środa, 5 lipca 2017

DIY: ZRÓB SOBIE KUSZIONA (cushion) :)





Na poważnie wypowiadałam się już kilka razy na temat koreańskich kosmetyków (którymi interesowałam się na długo przed modą na to), trendów  i mojego podejścia do nich:




"Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji." O książce i reakcjach na nią <klik>


"Sekrety urody Koreanek." 10 kroków pielęgnacji z tej książki j jak ma się do nich moja pielęgnacja <klik>




oraz dziwiłam się coraz to wymyślniejszym sposobom aplikacji kosmetyków:





Silisponge silikonowa gąbka do makijazu o co chodzi (WTF)??? <klik>



Teraz czas na spojrzenie z przymrużeniem oka.

Zaś ten post w moim odczuciu dotyczy obydwóch tych rzeczy na raz, czyli koreańskich trendów w tym wypadku będących sposobem aplikacji podkładu (choć nie tylko, bo teraz, na hurrra, wszystko chce się zamykać w gąbce)  :)


Z oryginalnym koreańskim cushionem miałam do czynienia już rok temu w przypadku
więc mam jakieś pojęcie w tejże kwestii.



Kiedy zaś zobaczyłam nowości od L'Oreal pokazywane Wam już  jakiś czas temu na
MOIM INSTAGRAMIE <klik>
i cushion od tejże marki, i to nawet Made in Korea, a także jego cenę...




...a równocześnie jego testery zamknięty w tubkach:



Myśl, która w sumie od początku nie była mi obca, teraz już krzyczała:
AAAAAA, TOŻ TO PRZECIEŻ PODKŁAD WCIŚNIĘTY W GĄBKĘ!!!


No to se myślę, a co tam, a zrobię sobie kusziona, mogą różne europejskie marki ( a pewnie będzie ich coraz więcej, wiecie, moda), to mogę i ja zdziałać sobie jedną sztukę w chałupie (czyli metodą chałupniczą), na użytek własny, ha.


No i zdziałałam.



Jak się robi?




Składniki:

- zmywaczek kuchenny,

- opakowanie po kremie,

- podkład.



Sposób przygotowania:


Od zmywaczka odcięłam warstwę twardą, szorującą i nieco podcięłam jego kształt, po czym umieściłam w pudełeczku po kremie.

Wcisnęłam w niego sporo podkładu.

Gotowe.




W całości przyznacie wygląda to  niezbyt ładnie, estetycznie i profesjonalnie, głownie dlatego, że zmywaczek nieco za mały do tego pudełeczka:




ale z bliska, toż to cushion, klasyka gatunku!





A niech mi kto udowodni, że nie dałam za niego ze 200 zeta.



Dołączyłam jeszcze lateksową gąbeczkę- najcieńszą, jaką znalazłam w sklepie:



No i wyszedł mi cushion jak się patrzy.


No śmieję się,bo to śmiechu warte wg mnie.




A jak się używa?



Podkład, który wybrałam znałam już wcześnie, jakoś tak mi leżał, leżał w toaletce, dlatego postanowiłam użyć właśnie jego, a jest to INGRID mineral SILK&LIFT <klik>

Wydaje mi się,że nakładany lateksową gąbeczką wygląda lepiej, niż aplikowany palcami, ale do tego, że uprzednio jest wciśnięty w cushion ma się to nijak.

Aplikacja ma dokładnie te same wady (wg mnie), co oryginalny cushion: najpierw dociskamy lateksową gąbeczkę do tej zwykłej, tej w którą wciśnięty jest podkład, potem wciskamy podkład w twarz, wciskamy, wciskamy, wciskamy. 
Szybko na lateksową gąbeczkę już nam za bardzo nie chce się nakładać podkład, jakby się kończył/wysychał, ale równocześnie widać, że od spodu cushion w tym podkładzie prawie pływa. Nabieramy wówczas ochoty, by wyciągnąć po prostu cushion i nim pacnąć sobie po twarzy (ew. w razie potrzeby wyciskając go jak cytrynę) w celu wydobycia podkładu... No dokładnie to samo, co w przypadku oryginalnego kosmetyku...





A jak tam u Was z podejściem do:
- koreańskich trendów i kosmetyków,
- coraz dziwaczniejszych sposobów i narzędzi aplikacji kosmetyków, 
- przeszczepiania azjatyckich pomysłów na kosmetyki (które wg mnie często są podobne do oryginałów tylko z nazw)  przez europejskie koncerny?




2 komentarze:

  1. Świetny wpis. Uśmiałam się jak nie pamiętam kiedy czytając wpis na blogu ;) Zgadzam się z Tobą w zupełności.

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.