niedziela, 20 maja 2012

Rihanna Reb'l fleur







Być może kiedyś nauczę się mówić o perfumach, choć szczerze wątpię :( Tymczasem zacytuję mój ulubiony blogu zapachowy, a zanim to zrobię od siebie dodam tylko to: zapach od razu mi się spodobał, choć tradycyjnie nie rozpoznałam ani jednej jego nuty :(  Słodki, ciepły, zdziwiło mnie, że w tej serii perfum  firmowanych nazwiskami gwiazd, głównie piosenki, pojawił się tak fajny zapach. Zanim (co nastąpiło później) wyraziłam życzenie, by dostać te perfumy na gwiazdkę sprawdziłam opinie w Internecie- i tu drugie zdziwienie, wtedy (tj. w grudniu) przeważały opinie negatywne, najbardziej zapadła mi w pamięć ta: " wyjątkowo migrogenna mieszanka zapachowa".  "Migrogenna"! Groza. Nie natknęłam się wtedy na cytowaną poniżej opinię więc jestem zadowolona z siebie, że negatywne opinie jednak mnie nie zniechęciły i jednak wyraziłam życzenie, by dostać te perfumy. Dostałam. Nadal mi się podobają, ale dziś odkryłam, że:  a) są chyba na zimniejsze pory roku bo b) są naprawdę niesamowicie słodkie gdyż c) lecą na nie... pzczoły!!! ;)

Tymczasem kuszą mnie już drugie perfumy sygnowane przez Rihannę...




Ale o nich później,  pewnie wtedy, kiedy już ulegnę tej (również słodkiej :) pokusie....


A teraz mój perfumowy guru tj. Niemuzyczna Pięciolinia o Reb'l Fleur:

" (...)  Może to infantylne przekonanie, ale odbieram zapach Rihanny jako wyróżniające się perfumy na niższej półce. Tak jak Beyonce Heat, klasyka Halle Berry i kilka innych. Różnica jest taka, że Reb'l Fleur operuje na mega masowych, ulepnych i nierokujących żadnych szans nutach (w przeciwieństwie do drzewnego Heat, czy kwiatowego Wild Pearl Naomi Campbell) i, o dziwo, wyprowadza je z obszarów olfaktorycznego koszmaru.

Jak więc pachnie
koronna kompozycja Rihanny? Owszem jest owocowa, kwiatkowa wręcz, ale w sposób innych od tego, co zwykliśmy tak nazywać. Od początku kompozycja jest przełamana... zawiesistą nutą mleczka kokosowego. Sporo tu cukrów, ale też nieco ostrzejszych, lekko drzewnych elementów, którym bliżej do twardej skorupy i woni kokosów wyczuwalnej przed ich otwarciem. Przy tym wszystkim brzmi to naturalnie i nie przypomina taniej chemii.
 Zaraz po aplikacji jesteśmy bombardowani kwaśnymi, jeszcze niedojrzałymi owocami. Mieszanka nie jest traumatyczna, choć szczytem perfumeryjnej finezji też jej nie określę. Na tle kokosów prezentuje się zdecydowanie lepiej niż wyłowiona solo. Nie trwa długo. Reb'l Fleur traci te cierpkie niemal akordy po kilkudziesięciu minutach. Chwilę po nich trwa niemal sterylny biały orzech, ale po następnych minutach wchodzą na scenę kwiaty. W końcu. To znowu ciekawie zmieszana mikstura, która tworzy akord oleisty, naturalistyczny wręcz, otarty o niszowe niuanse. Stawiam, że spory udział ma tu fiołek. Między sercem a bazą wybrzmiewa w czystszej, bardziej samodzielnej postaci. No i baza. Ta trochę jest chemiczna, ale nie bardziej niż klasyczne pachnidła z tej półki. Jest trochę wyostrzona, ale ogólnie trzyma się ciepłych i kremowych klimatów. To znana mieszanka paczuli, ambry i piżma. Przypomina skórę Rihanny.

Nuty: porzeczka, śliwka, brzoskwinia, hibiskus, fiołek, tuberoza, kokos, wanilia, ambra, paczula, piżmo. (...)"
(za: http://niemuzycznapieciolinia.blogspot.com/2011/12/rihanna-rebl-fleur-zapach-kremowej.html)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.