środa, 19 października 2016

Moje włosy #1 KOLORY I DŁUGOŚCI - przeróżne! :)

Zgadzam się ze stwierdzeniem spotkanym na jakimś blogu, że niektóre wpisy muszą w nas, ich autorach, dojrzewać.

Nigdy bym jednak nie pomyślała, że takim wpisem u mnie będzie również ten oto.

Nie chodzi tu wcale o jego przygotowanie pod tytułem wybór zdjęć itp., ani o to, że ma dużo moich zdjęć - bo przecież co i rusz pokazuję tu Wam głównie moją facjatę, i to naprawdę z bliska, że można sobie dokładnie zobaczyć szczegóły makijażu czy moje rozszerzone pory...

A jednak. Zdjęcia włożyłam tu już naprawdę sporo czasu temu i dopiero teraz zasiadam do dokończenia tego posta. Przekrój obecnych tu zdjęć po prostu przypomina mi tyle z mojego przed- i pozablogowego życia, że chociaż nie będę Wam tu opowiadać moich wspomnieć, a pokazywać to, co zapowiada tytuł posta, to ja z tyłu głowy będę miała te różne wspomnienia z okresów, gdy "obowiązywał mnie" ten lub ów kolor i długość włosów :)


Skąd w ogóle ten post? 

 Po pierwsze -  zainspirowało mnie do tego samo życie, bo kiedy rozmawiam z paniami, które poznały mnie stosunkowo niedawno i nie widziały mnie w tych różnych włosach i opowiadam im o moich przejściach to jest kupa śmiechu, a kiedyś usłyszałam od osoby, która pojęcia nie ma, że mam bloga: "Ty książkę powinnaś o tym napisać!" No więc książki jak na razie nie piszę, ale piszę posta :)

Po drugie - tzw. samo życie, coraz gorszy stan moich włosów (raczej Was nie zdziwi kiedy dotrzecie do końca tegoż posta...), badanie włosów i skóry głowy w powiększeniu ot tak po prostu przy okazji Meet Beauty <klik>, a także ochrzany mojej siostry zmotywowały mnie do pochylenia się w końcu nad kondycją moich włosów, przyznania, że jest nie dobrze, i wdrożenia jakiejś konkretnej pielęgnacji, co wymagało ode mnie zwalczenia mojego straszliwego lenistwa w temacie zmywalnych odżywek do włosów...
Chcę zatem by teraz na blogu pojawiało się więcej włosowej tematyki, bo już od kilku miesięcy bardziej wciągnęłam się w nią w realu, co właściwie nie znalazło jeszcze odbicia na blogu, a ten post niech będzie otwarciem tej tematyki, i punktem odniesienia i wyjścia do następnych postów o tematyce włosowej.


ZACZYNAMY:

Mój naturalny kolor włosów, jaki miałam od zawsze to rudy - taki jasny, nie miedź, nie kasztan, nie marchewka, moja ciocia kiedyś wynalazła, że ten kolor nazywa się "blond wenecki" i jest najjaśniejszym odcieniem rudego.
Kolor włosów ponoć Lukrecjii Borgii, który dziś możemy zobaczyć w muzeum jest również takim blondem weneckim...
O włosach rudych zamierzam jeszcze napisać oddzielnego posta, tu dość powiedzieć, że przeżyłam dzieciństwo nie wytykana palcami jako ruda i wiewiórka, natomiast podejrzewana o to, że Mama farbuje mi włosy :)
Mam też włosy naturalnie kręcone.




Kiedy na komunię wszystkie dziewczynki zapuszczały włosy...


 mi Mama je obcięła :)

Odtąd przez lata włosy obcinała mi Mama...




Wszystkie zdjęcia powyżej przedstawiają mój naturalny kolor i skręt włosów.



Pierwszy raz umalowałam włosy taką właśnie widoczną na zdjęciu poniżej zmywalną po ok. 20-tu myciach pianką Welli w kolorze "czerwień granatu" (bardzo podobny do tego na zdjęciu) w ferie w wieku lat 16:


Farba dość szybko się zmyła, a ja po kilku miesiącach obcięłam włosy króciutko "na chłopaka" i była to moja pierwsza wizyta u fryzjera. 
Przez całe liceum miałam potem już naturalny kolor włosów, a na studiach rozpoczęłam przygodę z chną, poniżej zdjęcia z włosami malowanymi francuską chną, najczęściej w kolorze miedzianym cuivre :




Jak wspomniałam malowałam na studiach włosy chną, polską Venitą:


ale częściej jednak ta francuską marki Sipa, w proszku lub gotową:


Przed obroną pracy magisterskiej zaczęłam farbować włosy już zwykłymi farbami, na blond (rozprostowało mi to wtedy czasowo włosy):


a potem na żywe czerwienie, np. straszliwie zmywające się mango od L'Oreala


Na ślub miałam  już mój naturalny kolor włosów.


10 lat temu umalowałam sobie włosy na brąz  chną w proszku - papka po rozrobieniu proszku była zielona, i takowe miejscami (właściwie nie wiem, czy zielone, czy jednak niebieskie) były potem przez pewien czas moje włosy... wiem, że kiedy je zobaczyłam po zmyciu tej papki, to przypomniała mi się od razu, po prostu uderzyła mnie stara reklama pasty Aquafresh, a raczej piosenka z niej:
"... bo Aquafreshh three 
kolory ma trzy
biel czerwień oraz błekit
dla zębów twych"
To jednak ja miałam wtedy włosy niebieskawe...




Potem po przeróżnych czerwieniach Garniera i l'Oreala, a potem brązach:






...brąz od Safiry Wella...



