sobota, 30 września 2017

2 x NIE czyli ROZCZAROWANIA KOSMETYCZNE




Rzadko zdarza mi się popełnić takiego posta, czasem pisze w recenzji czy w denku, że nie polecam, lub, że kosmetyk nie dla mnie, czasem i bez recenzji oddaję go komuś, komu wg mnie będzie lepiej służył niż mi, ale jakoś rzadko nazywam moje zakupy rozczarowaniem i nie pochylam się szczególnie nad tym, jak to mnie zawiodły....

Tych kosmetyków nie waham się jednak  tak określić - może dlatego, że narobiły mi nadziei, spodziewałam się po nich dużo dobrego...?



wet n wild BLACKESTBLACK mega impact mascara zwiększająca objętość

Kupiłam ją na promocji za ok 14 zeta, cena regularna to ok. 18 zeta.
Efekt od razu po użyciu - cuudny, porównywalnym, jeśli nie lepszy niż po mojej ulubionej i od lat używanej L'Oreal Million Lashes Fatale! Dlaczego zatem, dlaczego ląduje w tym oto poście i wrzucam ją do worka z podpisem "rozczarowanie"?
Ano dlatego, że szybko się rozmazuje, robi pandę, no i mamy efekt, i owszem, jeszcze bardziej spektakularny, ale nie w sposób, o jaki nam chodziło... Mega szkoda, bo od razu po użyciu daje piękny efekt i ma bardzo przyjazną cenę. 
Po napisaniu tych słów nadaję jej kierunek ---> kosz na śmieci.




AVON skin so soft endless touch suchy olejek do ciała w sprayu, lawendowy

Lubię olejki, suche olejki, i uwielbiam zapach lawendy. Kupiłam ten kosmetyk gdy był po promocji w katalogu, za jakieś o 10-12 zeta.  Liczyłam na niego tymczasem... 
Ktoś, kto nazwał to "olejkiem" musiał mieć poczucie humoru. Jego zapach jest co prawda  lawendowy, ale chyba jeszcze bardziej alkoholowy, i takie też ma działanie: wysusza i mega szczypie podrażnioną skórę, (np. nogi po goleniu). Zmordowałam pół opakowania przez ładne kila miesięcy, może drugą połowę zużyję na stopy... 



A tak dobrze się zapowiadały..!


A Was co tam ostatnio rozczarowało? Na jaki kosmetyk liczyliście i się przeliczyliście?

piątek, 29 września 2017

4 x ODKRYCIA WRZEŚNIA czyli z nowości prosto do ulubieńców

Miesiąc wrzesień b.r. był u mnie w tym temacie rekordowy i wyjątkowy. Owocny nie mniej, niż jesień dla drzew w sadzie! Aż cztery kosmetyki, po które sięgnęłam po raz pierwszy i... przepadłam. Na odrębną recenzję na pewno doczeka się podkład i lakier, a tymczasem przedstawiam Wam moje wrześniowe nowinki, które z miejsca polubiłam:




JOANNA STYLING EFFECT BRYLANYTNA W ŻELU

Wspaniale podkreśla, definiuje moje loki i dodaje im blasku, a także ułatwia modelowanie i  lekko usztywnia pukle. Super efekt w śmiesznie małej cenie.



LADY SPEED STICK PRO 5

Od lat byłam wierna invisible gel tej marki, o którym pisałam w poście Od lat ze mną czyli hity hitów: PIELĘGNACJA <klik>
Teraz ujrzałam ten dezodorant, zakupiłam, i już widzę, że jest... jeszcze lepszy. Nie wiem czy działa obiecywane 48 h,. bo nie sprawdzałam, ale wiem, że na pewno jest skuteczniejszy niż mój dotychczasowy ulubieniec!



wet n wild photofocus FOUDNATION DE TEINT 

Jedno słowo: wymiata. Czekajcie na moją recenzję i swatche dwóch kolorów, które posiadam!



GOLDEN ROSE HOLOGRAPHIC Nail Colour  kolor 04

Super kolor, cudny holograficzny efekt i mega trwałość nawet na moich marnych i marnie utrzymujących każdy lakier paznokciach!!! Na pewno pojawi się tu jego odrębna recenzja, bo zasługuje na to!



