sobota, 18 listopada 2017

Szybki MAKIJAŻ paletką MY SECRET natural beauty plus kropla koloru

Szybki, dzienny makijaż.

Ostatnio naturalne światło dzienne nas nie rozpieszcza, brak słońca zżera kolory na zdjęciach, więc jeśli obecnie w tygodniu miewam maksimum 4, czasem 5 razy możliwości zrobienia dłuższego makijażu, w tym dwie takiego bardziej skomplikowanego, no to bez-światło powoduje jeszcze większe ograniczenia w tym temacie jeśli chodzi o zdjęcia na bloga i takowe posty... 
Ale jeśli tylko trafi mi się takie połączenie: więcej czasu na makijaż i światło do zdjęć, to na pewno tu zapodam Wam tego efekt.


Poniższy makijaż popełniłam wczoraj przed pracą, i akurat trafiło się światło słoneczne:







Kosmetyki:




Twarz:

wet n wild podkład PHOTOFOCUS: nude ivory i golden beige <klik>

RIMMEL LASTING FINISH POWDER 25 HR  FOUNDATION  004 light honey

FLOMAR terracotta blush-on 41 romantic salmon <klik>

Wibo DIAMOND ILLUMINATOR <KLIK>


INGLOT HD 505


WIBO RICE POWDER



Oczy:

 Eveline art scenic korektor do brwi brown

MY SECRET paletka natural beauty: NAKED BEAUTY

AVON glimmerstick diamonds eye liner: fuchsia fun <KLIK>

NYX HD concealer

L'OREAL MEGA VOLUME miss Baby Roll

Anabelle Minerals cień VANILLA



Usta:

Bourjois Effect 3 D MAX gloss: Beige mellow

piątek, 17 listopada 2017

BeautyBlender a blend it! - porównanie obydwu gąbeczek

Obydwie sztuki tych konkretnych poniższych gąbeczek są mniej więcej tak samo często/rzadko  przeze mnie używane, w tym samym - standardowym - rozmiarze, tym bardziej jak najbardziej nadają się do porównania.


Przepraszam za ich stan niedomycia (mimo mycia), ale zastygające podkłady to mi z nimi uczyniły, szczególnie z blend it!


Z tego co wiem właściwości Beauty Blendera różnią się nieco w zależności od jego... koloru. Ja mam go w kolorze czarnym, i marmurkową blend it!

BeautyBlendera kupiłam (to moja druga sztuka, pierwszą zużyłam), zaś blend it! była dołączona do któregoś z kobiecych czasopism, które kosztowało jakieś 10-12 zeta, i to mnie zachęciło do zapoznania się i z tą gąbeczką.






A oto i porównanie:



Cena:

BeautyBlender ok. 70 zeta

blend it! ok 25 zeta



Dostępność:

Równie łatwa w obydwu przypadkach.



Wielkość:

Bardzo podobna, blend it! jest nieco większy i bardziej pękaty niż BeautyBlender .




Wielkość po zmoczeniu:

BeautyBlender powiększa się bardziej niż blend it!





Struktura:

BeautyBlender: większe pory



blend it! : mniejsze pory




Twardość/miękkość:

blend it! jest twardszy niż BeautyBlender.



Aplikacja:

W roli aplikatora obydwa produkty sprawdzają się równie dobrze.





To czym się różnią? (poza wymienioną na początku ceną)?


Trwałością: przy podobnym używaniu BeautyBlender jest bez wad, a blend it! szybko zaczęła pękać jakby ktoś wbijał w nią pazury:




Zawsze to, co twardsze jest mniej elastyczne i zaczyna pękać szybciej, niż to co miękkie, może to właśnie skutek różnej miękkości tych gąbek?



Jest różnica? Jest.


Czy różnica w cenie (ok. 40 zeta - czyli 1 sztuka BeautyBlender = prawie 3 sztuki blend it! Przy czym nie wiem czy owe 3 sztuki blend it! pociągną równie długo jak jeden Beauty Blender, bo blend it! zmechrała mi się w try miga..)  niweluje różnicę w trwałości a tym samym okresie przydatności produktu?  Sami osądźcie, ja zapodałam Wam informacje potrzebne do wydania takiego sądu. 
Sama skłaniam się ku temu, by - gdy już zajdzie taka potrzeba - znowu kupić jednak oryginał czyli Beautyblender...

wtorek, 14 listopada 2017

UWAGA! 3 x NIE: rozczarowanie, bubel, porażka

A dziś sobie ponarzekamy.

