoba mi się najbardziej z całej trójeczki:





Po roztarciu robią się delikatne.


Przypadną do gusty tym, którzy nie chcą mocnego efektu, i którzy początkują.

Przyjazna jest także ich cena: 9,99  zeta.

Ja używam najczęściej 01 i 03 do... konturowania?  Aplikuję je już na puder, nie mam problemu z taką aplikacją. 01 nakładam na kości policzkowe i nad łuk kupidyna, a 03 tam, gdzie zwykło nakładać się ciemny kolor przy konturowaniu. 02 zacznę używać w miejsce różu gdy będę bardziej opalona.
Efekt jest subtelny, ale widoczny jako... jak to powiedzieć... filtr zmiękczający na zdjęciu..? Mi podoba się taki efekt.
Myślę też, że można dodawać te rożswietlacze do podkładów.

Przyjemny, letni kosmetyk, subtelna wersja odpowiedzi na modny trend strobingu.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Kolorowy,letni,wakacyjny makijaż SKRZYDŁA MOTYLA

LATO!!! KOLORY!!!


Informacja dla tych, którzy pytają, czy w takich makijażach potem chodzę dzień cały. W takich tak :)
Ale wykonuję je w weekendy/święta, bo po prostu są dość czasochłonne, i w życiu bym nie zdążyła wyrobić się tak w zwykły dzień  :)






Kosmetyki, których użyłam:




Twarz:


BIELENDA PEARL BASE 

CATRICE HD LIQUID COVERAGE 020 rose Beige <klik>

 Lirene City Matt mineralny puder matujący 01 <klik>

CATRICE CAMOUFLAGE 010 ivory

MY SECRET face illuminator powder PRINCESSS DREAM <klik>

Glam Cheek PANNA MŁODA




Oczy:


ESSENCE eyeshadow base 

MY SECRET eyeshadow gel base

NYX HD studio photogenic concelealer 01


My Secret WOW EFFECT color mascara - fiolet 

Inglot Duraline

Pigment z kolorowka.com:  BRIGHT PINK <klik>

MYSECRET glam & shine eye shadow 10 

AVON glimmerstick diamonds jade metallic <klik>

AVON glimmerstick eye liner aqua shock <klik>

MY SECRET paletka HOT COLORS REVOLT AGAINST THE NUDE kolor kobaltowy

Pierre Rene LOOSE EYESHADOW 22

KOBO MONO 151 TURQUOISE



Usta:

Golden Rose vision lipstick 126 

niedziela, 18 czerwca 2017

Dżungla wzywa! Bell MAGIC JUNGLE kameleonowe utlenialne szminki

CHAMELEON LIPSTICK



Kolejna z pozycji z serii limitowanej Bell dla Biedry czyli MAGIC JUNGLE:



Cena 8,99 zeta.



Po nałożeniu zmienia kolor na różne odcienie różu w zależności od naturalnego koloru ust.

Pomadki te są wyrazem mody na utlenialne szminki.

Mi od razu się kojarzą z takimi z czasów PRLu. Tamte wżerały się w usta i były praktycznie nie do zdarcia. a jak zachowuje się ten niebiesko-zielony duet?




Zdjęcie od razu po posmarowaniu, i kilka minut później:



Szminki na ustach dają widoczny, ale naturalny, dość trwały efekt.

Nie wżera się w usta i nie wysusza ich.

Wg mnie produkt całkiem w porządku, za 9 zeta można zapoznać się z magią dżungli i utlenialności szminek :)




sobota, 17 czerwca 2017

MAKIJAŻ perłowymi pigmentami








KOSMETYKI, KTÓRYCH UŻYŁAM:



Oczy:

perłowe pigmenty (miki) z kolorówka.com:

Atena <klik>

Egyptian Emerald

Apricot Dream

kreska: Gemtone Ruby + Inglot Duraline


oraz 

 L’Oreal maskara Volume Million Lashes Fatale <klik>

ESSENCE eyeshadow base 

NYX HD studio photogenic concelealer 01


L'Oreal BROW ARTIST PLUMPER LIGHT/MEDIUM




Twarz:


BIELENDA PEARL BASE 

Podkład INGRID idealFACE <klik>

RIMMEL LASTING FINISH POWDER 25 HR  FOUNDATION OO2 SOFT BEIGE

Bell MAGIC JUNGLE LIQUID STROBING Rozświetlacz 01 i 03

CATRICE CAMOUFLAGE 010 ivory


 Lirene City Matt mineralny puder matujący 01 <klik>


PUPA Like a Doll Luminys Blush 103





Usta:

wet n wild Dark Pink Frost

piątek, 16 czerwca 2017

czwartek, 15 czerwca 2017

Bell MAGIC JUNGLE SUMMER BRONZE POWDER






Kolejna z pozycji z serii limitowanej Bell dla Biedry czyli MAGIC JUNGLE:



Cena 12,99 zeta.



