poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Helena Rubinstein Lash Queen

Helena Rubinstein Lash Queen Feline Blackeyes



Wiele hałsu o nic. Po pierwsze - zmywa się w porządku, a to dla mnie bardzo, baaardzo  ważne. ALE nie daje zbyt spektakularnego efektu, mimo spektakularnej nazwy i opakowania oraz marki. Prezentuje się na rzęsach poprawnie i naturalnie, można go porównać do tuszy Rimmel i Astor, które są o ok. 100 zł tańsze. Bez porównania bardziej widoczny efekt dają tusze MaxFactor, tańsze od tejże  HR o ok. 70 zł - fakt, że zmywają się trudniej, ale jeśli ktoś nie ma tak strasznie wrażliwych oczu jak ja, to nie ma problemu. Gdybym kupiła go za zwykłą cenę, a nie po bardzo okazyjnej, to bym się chyba załamała.  Zawsze się śmieję, i pukam w czoło kiedy recenzentki dodają kosmetykom punkty za piękne opakowanie - tak, to na peweno plus tej maskary, mój ulubiony deseń w panterkę! Z kotem coś wspólnego ma tylko nazwa i ten deseń, sam tusz raczej nie pomoże stworzyć efektu kociego oka. Szkoda tylko, że w tym wypadku właściwy produkt jest W opakowaniu, a nie jest tym opakowaniem. Cóż, kupcie sobie Moje Drogie coś Rimmell lub Astor. Będzie taki sam efekt - na rzęsach. Opakowanie i marka - Helena Rubinstein robi jednak znaaaacznie większe wrażenie.

 A reklama z Demi Moore - kłamie, no kłamie, nie uzyskacie takiego efektu za pomoca tego tuszu, ani - jak sądzę - żadnego innego, więc stosowne organizacje mogą oprotestować i tą reklamę lub przymknąć na nią oko - bynajmniej nie okolone takimi rzęsami ;)

1 komentarz:

  1. Tusz ma piekne opakowanie, ale nie oszukujmy się wiekszosci tuszy za ponad 100 zl daje taki sam efekt, jak tusze ze 30 zl.

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.