wtorek, 17 lutego 2015

Zakupy, prezent, niespodzianka za 3 zeta i czuła piłeczka czyli małe różności :)




Zakupy:

- fajna oferta dostępna jeszcze w Rossmannie (przynajmniej tutejszym): świąteczny zestaw trzech kosmetyków AUSSIE za 24, 99 zł (czyli właściwie w regularnej cenie jednego). To bardzo uczciwa cena (tym bardziej, że w tej chwili znów - niestety!!! - nigdzie nie mogę dostać mojego ulubionego szamponu  DOVE silk & sleek)  bowiem miałam do czynienia z tymi trzema kosmetykami, są całkiem fajne, ale jak dla mnie przereklamowane (w sensie: za drogie).




AUSSIE odżywka miracle moist



A tak na marginesie - opisy na opakowaniach  tych kosmetyków są nieporównywalne z innymi [opisami] takie trochę pretensjonalne, wydumane, ale rzeczywiście się wyróżniają :)






Prezent:

- delikatnie pilingujące mydło do rąk w płynie od Bath and Body Works (pachnie tak przepięknie, że nie miałabym serca używać go jako mydła do rąk i używam tego kosmetyku jako żelu pod prysznic :)

Zakupy:

- z jeszcze feriowej wizyty w mieście powiatowym Pruszkowie:

puszki (ze sklepu coś jak "wszystko za 5 zł" lub tzw. Chińczyk)

11,50 zł i 7,50 zł (idźcie do sklepu np. z herbatą na wagę lub sklepu z bibelotami o wydumanej nazwie i będziecie mieli okazję nabyć takowe w cenie co najmniej dwa razy większej)





Przychodzi baba do lekarza: 
"-Panie doktorze,  rodzina mówi, że mam problem. Ja strasznie lubię naleśniki."
 "-To nic złego, ja też lubię naleśniki." 
"-To chodźmy do mnie, mam ich całą szafę." 

(Jeden z nielicznych kawałów które pamiętam - a pamiętam tylko słabe lub bardzo nieprzyzwoite - a ten od jakiś 20 lat :)

I ja mam tak z puszkami jak ta baba z naleśnikami :)
 Ale moje służą mi na różne rzeczy w kuchni.  Niech mnie tłumaczy fakt, że od zawsze, od kiedy byłam mała bardzo chciałam mieć jakąś taką puszkę lub metalowe pudełko po duńskich ciastkach maślanych - ale takiego nie miałam. Mało kto zresztą wtedy takie miał, takie to były czasy.  Takie np., że staliśmy całą rodziną pochyleni nad małą buteleczką Coca-Coli, którą tata przywiózł z Warszawy, zastanawiając się jak się nią podzielimy, daktyle widziałam tylko dlatego, że znajoma babci przywoziła je z Izraela (mogłam zjeść jednego daktyla dziennie, zdejmowałam go z takiej sztucznej, plastikowej "gałązki", na której leżał w opakowaniu), a Lentilky dlatego, że miał je z jakiś źródeł jeden stary wujo co był proboszczem w niedalekiej wiejskiej parafii.  Młodsza ode mnie o rok siostra mojego kolegi gdy dostała od rodziny, która odwiedziła ich w Boże Narodzenie jedną pomarańczę, to krzyknęła "Boniek, Boniek!" i zaczęła ją kopać, bo myślała, że to piłeczka, gdyż nigdy wcześniej nie widziała pomarańczy. Słyszałam też o rodzicach, którzy w skrytości  objadali dziecko z czekolad (podówczas na kartki) przez 6 lat, aż dziecko poszło do przedszkola i tam się dowiedziało od innych dzieci, że istnieje coś takiego jak czekolada, o czym poinformowało rodziców [sic!]
Nie mam pojęcia jak wyobrazić sobie mają to wszystko Ci z Was, którzy urodzili się po 1989 r... (a nawet po 1985 i chociaż się w PRL-u urodzili, to nic z niego nie pamiętają... :)


No więc teraz ja mogę mieć puszki- i puszki mam :) Uwielbiam również motyw cupcake'a - na wszystkim :)
 


Moja pierwsza herbata z Rossmanna (cena 5 zeta z groszami) - bardzo smaczna



i od razu wykorzystuję puszkę :)


Takie coś z w/w sklepu w Pruszkowie, kupiłam to, bo miało formę babeczki i kosztowało tylko 3 zł.
Niespodzianka za 3 zeta okazała się być...


lampką na podgrzewacz (znaczy się ten mały znicz do takich lampek i kominków na olejki eteryczne). Lampka na podgrzewacz z zamykanym wiekiem? Bezsens. Dlatego lubię takie sklepy :)



Czuła piłeczka....

... bo do ściskania/przytulania :)


Antystresowacz za ok. 3 zeta. Chyba domaluję jej oczy i buzię, by była bardziej ekspresyjna w wyrazie i zyskała mimikę jak będę ją "przytulać" :)

To piłeczka z pianki, a mi  - odkąd na warsztatach z aktorami Białostockiego Teatru Lalek w 1996 r. widziałam jak ożywiają (animują)  oni podobną piłeczkę trzymaną na palcu jako główkę ( i ta rzecz - chociaż nie miała oczu, ani ust, tylko nosek - przestawała być gąbkową piłeczką trzyma na palcu wskazującym, a stawała się ludzikiem)   marzy się taka piłeczka jaką mieli oni - tej właśnie wielkości ale nie z pianki a z gąbki, i z gąbkową małą kulką jako nosem :) Ale od tych prawie 20 lat nigdzie nie spotkałam piłeczki z gąbki, niech więc ta będzie chociaż nawiązaniem do niej :)



4 komentarze:

  1. Dawno nie byłam w takim sklepie. Nigdy nie wiem, w którą stronę am patrzeć tyle tego jest :D

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.