środa, 22 lipca 2015

Urlopowo w zdjęciach. Cz.1: GDAŃSK



Myślałam naiwnie, że urlopowo w zdjęciach uda mi się zmieścić w jednym poście, ale gdzie tam. Na pierwszy ogień idzie Gdańsk, bo od niego zaczęliśmy urlop.  Skoro zdjęciowo, to tekstu Wam i sobie oszczędzę (choć całkiem bez to się nie obędzie :) ale w żadnym razie nie będzie to post "co warto zobaczyć w Gdańsku" lub "co widziałam w Gdańsku" czy choć częściowo "przewodnik po Gdańsku" - bo jest tego duuużo więcej, więc zaprezentuję tu Wam zdjęcia - również całkowicie subiektywnie wybrane - z naszej tegorocznej wizyty w Gdańsku. 
Sam Gdańsk podczas naszej wizyty na Pomorzu 5 lat temu zwiedzaliśmy bite 5 dni i wg naszego morderczego grafiku i nie ma, że boli :) Istny muzealniczy survival :)

Aha - zdjęć będzie sporo :)

Tym razem wizyt w Gdańsku tak naprawdę było dwie - najpierw w drodze na Hel do Helu wysiedliśmy z pociągu, którym jechaliśmy z Warszawy, a który jechał do... Helu (logiczne) - tym samym, którym woziła się niedawno premier Kopaczowa - specjalnie, żeby na spokojnie zobaczyć sobie Europejskie Centrum Solidarności, które mieści się na terenie Stoczni  Gdańskiej.



Pozmieniało się w tych okolicach przez minione 5 lat od kiedy tam byliśmy...! Wyremontowano salę BHP, a przede wszystkim stanęło tam  Europejskie Centrum Solidarności 



podczas gdy 5 lat temu  mieliśmy przyjemność odbyć wycieczkę po Stoczni rozgrzanym w upale jak sauna autobusem - ogórkiem z przystankami w historycznych miejscach, oprowadzani przez gdańskiego dziennikarza, który na dzień dobry wręczył nam ulotki - wachlarzyki ze słowami "To nasza klimatyzacja", a w dawnym miejscu pracy Wałęsy poinformował nas bardzo przejęty, że właśnie zmarł ks. prałat Jankowski.


Oto plakat tejże Subiektywnej Linii Autobusowej:



Budynek Centrum podobał mi się chyba jeszcze bardziej, niż ekspozycje (stała i czasowa), a wszystko to razem robi duże wrażenie. Litując się nad Wami (i sobą) nie zapodam tu zdjęć wszystkiego, a wierzcie mi, wszystko tam jest warte zobaczenia!







Z cyklu życie codzienne w PRL:




zostało na wystawie w Centrum mniej, niż było 5 lat temu w tej tematyce na wystawie Drogi do Wolności będącej zalążkiem owego Centrum w dzisiejszej postaci:


i wracamy do roku 2015:




Tyle z ECS.


A oto

piwo z widokiem na Sołdka

Restauracji CAŁA NAPRZÓD





a taka tam, bibka na wodzie:



Za drugim razem popłynęłiśmy do Gdańska katamaranem z Helu:



Trasa do Gdańska:

Gdynia i jej Sea Towers widziane z Zatoki:


Westerplatte:



Stocznia Gdańska:



Twierdza Wisłoujście:



Stocznia:


W Gdańsku nad Motławą:




 i...  naszą uwagę przykuły paznokietki na potykaczu:


a nad Motławą pojawił się też diabelski młyn czy jak tam się nazywa ta machina:



 Lalenka w Muzeum Historycznym Miasta Gdańska w siedzibie Ratusza:



Druga wystawa czasowa znajdująca się tam teraz to Gallipoli 100 lat po bitwie. To wystawa planszowa, darujcie, nie robiłam zdjęć, nawet weszłam tam dopiero za drugim razem, bo za pierwszym jakoś mnie wywiało z nudów... Dzięki temu, że zawróciłam i wytrwałam, wiem chociaż kto to był "osioł dardanelski". 

Sam budynek i wnętrza Ratusza i jego wystawy stałe oczywiście też są interesujące, ale od kiedy dość wnikliwie (patrz: muzealniczy survival :) zwiedziliśmy go w 2010 r. teraz mam już mocno obniżoną tolerancję na liczbę szaf gdańskich, które mogę zobaczyć za jednym razem ;)
Pani czesząca się/gdańska pudernica przed lustrem ;)  na jednej z kamienic:




I zauważony przeze mnie już wcześniej a niezrozumiały dla mnie nadmorski trend na takie ohydne futrzaki. Aczkolwiek w tym roku pierwszy raz zobaczyłam futrzane pierścionki (!).



na ulicy Długiej. Za każdym razem jak jesteśmy teraz w Gdańsku, to jemy tam obiad. Placówka ta gastronomiczna jest zawsze  oblegana (zimą też)  i nie bez powodu :)




Ka-wa i gdańskie ka-mienice :)



Oscypek i gdański Żuraw (tak, tak, dobrze się domyślacie -  Żuraw to też siedziba muzeum  :)

czyli pełen eklektyzm :)






Droga powrotna do Helu...


Chylące się ku zachodowi słońce i żurawie... 
(nie wiem czy już to zauważyliście, ale uwielbiam żurawie!  Portowe :)



Słońce nad Zatoką:




Tyle na temat tegorocznej naszej wizyty w Gdańsku. 
Na koniec dodam, że pierwszy raz w życiu byłam tam w 2010 r. , tam też (konkretnie na Westerplatte) pierwszy raz w życiu zobaczyłam morze, a było to zaraz po moich 30-tych urodzinach i jeśli zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia no to nie jest na pewno szczeniacka miłość :) 
Wcześniej kiedy w tv pokazywali żurawia i budynki nad Motławą z podpisem "Gdańsk" to byłam święcie przekonana, że to pokazują morze... :) O takie miałam pojęcie... :) Dobrze, że pojęcie się zmienia i tym optymistycznym akcentem kończę tegoż posta.
Ahoj!

4 komentarze:

  1. Świetne zdjęcia. Zwiedzałam 3 lata temu Gdańsk i bardzo spodobało mi się to miasto.:)
    A na Helu byłam laaataa temu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) A w Helu z roku na rok przybywa atrakcji- byłam tam trzy ostatnie lata po kolei :) Zapraszam na post o Helu (mieście) za jakiś czas :)

      Usuń
  2. Ja na Helu i w Gdańsku trzy lata temu i to na weekend dosłownie. Bardzo tego żałuję, może w następnym roku sie uda. :)

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.