Cóż za owocny miesiąc!

czwartek, 28 września 2017

Leśne zdjęcia: biżuteria fimo, grzyby i Alicja w Krainie Czarów :-)

Efekt leśno-grzybowo-biżuteryjnej sesji zdjęciowej, z której zamiarem nosiłam się lat kilka (słownie: lat kilka), a to dlatego, że przez owe kilka lat nie miałam do dyspozycji grzybów, które udźwignęłyby ciężar tych moich planów zdjęciowych, a raczej ciężar biżuterii.
Jeśli mieszkacie w Polsce i macie więcej niż półtora roku to zapewne nie umknął Waszej uwadze fakt, iż jest w tym sezonie prze-urodzaj grzyba wszelakiego, istny szał. 
A jeśli grzyba wszelakiego, to również posypało na maksa grzybem niejadalnym, ale za to kolorowym, fotogenicznym, i nie zrywanym przez ogarniętych grzybowym szaleństwem.

Ja grzybów nie zbieram, nigdy nie zbierałam, nie znam się na nich i sama myśl o zbieraniu grzybów przeze mnie powoduje zapalenie się czerwonej lampki w mojej głowie ( plus syrena: iiiioooo, iiioooo!!!) i skojarzenia typu "cała rodzina wymarła" oraz " wątroba do wyrzucenia."

Poluję więc w tym sezonie na grzyby, i owszem, ale to bezkrwawe łowy z aparatem w ręku.


Grzyby pozowały mi pięknie i cierpliwie, i muszę powiedzieć, że miałam przy tym dobrą zabawę, a czas minął mi błyskawicznie... 


Wiecie, człowiek miewa czasem w życiu pewne doświadczenia graniczne, i jednym z moich było to, gdy wytarłam grzyba chusteczką do pielęgnacji niemowląt, żeby ładniej wyglądał, bo po deszczu zostało na nim sporo ziemi... Klęcząc na mokrym mchu, brudząc sobie nim kolana spodni i robiąc zdjęcia tak sobie myślałam czy to ja jestem ta osoba w wieku trzy lata do czterdziestu, co to własnie podtarła grzyba chusteczką... :) 



Motywy, które są na zdjęciach nieodłącznie kojarzą mi się z jedną z książek mego życia - nie przesadzę, jeśli tak powiem - czyli Alicją w Krainie Czarów ( i Po Drugiej Stronie Lustra). Przeczytałam pierwszy raz tę książkę jak miałam z 11 lat, zrobiła na mnie wielkie wrażenie, i od tamtej pory jest ona ze mną czy raczej ja z nią silnie związana, jest mi nieustającą inspiracją -  postacie, sceny, cytaty... Za każdym razem kiedy wracam do tej lektury odkrywam w niej coś nowego dla siebie. Nie mam pojęcia, co mnie w niej urzekło i zachwyciło ( a urzekło i zachwyciło!) gdy byłam dzieckiem, co ja tam z niej rozumiałam i w niej widziałam, bo teraz wyraźnie widzę, że to poważna, życiowa książka, wbrew pozorom i namnożeniu, napiętrzeniu w niej surrealizmu to z dużym sensem, a nawet posiadająca kilka sensów (znaczeń) w tym samym miejscu...


Dlatego nie powinno dziwić, że na części zdjęć umieściłam cytaty z Alicji...

Nie dziwię się, że autor był z tego co wiem mega popaprany, a równocześnie był matematycznym geniuszem... Taką książkę mógł napisać tylko wariat lub geniusz, ewentualnie te dwa w jednym... 



Biżuteria fimo to moje zakupy sprzed już kilku lat na Allegro, Da Wandzie i ludowym festynie. Uwielbiam fimo!!!







Tea time:








Względność czasu:





Paradoks dżemu. Dżem będzie jutro:





Wyższość bez-sensu:




Gościu usiądź pod mym kapeluszem i odpocznij sobie:
















środa, 27 września 2017

HADA LABO 3D MASKA LIFTINGUJĄCA NA TWARZ I SZYJĘ



Marka HADA LABO TOKYO już jakiś czas temu wkroczyła do Rossmmanów na fali mody na azjatycką pielęgnację. Kupiłam ten krem na którejś z promocji. Jego cena regularna to 50 zeta.  Należy on do linii "czerwonej" antystarzeniowej, czyli tej mocniejszej, w odróżnieniu od linii "białej", nawilżającej.