W typowym, prostym, praktycznym opakowaniu (wytrzymałym, bo spadło mi upadło porządnie, i tylko trochę kosmetyku się ukruszyło - jak na zdjęciach- a opakowanie nic) znajdziemy ciepły  (ale nie za pomarańczowy) bronzer z ładnym, satynowym połykiem.









Porównanie kolorów:




Jak dla mnie - i    zgodnie ze swoją nazwą - służy raczej do opalania niż do konturowania,właśnie przez swój ciepły odcień.

Jak znalazł sprawdza się u mnie teraz, kiedy ocieplam nim twarz i podkreślam te jej części, które słońce łapie najszybciej.

Przyjemny kosmetyk jak znalazł na wiosnę/lato, jestem z niego zadowolona i polecam każdemu, kto chce zyskać wakacyjny, letni, ale subtelny look. Ociepla, dodaje twarzy opalenizny i zdrowego blasku.


Niebawem część dalsza tej kolekcji, bo muszę powiedzieć, że uwiodła mnie ona całkowicie, i nic z niej (słownie: nic) mnie nie rozczarowuje. Punktów słabych: nie widzę.

środa, 14 czerwca 2017

Ja i korzystanie z usług kosmetycznych :)



O tym, z jakich usług kosmetycznych i fryzjerskich do tej pory korzystałam, a także co zawsze od zawsze wykonuję na sobie sama możecie przeczytać  TUTAJ <klik>


Dzisiejszy post jest rozwinięciem tematyki poprzedniego.
Bowiem jak na dłoni wyszło, że moje korzystanie z w/w usług jest skromne...
Przypominam/bądź informuję, że mam latek prawie 37, i przez ten czasokres okazje były nie raz , nie dwa, nie sto :)


Na początku prośba: doczytajcie tego posta do końca, choć byście się ewentualnie obruszyły gdzieś w trakcie :)





Dlaczego więc tak skromnie  i rzadko korzystam z usług kosmetycznych:


1. Nie wierzę w jakieś hiper super mega działanie zabiegów, które są w dostępnej dla mnie cenie, i na których parę razy byłam. Coś w stylu demakijaż, peeling, maseczka mogę wykonać sobie sama w domu. Najbardziej podobał mi się etap między peelingiem a maską: masaż, i na niego tylko chodziłam co tydzień swego czasu, ale potem jakoś i to mi się znudziło,


2. Nudzi mi się to szybko. A już jak nie podpasuje mi kosmetyczka jako osoba, jak nie poczuję jakiejś sympatii, nici porozumienia - nigdy więcej do niej nie wracam. Kiedyś byłam namalowaniu paznokci, dziewczyna, która mi to robiła była taka jakaś nieciekawa, nudna, niekontaktowa, gadka się nie kleiła, wiedziałam, że nigdy więcej do niej nie wrócę, choćby w ofercie miała wieczną młodość. Ale na pewno nie miała, bo mi jeszcze skorki do krwi ucięła, o fuj.


4. Jakieś odjechane serie zabiegów (" razem za całą serię to wyjdzie jakieś 1500 złotych") odstręczają mnie natychmiastowo cenowo, a i potrzeba powracania na nie.  Może jak ktoś ma taki budżet na zabiegi kosmetyczne jak Doda albo Edyta Górniak, to naprawdę są jakieś spektakularne efekty..? Nie moja  - i nie zwykłego zjadacza chleba  - liga...


