poniedziałek, 30 lipca 2012

VICTORIA'S SECRET w Złotych Tarasach

Świeżynka, bo otworzona 24 lipca.


Tłumek zainteresowanych w środku, bo salon zajmuje stosunkowo niedużą powierzchnię, a ciekawskich dużo. Wśród nich ja, wiedziona ciekawością wpadłam tam na szybki rekonesans, a byłby on jeszcze szybszy gdyby nie moje duże samozaparcie, które kazało mi znosić panujący tam zapach, którego źródłem są perfumy tej marki. W ogólnej masie - różowe i o zapachu nie do zniesienia. Może kiedyś zainteresuję się jakimś zapachem bliżej. Może. Raczej nie. Jak dla mnie to intensywne, nachalne zapachy, słodkie do mdłości, choć ja lubię słodkie zapachy, ale nie takie. Za to w uroczych opakowaniach. Różowych... W salonie wśród czerni tła króluje róż. Duużo różu. Niby w sklepie dla dorosłych Barbie ( bo przynajmniej za moich czasów Barbie nie nosiły bielizny). No więc to salon jak dla dużej Barbie, która nosi materiałową bieliznę i ma sutki.
Na wielkiej reklamie - bannerze  w Złotych sklep reklamuje pani w biustonoszu, chyba jakimś takim



natomiast w sklepie staników... nie ma! (Nie wiem co w tej sytuacji ma począć nasza dorosła Barbie, cóż wdziać na biust.) Tylko trochę kolorowych, głównie  koronkowych majtek, nic szczególnego.


Mi najbardziej podobały się bransoletki


Zdjęcie z:  http://fashionmagazineblog.wordpress.com/2012/07/24/wiktoria-zgubila-stanik-czyli-otwarcie-butiku-victorias-secret-w-zlotych-tarasach/


 a już szczególnie breloczki - słodkie, ale już cenę miały wybitnie gorzką - ok. 250 zł...

Cóż to dopiero początki i być może i Victoria's Secret podążą w stronę innych salonów, które kiedy otwierały się w Polsce w salonie miały rozczarowującą ofertę, a potem było ciekawiej... Zobaczymy później.
Jak na razie fanka Victoria's Secret, która chce zaopatrywać się w Złotych może odziać się w nieszczególne majtki, założyć fajną bransoletkę przyczepić sobie jeszcze fajniejszy drogi breloczek i otulić się jednym  z różowych intensywnych zapachów, który będzie musiał jej wystarczyć również i za stanik.

1 komentarz:

  1. Właśnie byłam w ostatni weekend, zatchnęło mną ilością kiczowatego różu. Był wszędzie - na ścianach, na każdej buteleczce, na każdym drobiazgu, aż do obrzydliwości... I faktycznie, same koronkowe majtasy, nic specjalnego ;)

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.