Jakoś długo w ogóle tu tego nie czyniłam, a teraz nadrabiam ten czas, i ostrzegam Was przed:





A oto niechlubni bohaterowie dzisiejszego posta z bliska:



Od lewej:


rozczarowanie:

FLOS LEK (nie chce mi się nawet  mnożyć tu jego pod-nazw) przeciwzmarszczkowy krem pod oczy
Nawet Wam tu nie zapodam co obiecuje.
Bo nie robi nic z tego.
Nie szkodzi, ale nie pomaga. Nie uczula. Nada się pod makijaż dla młodej, niewymagającej skóry. Ale to za mało jak na coś przeciwzmarszczkowego i z tyloma napisami i obietnicami na opakowaniu.
No: NIE.




bubel:

MY SECRET eyeshadow gel base
Nie chodzi wcale o to, jak ten kosmetyk działała (nota bene na mnie cudów, o których czytałam u innych nie czynił). Kluczem do powiedzenia mu stanowczego NIE jest nie tyle on sam, co sposób jego przechowywania (słoiczek). Powodujący mianowicie to:



Było, ale się (przedwcześnie i szybko) skończyło. Tzn wyschło. I zamieniło w gumę. Więcej nie kupię.  Będę miała słoiczek na odlewkę. Może z tubki by tak nie wyparowało?




I w końcu


porażka:

NYX white liquid liner


A tak lubię kreski! Marzył mi się takowy eyeliner. Matowy, biały.
Wykończenie makijażu. W sensie: kropka nad i.

Ale on niestety wykańczał mi makijaż dosłownie. W sensie: psuł go.

Źle się aplikuje, szybko wysycha, jest gumiaszczy, robi grubą warstwę, którą potem czuć na oku jako dyskomfort, nie można go poprawiać podczas aplikacji.

Ale  najgorsze, że po kilku minutach... 

...pęka!!!

I to wszystko jedno, czy na suchej skórze dłoni:




Czy na przygotowanym do tego oku z wykonanym uprzednio pełnym makijażem (no porażka, no NIE):




NIE. NIE. NIE. 

Po trzykroć: NIE.



Tyle mojego narzekania tym razem.

Znacie coś z tego?

Jeśli nie to, to bardzo dobrze i: nie poznawajcie na sobie!

sobota, 11 listopada 2017

Ciepły makijaż w rudościach







Kosmetyki:


Twarz:

JANDA kryjący make up fluid fleksyjny 02 beż jasny
plus
MAYBELLINE AFFINITONE 16 vanilla rose


RIMMEL LASTING FINISH POWDER 25 HR  FOUNDATION 002 soft beige i 004 light honey

Wibo DIAMOND ILLUMINATOR <KLIK>

KOBO FACE CONTOUR MIX

INGLOT HD 505

Anabelle Minerals róż CORAL



Oczy:

ESSENCE eyeshadow base 

L'OREAL korektor TRUE MATCH 2 vanilla

 Eveline art scenic korektor do brwi brown

SENSIQUE TOP COLOR EYESHADOW 206 siena i 212 pearl brown

INGLOT EYE SHADOW AMC 50 <klik>

CATRICE cień Eye Colour 420 Talk Like An Egiptian

KOBO pyłek 514 hypnotic mango

i nieobecny na zdjęciu:


 BELL Secretal lash sculpting mascara



Usta:

AVON ULTRA COLOUR Golden Nude <klik>


czwartek, 9 listopada 2017

MAKIJAŻ - rozświetlacz WET N WILD w roli głównej: oczy, policzki, usta

Rola główna: rozświetlacz megaglo HIGHLIGHTING POWDER w kolorze Precious Petals:



Piękny megaaaa błysk plus trochę dziwnawy jak na rozświetlacz kolor (ale i tak mniej dziwny niż kolor ciemniejszy!).
Przepiękny w opakowaniu, kupiłam go z chęcią i ciekawością. Bałam się efektu, jaki będzie dawał na... policzkach, czyli tej części twarzy, której jest dedykowany. 
Okazało się, że moje obawy były jednak bezpodstawne.









Policzki:

główny bohater




Oczy:

główny bohater + NYX glitter primer






Usta:

główny bohater + INGLOT Duraline




oraz:



Twarz:

JANDA kryjący make up fluid fleksyjny

RIMMEL LASTING FINISH POWDER 25 HR  FOUNDATION

INGLOT HD 505 <klik>

Róż Glam Cheek PANNA MŁODA



Oczy:

L'OREAL korektor TRUE MATCH 2 vanilla 


BELL Secretal lash sculpting mascara


L'OREAL brow artist plumper

wtorek, 7 listopada 2017

Czym pachniał mi październik czyli 3 x perfumy na jesień

Jakimi perfumami pachniał mi miniony miesiąc? Czytajcie dalej.