Info od producenta i skład:






Kosmetyk ma konsystencję galaretki:


która nawet jak "wybierzemy" z niego porcję i zrobimy "dziurę" to momentalnie się "zlewa", wraca do swojego nienagannego, pierwotnego, gładkiego kształtu:



Może to objaw  tego właśnie"shape-memory" o którym mówi nam producent?


A jak działa na [mojej] buzi?

Fantastycznie!

Mam - nie wypominając - swoje lata, a na dodatek okrągłą twarz i od zawsze, nawet gdy byłam szczupła, skłonność do podwójnego podbródka. a musicie wiedzieć, że właśnie taki owal twarzy- okrągły- opada najszybciej... 

Stosuję ten kosometyk co parę dni jako po prostu krem na noc. 

Po nocy z tym kosmetykiem na twarzy mam skórę gładką, mięciutką, bardziej jędrną, gęstą, jakby właśnie wypełnioną, jakby bardziej trzymającą się kości,  i lepszy, wyraźniejszy owal twarzy. Rzeczywiście widzę obiecywany efekt liftingujący. 

Jestem z tego kosmetyku zadowolona, właśnie coś takiego jest mi potrzebne. Spełnia moje oczekiwania i obietnice producenta, nie rozczarował mnie, na pewno jeszcze kupię kolejne opakowanie, jest wart swojej ceny. 
Polecam. 
I polecam nie przejmować się czy jest z serii takiej czy owakiej, czerwonej, białej czy jeszcze innej, i jeśli coś takiego jest Wam potrzebne to kupować, nie zastanawiać się, czy nie jesteście na to za młode. 

czwartek, 21 września 2017

SORAYA ideal beauty ZŁOTY KREM-ESENCJA na dzień, cera zmęczona, pozbawiona blasku



Cena ok. 26 zeta.





Kosmetyk znajduje się w szklanym słoiczku, co jest zawsze tak samo eleganckie jak i niepraktyczne w przypadku chęci zabrania go w podróż, gdyż szkło waży...

Ma wyraźny choć delikatny zapach i jasny, ciepły kolor.

Ma gęstą, dość bogatą, gładką konsystencję i połysk.




Nie zawiera w sobie żadnych drobinek, i efekt, jaki pozostawia na twarzy nazwałabym efektem "macicy perłowej", blask bez drobinek. Na pewno jest to rozświetlenie, które jednak zniknie pod kolejnymi kosmetykami.

Krem doskonale nadaje się pod makijaż.

Jest wydajny.

Polecałabym go suchym i mieszanym cerom, niekoniecznie nawet ziemistym :) W wieku do ok. lat 35.



Co do mnie to sprawdza się na mnie OK, zużywam go, ale nie kupię kolejnego słoiczka, i zastanawiam się, czy nie oddać go młodszej siostrze, bo mam wrażenie, że jednak jego właściwości pielęgnacyjne na moją skórę są za słabe, potrzebuję czegoś mocniejszego, jeszcze bardziej treściwego, bardziej tłustego, przeciwzmarszczkowego, ujędrniającego itp.



środa, 20 września 2017

Ciepły, jesienny makijaż w kolejnej odsłonie

Kolejny jesienny, ciepły makijaż by ja, albowiem jestem osobą która miała i używała ciepłych, czerwonych i pomarańczowych cieni do powiek jeszcze zanim to się stało ostatnio modne i wyszła paletka Urban Decay HEAT :) Gorąco na moich powiekach bywa od dawna :)

Jest połysk, jest kreska czyli to, co lubię w (swoim) makijażu <klik>


Do tego gradientowe usta rodem z makijażu w koreańskim stylu, o którym możecie przeczytać w poście
i wykonany koreańskimi kosmetykami, które dostałam wśród prezentów z Seulu <klik>



