piątek, 31 października 2014

Haloween, Dziady i kicz czyli - Vanitas vanitatum,strach i błyskotki...

O motywie czaszki i moich czaszkach pisałam już TUTAJ


Przez ten czas pojawiło się w moich zbiorach kilka nowych. Nie porwała mnie moda na Haloween w jego komercyjnym wydaniu,  aczkolwiek rozumiem, że wyśmiewanie czegoś, czego się bardzo boimy, a co jest nieuniknione oraz karykaturowanie tego jest formą oswojenia się z tym czymś -  w tym wypadku ze śmiercią.  Tak przerażenie zmienia się w makabrę a ta w kicz i szyderstwo. 
Zanim więc naprawdę w końcu śmierć porwie człowieka do swojego


danse macabre człowiek usiłuje ją wyśmiać i uczynić pastisz z tegoż przerażającego tańca by choć tak oswoić swój wielki strach.
Jeśli chodzi o dzieci z cukierkami, które na amerykańską modłę zaczynają chodzić chodzić po okolicy grożąc psikusem - lepiej niech być może dowiedzą się przy takiej okazji, że istnieje coś takiego jak śmierć niż by miały być oszukiwane, że czegoś takiego nie ma.

Tak więc słowiańskie, pogańskie, mroczne zaadoptowane do chrześcijaństwa dziady


zamieniliśmy na amerykańskie Haloween: głośne, komercyjne i kiczowate.

A o kiczu pisałam już

 TUTAJ

TUTAJ

TUTAJ


Nie sposób przecież zaprzeczyć, że wizerunek śmierci sprowadzony do obrazu kostuchy, trupich czaszek, szkieletów,  trendu neo- gothic/romantic, kiczu na modłę meksykańską itp. itd. :) oraz wizerunków w stylu Santa Muerte 

http://en.wikipedia.org/wiki/Santa_Muerte


jest tak samo uproszczony jak i kiczowaty. (Nie mówiąc o tym, że Santa Muerte jest w naszej kulturze szokująca w swojej estetyce i nie tylko kiczowata, ale i makabryczna poprzez estetyczne połączenie a może raczej totalne wymieszanie tradycji meksykańskich Indian z tradycją katolicką). Taki obraz śmierci nadal pozostaje w pewien sposób budzący grozę, obrzydliwy czy straszny, ale być może w ten sposób strach przed nią daje się okiełznać, sprowadzić na możliwe do ogarnięcia tory, spacyfikować i jakoś oswoić.




A teraz kilka moich rzeczy utrzymanych w tym temacie i stylistyce. Wszystko zaczęło się od topu Reserved, który kiedyś sobie kupiłam:



A teraz to również prezenty, za które jeszcze raz w tym miejscu Koleżance E. : dziękuję  :)










i jeszcze coś "na straszno i na słodko" -  torcik zobaczony w październiku  tamtym roku w cukierni na dworcu w Katowicach:


.... a za nadchodzącym świętem już czai się na nas, już nam depcze po piętach kolejne straszydło...:

:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.