Będę chciała częściej pisać takie posty - może do czegoś się Wam przydadzą, zainteresują Was jakimś zapachem, zachęcą do zapoznania z testerem..?

Chodzą słuchy, że Rossmann szykuje promocję perfum 1 + 1 za 1 gr - może akurat..?



Miewam trudności z mówieniem o perfumach - żaden ze mnie"nos", nie rozpoznaję nut, a często i perfum, z którymi miałam nie raz do czynienia... Równocześnie perfumy uwielbiam, mam, wiadomo, swój gust w tym względzie jak każdy, używam ich co dzień (poza upałami), mam do nich słabość, robię niektórym sesje zdjęciowe i mam ich  hmm... ładny zbiór.  Choć na ten bieżący rok założyłam sobie bana na kupno perfum dla siebie, i PRAWIE go utrzymałam... Dla czego go złamałam? O tym jeszcze napiszę.
Tak chyba też perfumy traktuję - jako moją kolekcję (choć użyteczną i używaną) i wiem, że niektórych flaszek chyba nigdy nie wyrzucę, nawet, jak będą całkiem puste, gdyż podpisuję się obiema rękoma pod twierdzeniem naukowców, iż zapach to zmysł najsilniej związany z pamięcią. Jestem zafascynowana tematyką perfum. Toteż mam do perfum bardzo osobisty stosunek, a niektóre z nich żywo przypominają mi już dosyć odległe zdarzenia  - mam skończone 37 lat, więc nie przesadzę jeśli powiem, że czasami zdarzenia bardziej oddalone w czasie niż narodziny niektórych osób, które czytają te słowa. Nie widzę też powodu do zdziwienia, iż moja kolekcja jest liczna, albowiem również: najstarsze w niej sztuki mają więcej lat niż niektórzy z Was... 

Co do moich zbiorów to wiosną półtora roku temu zadałam sobie trud sfotografowania (zemdliło mnie przy tym ze zmęczenia tyle razy próbowałam) i spisania (żmudna robota)  go: trud wynagrodzony tym, że mój perfumowy guru NEZ DE LUXE przedstawił moją kolekcją w poście Kolekcja perfum Joanny <klik>
Ta Joanna to ja. Od tamtego czasu co nieco się zmieniło,jakaś flaszka ujrzała dno, coś przybyło, ale ogólnie powyższy post daje pojęcie o moich zbiorach.
Aaaaaaa już pisząc te słowa wiem, że teraz sięgnę po dawno nieużywane buteleczki! Choć co do niektórych mam - bardzo uzasadnione niestety - lęki, że już nie są dostępne i jak je zużyję, to już nigdy ich nie będę w użyciu miała...

Tyle tytułem wstępu do pachnącego miesiąca.


A w zeszłym najczęściej sięgałam po trzy zapachy. W moim odczuciu wszystkie są słodkie, dość ciężkie, typowo jesienno-zimowe:




Rihanna Reb'l fleur




To flaszka, która właśnie ujrzała dno w październiku. Kolejna. Bowiem to jeden z trzech moich ulubionych zapachów. Jego premiera miała miejsce w 2010 r., a ze mną ten jest on od grudnia 2011! Tak jak mówię, to jedne z trzech perfum, którym pozostaję wierna od lat. Nie należy kupować perfum po opisie- więcej: należy je przetestować, i to na własnej skórze, bo na każdej mogą pachnieć inaczej. To dobre, sprawdzone rady, których jednak... w tym wypadku nie posłuchałam! 
Spotkałam w internecie opinię, że jest to kompozycja migrogenna i... nie posłuchałam i jej. Posłuchałam za to wspomnianego NEZ DE LUXE  (wówczas jego blog nazywał się jeszcze Niemuzyczna Pięciolinia):

" (...)  Może to infantylne przekonanie, ale odbieram zapach Rihanny jako wyróżniające się perfumy na niższej półce. Tak jak Beyonce Heat, klasyka Halle Berry i kilka innych. Różnica jest taka, że Reb'l Fleur operuje na mega masowych, ulepnych i nierokujących żadnych szans nutach (w przeciwieństwie do drzewnego Heat, czy kwiatowego Wild Pearl Naomi Campbell) i, o dziwo, wyprowadza je z obszarów olfaktorycznego koszmaru.