Tytułem wstępu powiem, że nie jest makijaż, który całkiem i bez zarzutu mi się podoba: pierwszy tego powód, to moja niepokojąca wprost bladość, spowodowana po pierwsze znów słabym światłem dziennym w pochmurny dzień, a dwa tym, że kupiłam sobie nowość od wet n wild czyli podkład photofocus w kolorze AŻ trzecim z kolei i... okazał się on na moje buzi biały jak płótno!!! Mam wrażenie, że po tym, jak ze dwa lata porządnie (jak na mnie) opaliłam się w lato to moja skóra  teraz już nigdy, nawet zimą, nie jest tak blada jak bywała dawniej... Jakbym dostała trwałego ściemnienia karnacji.... :) Podkład ten może nada się zimą, zmieszany z kolejnym, ciemniejszym, kolorem... No ale popełniłam już ten makijaż na tym właśnie podkładzie... 


Druga sprawa to sińce pod oczami, a właściwie chyba objaw, o którym jednak nie wspomniałam w niedawnym  poście o wielce optymistycznym tytule  Jak starzeje się moja skóra ? <klik>, a który sam nachalnie o sobie przypomina, tj. powiększanie się tzw. doliny łez... albo jestem tak wymęczona tej jesieni... Ale z tego (czyli nieszczęsnej doliny łez zmierzającej ku głębokości Rowu Mariańskiego... ) powodu nie zamierzam rezygnować z moich makijaży, również tych tutaj!



Już nie przedłużając, oto makijaż:







Kosmetyki, których użyłam:



Twarz:

wet n wild photofocus foundation nude ivory

BIELENDA pearl base 

INGLOT HD 505

WIBO RICE POWDER

WIBO BANANA POWDER <klik>

HYPOAllergenic Face & Body Illuminating Powder 01  <klik>

Secretale Blush SOFT Silk Peach 03

MAGIC JUNGLE SUMMER BRONZE POWDER <klik>

RIMMEL LASTING FINISH POWDER 25 HR  FOUNDATION OO2 SOFT BEIGE






Oczy:


L’Oreal maskara Volume Million Lashes Fatale <klik>


ESSENCE eyeshadow base 


Eveline art scenic korektor do brwi brown


L'OREAL korektor TRUE MATCH 2 vanilla

INGLOT Duraline

INGLOT EYE SHADOW AMC 50<klik>

SENSIQUE rop color eyeshadow 212 pearl bronze

PIERRE RENE 130 HYPNOTIC

PIERRE RENE 138 FATE

pigment perłowy z kolorowka.com :  Russet

pigment perłowy z kolorowka.com : Queen Kathryn



Usta:

PERIPERA peri's INK original- dwa kolory <klik>

poniedziałek, 18 września 2017

Co lubię w (swoim) makijażu ?





W swoim ponieważ z makijażem - jak i z innymi rzeczami -  bywa, czasem coś podoba się nam u innych, nawet bardzo, a u nas jest dla nas nieznośne...






kreski

Uwielbiam kreski na powiece, czy kredką czy eyelinerem czy cieniem z Duraline!

Na co dzień na szybko lubię machnąć sobie kreskę którąś z moich ulubionych kredek Avon glimmerstick, które pokazywałam TUTAJ i TUTAJ 




Popełniłam swego czasu posta

JAK malujemy kreskę na opadającej powiece. CZYM malujemy kreskę <klik>

i muszę przyznać, że kreski wychodzą mi dobrze, mimo mojej niewdzięcznej w ogóle do makijażu oka jego budowy... Doszłam do wprawy, bo ćwiczyłam, a ćwiczyłam, bo zawsze lubiłam kreski, czego wczesnym symptomem było kupienie sobie sto lat temu pierwszej w życiu, twardej jak kamień i... różowej kreski do powiek. A różowej bo lubię bardzo






widoczne, kolorowe oko

Najczęściej widoczne tzn. kolorowe, tęczowe, jaskrawe, a nie brązy, czernie i przydymione smoky...
Świadomość, że mam na powiece wymalowaną tęczę, a nawet palmę w ogóle mi nie przeszkadza wychodzić do ludzi! Fakt, iż zwykle czynię to w dniach wolnych od pracy albo po godzinach, ale z tego powodu, że po prostu rano nie mam czasu na takie makijaże. ale jak się już tak zmaluję, to chodzę potem cały dzień i normalnie funkcjonuję.