5. Kontynuacja poprzedniego punktu czyli:  nie widziałam jakiś spektakularnych efektów. Lata temu, jeszcze zanim  założyłam bloga wymyśliłam sobie, że chcę skorzystać z  usług jakiegoś ekskluzywnego salonu kosmetycznego w stolicy. Wybór padł na salon na ulicy Wilczej (śródmieście i sąsiedztwo modnej i przedrogiej Mokotowskiej) ponieważ miał...wydumaną pretensjonalną nazwę :) (nie podam jej, bo nie chcę tu ani reklamować, ani zniechęcać). Mierząc tak wysoko wybrałam w ofercie tego salonu rzeczy... najtańsze, tj. pedicure i manicure bez malowania paznokci. I wiecie co? Nie było to nic szczególnego, nic czego nie zrobiłabym sama ( oprócz tego, że nie mam specjalnego fotela do moczenia stóp i miski, chociaż teraz takie masujące miski można już sobie kupić w sklepie). Aby zyskać tę wiedzę te ładne parę lat temu wydałam... chyba ze 240 zeta. Czy żałuję tego wydatku? O nie. Odczarował on dla mnie zupełnie usługi kosmetyczne, i nie mam wrażenia, że coś mnie omija. A luksusowo to staram się czuć w innych miejscach i sytuacjach, to zresztą temat na innego posta :)
A co do ujrzenia zmian, to wolę fryzjera: jedno czesanie może zrobić dużą (i zupełnie odwracalną) metamorfozę!


6. Do zabiegów typu kwasy i mikrodermabrazja zniechęciłam się przykładem znajomych, którym to spaliło twarz. Inna sprawa, że przykłady pozytywne też mnie nie zachęciły. Trochę to też kosztuje, bo trzeba powtarzać, ale bądźmy tu szczerzy: jakbym chciała to bym wysupłała, najwyżej czego innego bym sobie nie zafundowała, bo mój budżet niestety nie jest z gumy,


7.
Kosmetyczka: - "Przydałoby się czyszczenie mechaniczne."
Ja:" - WYCISKANIE?"
"-Tak."
" - To mowy nie ma."

Nie po to idę do kosmetyczki, żeby cierpieć. 
Zapewne też z powodu kwestii cierpienia nie korzystałam i nie zamierzam korzystać z depilacji u kosmetyczki. Być może, że i z powodu jakiegoś takiego wstydu. Ale nie zamierzam go przełamywać, Bo mi on nie szkodzi, to nie lekarz, żeby od tego zależało moje zdrowie i życie.


8. Umiem (JUŻ  - oj muszę Wam opisać kiedyś moje wtopy!) i nie męczy mnie robienie takich rzeczy jak np.  właśnie depilacja, wyrównywanie brwi, malowanie brwi i wszystko, co sama na sobie wykonuję.


9.  Makijaż na sobie dam zrobić tylko jako eksperyment, żeby to opisać na blogu, innej możliwości nie widzę niż właśnie występowanie jako królik doświadczalny (tak bym się czuła), aby podzielić się tu z Wami spostrzeżeniami. Nie wyobrażam sobie oddać twarzy kosmetyczce do wykonania makijażu ( a już zwłaszcza na szczególną i ważną okazję!) - nie ma we mnie tyle ufności, a poza tym ja UWIELBIAM SIĘ malować! Wolę też  mieć swoje dobre kosmetyki i zapłacić za nie, które starczą mi potem na długo, niż płacić za jednorazowa usługę wykonania makijażu kosmetyczce.


10. Kwestie natury zdrowotnej: alergiczne oczy wg mnie wykluczają klejenie mi sztucznych rzęs u kogokolwiek, a solarium uważam za niezdrowe, więc z tych usług raczej nigdy nie skorzystam, Oczywiście rzęsy bym uczyła sie kleić sobie sama, gdyby nie powyższe względy,


11. Wszyscy polecali na mnie nie zadziałało. Lat temu z pięć, kiedy hybrydy pod nazwą shellac pojawiały się dopiero u kosmetyczek koleżanki powiedziały, że moje przesłabe paznokcie wzmocnią się od tego, bo im to pomogło, i będę mola w ten sposób zapuścić paznokcie. Moje przesłabe paznokcie - zupełnie jak potem w przypadku hybryd - właściwie zaczęły złazić ze zmywanym lakierem, i były jeszcze bardziej (o ile to możliwe...)  słabe, ot co.





A jeśli już jestem u kosmetyczki to co?


To gadam.