Jak więc pachnie
 koronna kompozycja Rihanny? Owszem jest owocowa, kwiatkowa wręcz, ale w sposób innych od tego, co zwykliśmy tak nazywać. Od początku kompozycja jest przełamana... zawiesistą nutą mleczka kokosowego. Sporo tu cukrów, ale też nieco ostrzejszych, lekko drzewnych elementów, którym bliżej do twardej skorupy i woni kokosów wyczuwalnej przed ich otwarciem. Przy tym wszystkim brzmi to naturalnie i nie przypomina taniej chemii.
 Zaraz po aplikacji jesteśmy bombardowani kwaśnymi, jeszcze niedojrzałymi owocami. Mieszanka nie jest traumatyczna, choć szczytem perfumeryjnej finezji też jej nie określę. Na tle kokosów prezentuje się zdecydowanie lepiej niż wyłowiona solo. Nie trwa długo. Reb'l Fleur traci te cierpkie niemal akordy po kilkudziesięciu minutach. Chwilę po nich trwa niemal sterylny biały orzech, ale po następnych minutach wchodzą na scenę kwiaty. W końcu. To znowu ciekawie zmieszana mikstura, która tworzy akord oleisty, naturalistyczny wręcz, otarty o niszowe niuanse. Stawiam, że spory udział ma tu fiołek. Między sercem a bazą wybrzmiewa w czystszej, bardziej samodzielnej postaci. No i baza. Ta trochę jest chemiczna, ale nie bardziej niż klasyczne pachnidła z tej półki. Jest trochę wyostrzona, ale ogólnie trzyma się ciepłych i kremowych klimatów. To znana mieszanka paczuli, ambry i piżma. Przypomina skórę Rihanny.

Nuty: porzeczka, śliwka, brzoskwinia, hibiskus, fiołek, tuberoza, kokos, wanilia, ambra, paczula, piżmo. (...)"
http://www.nezdeluxe.pl/2011/12/rihanna-rebl-fleur-zapach-kremowej.html


I poszłam w to. I przepadłam.
Cóż mogę dodać ja do powyższych słów???
Słodki, ciepły zapach, idealny, aby powracać do niego z pierwszymi oznakami jesieni i cieszyć się jego towarzystwem do wiosny.
Aha - wiosną i latem lecą na ten zapach... pszczoły!!!
Mają bardzo przyzwoitą trwałość.
To zapach - jeden z niewielu - który znam na pamięć , i na pewno kupię jeszcze w przyszłości kolejną buteleczkę.


Kusi mnie też i podoba mi się trzeci z zapachów Rihanny - Nude, oraz pozytywna opinia o nim, a jakże, NEZ DE LUXE , wyrażona TUTAJ






Oriflame POSSESS



Jesienią 2014 r. pojawiły się pierwszy raz w katalogu Oriflame. Nie było do nich próbki, nawet nie pachniała nimi flaszka na kartce katalogu. I ta przyciągająca wzrok buteleczka. Więc ja... wiadomo, kupiłam je.
Tylko opisie, za to jakim:



Zapowiadany jako zapach zmysłowy, hipnotyzujący, pełen wdzięku i uwodzicielski. Kompozycja należy do kategorii szyprowo-kwiatowej z dodatkiem akordów owocowych. Zawiera ponad 80 składników. Zapach otwierają akordy ananasa, grapefruita i frezji. Nuta serca zawiera w sobie kwiat pomarańczy, ylang ylang jako główny akord oraz słodką malinę. Bazę stanowi drzewo sandałowe ze Sri Lanki, paczuli i wanilia z Madagaskaru.
Za: http://www.fragrantica.com/perfume/Oriflame/Possess-28164.html


To również ciepły, słodki zapach. Przytulny.
Jakby nieco bardziej hmm... duszący (?) niż poprzednie perfumy. 
Kiedy mam te perfumy na sobie to zbierają komplementy. Ale zdarzyła się też opinia "ciężkie, duszące, mdlące".
Dzieli jedną wadę z innymi perfumami Oriflame - a jest wśród nich sporo naprawdę ładnych kompozycji - jest niestety mało trwały... 
Ich zapach bardzo mi się podoba, niewiele dzieli go już od denka. Używam o tej porze roku z przyjemnością, raczej nie planuję nabycia kolejnej buteleczki.




Lolita Lempicka Fleur de Corail





Nuty głowy: grejpfrut, bergamotka
Nuty serca: orchidea, plumeria (frangipani)
Nuty bazy: ambra, piżmo, drewno z morza



Buteleczka (bardzooo podobna do L de Lolita Lempicka)  jest obłędna.
Kupiłam je jesienią 2014 r. Jakoś wtedy poszła po Internetach fama, że ten zapach zostaje wycofany (nie wiem, czy tak się stało, i czy nie dotyczyło to w/w "L") i biadolenie z tego powodu... Wszystko to razem spowodowało,  że ... chyba już zgadniecie... bez powąchania tych perfum... znowu... kupiłam je (kurna, co ze mną?).