lśniące cienie

Kiedyś kojarzyły mi się z kiczem lat 80-tych, wiecie: zimne, perłowe niebieskości i szarości...  Dziś lubię perłowe, świecące cienie, i wolę je od matowych.




naturalne, jasne usta

Nudziaki, ciepłe, nudziaki zimne, beże, róże itp... Wszystko dość delikatne, stonowane. Odwrotnie niż w przypadku oczu nie mam śmiałości do intensywnych i ciemnych kolorów na ustach...Wydają mi się takie wyzywające... Krzyczące. Chociaż przecież są takie ładne! Mam szminki w tym kolorze, i jeśli widzicie je w makijażach na blogu, to w takim makijażu  - możecie być pewni -  z okiem jakie by nie było wyjdę na ulice, a intensywne usta zapewne zmyję... Nie mam pojęcia, jak mam przełamać te moje opory co do intensywnych i ciemnych szminek... Nie idzie mi też łatwo malowanie się nimi o nie,  ale: patrz wyżej przykład kresek, jakbym to często robiła, to coraz lepiej by mi szło...






To cztery rzeczy, które u u siebie w makijażu bardzo lubię, jeśli mam coś wybrać to wybieram w/w.




Różu i rozświetlacza nie wymieniłam, bo to moje minimum i mam róż na twarzy zawsze,  a rozświetlacz prawie zawsze, czyli nie jest to kwestia lubię/nie lubię, tylko używam zawsze :)


Zabrałam się też ostatnio jakoś bardziej za konturowanie, nawet w moim INGLOT HD 505 zaczęło być widoczne denko. Ale [jeszcze?] nie lubię jakoś szczególnie konturowania,  nie czuję się w tym pewna, wciąż mam lęki, że mi źle wychodzi, a na pewno nie jest też obowiązkowym codziennym punktem mojego makijażu.




A Wy co lubcie, a czego nie tolerujecie w swoim własnym makijażu?

Co podoba się Wam u innych, ale same nie decydujecie się tego naśladować?

 A na co chciałybyście się odważyć?

niedziela, 17 września 2017

Matowy, ciepły, jesienny makijaż

Na początek kilka uwag:

1. żaden z tych cieni nie jest czerwony...

2. kolor szminki (użyłam go tylko na potrzeby posta, na tzw. miasto ją zmyłam) nie służy temu makijażowi i buzi tak, jak posłużyłaby szminka w ludzkim odcieniu :)

3. słabe naturalne światło dzienne też nie służyło kolorom, i z mojej opalonej jak nigdy twarzy zrobiło - białą...

Tym niemniej przedstawiam Wam ten makijaż ( nuż coś z niego Was zainteresuje) , tym bardziej, że teraz i ja mam mniej czasu na robienie makijaży, i światło dzienne (choć mam nadzieję, że październik będzie ładny!) będzie  już tylko zmierzać w stronę zimowego i dni, które już zupełnie nie będą się nadawały do fotografowania makijażu w świetle naturalnym ( a ja tylko tak to robię). 









Kosmetyki, których użyłam:




Twarz:


BIELENDA pearl base 


RIMMEL podkład LASTING FINISH 25 nude <klik> 200 soft beige


CATRICE CAMOUFLAGE anti red


RIMMEL LASTING FINISH POWDER 25 HR  FOUNDATION OO2 SOFT BEIGE


Rozświetlacz GlamShop MROŻONE TRUSKAWKI <klik>

Glam Cheek róż kremowa brzoskwinia
WIBO RICE POWDER


INGLOT HD 505




Oczy:


L’Oreal maskara Volume Million Lashes Fatale <klik>


ESSENCE eyeshadow base 


Eveline art scenic korektor do brwi brown


MY SECRET matt eye shadow 513

SENSIQUE top color eyeshadow 206 SIENA

KOBO cień 142

DEVINAH cień NEFRETITI

INGLOT Duraline

L'OREAL korektor TRUE MATCH 2 vanilla



Usta:

ESSENCE lipliner 13 transparent

NYX cosmic metals ELECTROMAGNETIC