Być może są panie, które idą do kosmetyczki by w milczeniu oddać się zabiegowi. Ooooooo, to nie ja :)
Jestem wszystkiego ciekawa, to raz, dwa, wychodzę z założenia, że wiadomości, które uzyskam są  w cenie usługi. Pytam zawsze o ofertę salonu/kosmetyczki, o to, co by mi poleciła, o ceny.
W ten sposób robiąc sobie wspomnianego wyżej shellaca i mając lat ok. 32 dowiedziałam się, że kosmetyczka poleca mi jakiś zabieg w serii kilku, całość za 1500 zeta, i że ten zabieg zlikwidował u jakiejś pani wiszące chomiczki, a była to kobieta 30-letnia. Pamiętam, że dobrze, że siedziałam, bo chyba bym się zachwiała i osunęła stojąc:  30 lat i wiszące chomiczki??? "O BOŻE..." - zdołałam tylko z siebie wykrztusić zdjęta grozą. Oczywiście uwielbiam słyszeć ,że ja i moja skóra wyglądamy młodziej, niż mamy - nie wiem, czy te panie kłamią czy naprawdę tak jest, ale mówią to z cudownym przekonaniem, i miło to słyszeć i w ten sposób pokarmić swoją próżność.




Rozumiem osoby, które do kosmetyczek chadzają regularnie i od lat. Sama w realu często przebywam w takim środowisku, i dotyczy to Pań  i przed 30-tka i po 60-tce.





Kosmetyczna baza i ogólnożyciowa nadbudowa



Myślę, że kosmetyczne usługi odpowiadają dwojakim potrzebom:


- tej podstawowej, z oferty i cennika, widocznej, tj. konkretnej usługi: ktoś może nie umie, może nie ma czasu, albo zwyczajnie ochoty motywacji by na sobie coś wykonać, więc powierza się w ręce fachowca,

- potrzeby poczucia bycia ważną i zadbaną. Myślę, że regularne i przez lata chodzenie do kosmetyczki jest częścią stylu życia i podejścia do różnych spraw i do siebie samej. Uważam, że w tym kobiety takie są wzorem - również dla mnie, chociaż jak widać ja do kosmetyczki niezbyt chadzam - bo nie chodzi tu już o konkretne zabiegi, o chodzenie do kosmetyczki,  ale o dbanie o siebie, poświęcanie czasu tylko sobie, wydawanie pieniędzy tylko na siebie. I nie wydaje mi się tu, że na siłę sobie dorabiam filozofię. To JEST filozofia życiowa. Jestem ważna i należy mi się zadbanie o siebie/o mnie. Może w kontekście kosmetycznym nie brzmi to zbyt poważnie, ale uważam, że poważne jest, a małe rzeczy potrafią być oznaką czegoś znacznie poważniejszego i ważniejszego czyli własnie podejścia do siebie samej. Ma to wpływ nie tylko na nasz wygląd, ale i na nasze samopoczucie - tego działania nie ma w cenniku usług kosmetycznych, a przecież się w nich zawiera! I być może właśnie ono jest skuteczniejsze, niż np. jakieś mazidła, których często po prostu powierzchownie po skórze tam zażywamy.
Wiadomo, różne są budżety, różne obowiązki itp., itd., ale nic nas nie zwalnia z obowiązku (i przyjemności!) dbania o siebie, poświęcania jakiegoś wycinka czasu sobie i tylko sobie.
Ot co!
Tyle ja.




A jakie są Wasze w tej kwestii doświadczenia/spostrzeżenia/wnioski???

wtorek, 13 czerwca 2017

Bell HYPOAllergenic matowe pomadki w płynie by Marcelina

MAT LIQUID LIPSTICK 


HYPOalergiczna pomadka matowa w płynieKolekcja matowych pomadek współtworzonych z ambasadorką marki Bell HYPOAllergenic Marceliną Zawadzką i inspirowanych ważnymi dla niej miejscami na całym świecie. Intensywnie napigmentowane pomadki pozostawiają trwały, matowy efekt makijażu, a modne kolory podkreślają naturalne piękno ust. Seria limitowana, dostępna wyłącznie w sieci drogerii HEBE.http://bell.com.pl/mat-luquid-lipstick-hebehypoalergiczna-pomadka-matowa-w-plynie/


Kolekcja sygnowana przez Marcelinę Zawadzką, twarz marki i byłą Miss Polski


Cena ok. 19 zeta


Jeśli chodzi o kolory- dla każdego coś miłego.