Flaszka ta przeurocza i fotogeniczna była jedną z bohaterek mojego ówczesnego posta 



Z powodu powyższego zdjęcia osunęłam się i wpadłam wtedy jedną stopą do stawu w lesie, w którym tak ładnie zapozowałam tę flaszkę...

A treść owego szklanego, koralowego serca czyli zapach..? 
Yyyyyyyyyyyyyyyyyy...
Hmm... jak dla mnie: dziwaczny... Wprost mdlący... Nie potrafię porównać go z żadnym innym zapachem... Specyficzny... Chyba nawet nie słodki, choć w moim odczuciu ciężki... ale jakby.. lekowy? Gorzki? 

Pewnie pasowało by tu coś bardziej poetycznego skoro dotyczy tak ulotnej tematyki jak perfumy... W zamian za to praktyczna rada: nie używajcie ich jeśli akurat macie kaca albo migrenę, bo możecie nie zdzierżyć..  Plus ich dobra trwałość - mogą wykończyć. Dziwny, dziwny, intrygujący zapach...  
Zapach paradoksalny.
Choć dostał nawet kilka komplementów. Zużyję, ale - nawet jeśli go nie wycofano - już do niego wrócę.


Tyle o trio perfum, którego używałam w październiku bieżącego roku.



Chyba - co tam chyba, na pewno - robiłam tego posta dłużej niż pisałam maturę z polskiego :)

Fakt, że w/w perfumowe trio to temat ciekawszy niż Tri-logia Sienkiewicza, o którym traktowała moja matura. 


niedziela, 5 listopada 2017

Październik w zdjęciach - fotorelacja :)

Październik to wg mnie, miłośniczki polskiej złotej jesieni,  najbardziej fotogeniczny i kolorowy miesiąc - jeśli oczywiście nie leje, nie pada, i nie brakuje światła dziennego. W zeszłym miesiącu było to tak pół na pół... Co oznacza, że dało się porobić trochę zdjęć:





Miesiąc zaczął się od wycieczki do Nałęczowa:



z której fotorelację możecie zobaczyć w poście:

ZDJĘCIOWO - WYCIECZKOWO: jesienny Nałęczów (i Wąwolnica) <klik>




Udało mi się zapozować na tle owej pięknej jesieni, z jej kolorami i cudnym światłem, i  z radością przyznaję, iż i ja jestem trochę w jej kolorach, gdyż noszę już od pewnego czasu mój naturalny kolor włosów, i nie zamierzam tego zmieniać:




Październik był również miesiącem makijaży, na blogu przedstawiałam pięć, choć akurat światło kiedy je fotografowałam bywało słabe, a dni pochmurne:











Kilka razy byliśmy na spacerze w lesie:




Zaliczyłam dwudniowy wyjazd do Warszawy:




Nocowaliśmy w ciekawym miejscu na Nowym Mieście, z Pałacem Sapiehów jako widokiem z okna, taka fajna wartość dodana do tej wizyty w stolicy:




I,  tak jak kiedyś często - by nie rzec, że codziennie w trakcie studiów - miałam okazję znów oglądać Warszawę po zmroku:





Końcówka października to również leśny spacer:





Z myślą o zimie zaopatrzyłam się w obuwie Carinii 



Marka ta ma wiele odjechanych i ładnych modeli, ceny ich są jak dla mnie dość drogie, ALE ja miałam okazję zrobić zakupy na tzw. kiermaszu, gdzie ceny były bardzo przyjazne dla portfela, i dużo niższe niż regularne ceny w sklepie, i tak kupiłam dwie pary:






Ponieważ:



... październik u mnie obfitował również w haloweenowe makijaże



zebrane dla Was w poście: Garść moich makijaży na HALOWEEN <klik>



Oprócz makijaży wykonałam też kilka haloweenowych ozdób/dekoracji, np. opaskę z woalką:


Siostra upiekła takie urocze babeczki:



A ja zadbałam o właściwy nastrój:




To tak haloweenowo-rozrywkowo, ale końcówka października jest tradycyjnie dla mnie czasem refleksji, toteż przypominam teraz tu takowe moje posty, począwszy od dość zabawnej formy tematycznie łączącej Haloween (wampiry) z książkami na całkiem poważne tematy:








Po posty na poważnie, cięższego kalibru powiedzmy:


















Tyle tutaj minionego października i moich zdjęć jego i jego dotyczących, zaś  ciekawych co tam u mnie na bieżąco i moich migawek zapraszam na







Udanego listopada!