A inne jej cechy? O tym dalej.

Przegląd kolorków robi wrażenie, nazwanie ich nazwami różnych miast wg mnie też jest bardzo przyjemnym, nośnym pomysłem.








01 FLORENCE  Słońce nad Italią. Chłodny, szaroróżowy, beżowy nudziak, trochę podobna do 05, ale w porównaniu z 05 mniej sina, a cieplejsza. Po wyschnięciu trochę ciemnieje i robi się bardziej zgaszona.

02 WARSAW Znajomo. Ciepły nudziak

03 LAS VEGAS Kieliszek wina w kasynie Wino. Po wyschnięciu trochę ciemnieje i robi się bardziej zgaszona.

04 SAN FRANCISCO  If you are going to San Francisko... Między zgaszoną śliwką bakłażanem, zgaszony odcień fioletu, w porównaniu do 102 bardziej fioletowa.

05 BERLIN  Życie nocne. Szarofioletowa. Porównywana do sławnej 10 od Golden Rose, i rzeczywiście, po wyschnięciu baaaardzo podobna, tylko odrobinkę bardziej różowa mniej sina niż GR. Po wyschnięciu robi się bardziej zgaszona i szara, jeszcze bardziej podobna do 10 Golden Rose..

06 SYDNEY Opera i gorąco.  Jaaasna, cielista, w stylu różowego korektora. Coś a la Magda Gessler, tyle, że ona nosi coś z połyskiem :)  Mi przypomniała szminki pudrowe, które pojawiły się na chwilę gdzieś w połowie lat 90-tych, pamiętam, jak spierałam się z moją mamą, twierdząc, że to na pewno szminka, a nie coś innego, bo na opakowaniu jest napisane, że to szminka, a wyglądała własnie jak korektor w sztyfcie. :)

101  SOPOT Spacer po molo. Dość zimny róż,  kolor pomiędzy 03 Golden Rose (nieco cieplejsza od niej) i 01 Golden Rose (zimniejsza i bardziej różowa od niej),  zgaszony tzw. brudny róż.  Po wyschnięciu robi się bardziej zgaszona

102 LONDON Jesienna mgła nad Tamizą. Odcień fioletu (oberżyna?), w porównaniu do 04 bardziej różowa.

103 PARIS Klasyka. Paryski szyk. Klasyczna czerwień. Po wyschnięciu robi się bardziej zgaszona, nadal klasyczna.

104 SEVILLE Ogień! Żar! Flamenco! Pomarańczowa, jaskrawa czerwień.





Poniżej swatche w różnych oświetleniach (każde naturalne, a zdjęcie na którym są jakby błyszczące, to zdjęcie w pełnym słońcu, te pomadki są mega matowe):







Aplikacja: łatwa, przyjemna, szybka, nie smużą.

Mat: doskonały, absolutny.

Krycie : mega, uzyskiwane za pierwszym pociągnięciem.

Wybór kolorów: jak wyżej, jak dla mnie bomba.

Trwałość: zaczynają się zjadać (przy jedzeniu i piciu)  w piątej godzinie, ale schodzą całkiem OK, nie rażąco w jakieś plamy itp.


W porównaniu z tą kolekcją matowych pomadek nie sygnowanych by Marcelina w moim odczuciu  te mają większy wybór kolorów, większe krycie, pigmentację, nasycenie kolorów, i są mniej "suche". Podobają mi się dużo bardziej.


I dla mnie najważniejsze: nie przesuszają ust. A moje usta są wymagające i suche. Dlatego teraz czuję się luksusowo, gdyż dzięki temu mam realną możliwość używania wszystkich tych kolorków, a nie tylko podziwiania ich w opakowaniach lub oglądania na swatchach.
Cieszę się, bo to znakomita okazja, bym dalej przełamywała swoją nieśmiałość do mocnych czy jaskrawych kolorów na ustach, a także nieśmiałość do matów na ustach  (bo sporo ich zdążyło mi robić z ust pustynię, a tu jest w tej kwestii inaczej) - mam teraz najlepszą do tego okazję!
Stosuję je z niekłamaną przyjemnością.


A gdzie by tu dziś się udać?


Naturalnie do Warszawy..?

a może

Ogniście do Sewilli..?

albo

Jesiennie do San Francisco..?





A Wy: znacie te pomadki?

Jakie jest Wasze zdanie?