..  ewoluował do - także Safiry...




..."Aksamitnej nocy." NOCY.  Czyli czerni. W ten sposób miałam włosy czarne, czarne jak matka ziemia. Czarne, że aż granatowe.


Najśmieszniejsze, że ludzie, którzy mnie wtedy poznali byli pewni,że to jest właśnie mój naturalny kolor włosów, i gdy wróciłam do własnego, to mówili np. "W tym jasnym jednak jest Ci lepiej.'" No ciekawe dlaczego :)



Chodziłam w tych długich, czarnych włosach farbując je co i rusz z powodu odrostów - czy wiecie jak wyglądają jasne odrosty przy farbowanych na czarno włosach? Jakby się miało gołe placki. No więc na czerń nakładałam czerń, i muszę powiedzieć, że włosy nieźle to znosiły, i jednak farbowanie na blond niszczy włosy nieporównywalnie bardziej (ale o tym później).

W końcu chciałam wrócić do swojego koloru włosów ("Prędzej zobaczysz u siebie siwe włosy niż swój kolor!) , zaczęłam je rozjaśniać farbami blond - naprawdę jasnymi...




... ale to nic nie dało, i  w grę wchodziło tylko ściąganie koloru u fryzjera - a ja bałam się, że tak silny zabieg na zawsze  rozprostuje moje włosy. No więc zostało mi tylko...


... radykalne cięcie.
Jak rekonwalescent po tyfusie. ("Coś Ty zrobiła! Czy Ty zawsze coś musisz robić z tymi włosami???")
mówię Wam, jak było widać, komu (kilka osób, aż się zdziwiłam) naprawdę spodobałam się w tej fryzurze, a kto komplementował ją z czystej uprzejmości. Dzielnie mówiłam jednym i drugim  "Dziękuję",  no bo co innego mi zostało. 


No i przez czerwienie i bursztyny:


Wróciłam do swojego naturalnego koloru, który... znów zaczęłam farbować, tym razem na blond:




choć w międzyczasie trafiło się i "czerwone jabłko" od L'Oreal




Qrna. no było... czerwone...

Brwi też malowałam tymi samymi farbami, co włosy...
"Boże, Pani ma naprawdę taki kolor włosów, nawet brwi ma Pani w tym kolorze!"  - usłyszałam akurat przy tym kolorze :) 


Ale jednak szłam w blondy.



I duetem z tych dwóch ostatnich zdjęć powyżej po tym jak użyłam tych farb w odstępie jednego miesiąca w kwietniu a potem w maju 2015 .. spaliłam sobie włosy. I wtedy pojęłam, czemu to się nazywa "spalić." A no bo są potem spalone.  
Filc. 
Wełna czesankowa. 
Siano bieszczadzkie.
Rozprostowały się, kruszyły, a jasne były jak nigdy wcześniej - marna pociecha.

Znajdź różnice (nawet kolor taki sam!):






Po wakacjach 2015 je obcięłam i od od wspomnianego maja 2015 ich nie farbuję,


i tak se odrastają, a ja co pewien czas wciąż ścinam te farbowane, zniszczone końcówki



W kwietniu 2016 r. byłam na Meet Beuty <klik> i - przyznaję się - w celu, żeby po skończonym badaniu dostać upominek siadłam do badania włosów i skóry głowy w 200-krotnym powiększeniu najpierw na stoisku Gliss Kur, a potem WAX PILOMAX. 
No i...
Panie wykonujące te badania były bardzo miłe i delikatne, ale wyszło im, że mam baaardzo cienkie włosy, i miejscami bardzo mało... Do tego dołączył w/w ochrzan od siostry - no i postanowiłam wziąć się nieco za moje pukle (moje biedne spalonki), a przede wszystkim zainwestować w zmywalne odżywki, no i coś na wzmocnienie włosów, a także zdefiniowanie skrętu.
Tak jak zapowiedziałam o mojej pielęgnacji włosów i jej efektach jeszcze przeczytacie nie raz, poniżej zdjęcie z tegorocznych wakacji  - bez żadnego modelowania ( w czasie których co prawda  nie miałam za bardzo czasu na pielęgnację, ale bardzo dobrze wpływał na stan włosów i skręt fakt, że nie suszyłam ich suszarką):


A na początku września b.r.  moje włosy prezentowały się tak:


obecnie są już nieco dłuższe i mają tak zniszczone końcówki (wciąż jeszcze te, które były farbowane na blond), że muszę je skrócić.

Jak możecie zobaczyć na ostatnich zdjęciach mam też już mój naturalny kolor niestety  mniej rudy niż kiedyś, właściwie to blond - podobno tak się czasem dzieje, po prostu,  i wcale nie są temu winne moje liczne farbowania włosów... dziwi mnie to, bo myślałam, że ludziom kolor zmienia się tylko w dzieciństwie kiedy ciemnieje, a potem na siwy...

Chciałam w tym poście napisać też o moich fryzurach (w sensie modelowanie włosów, stylizacja, inspiracje, nie tylko długość), ale i tak jest to post długaśny, więc o tym w kolejnym poście o  moich włosach. 


A potem o pielęgnacji moich włosów, bo  przyznacie - jest po czym je pielęgnować... co one biedactwa ode mnie wycierpiały... A przecież nigdy nie były grube,  a jako kręcone są z natury suche...

Miałam już długości włosów od za połowę pleców do ok. 2 cm, i niezliczone ilości kolorów (ale tych "naturalnych" - bez zieleni, czerwieni, błękitu , fioletu itp. ): od jasnego blondu do czerni, tak samo niezliczone ilości farb do włosów na tychże... Przy czym zawsze farbowałam je sama, farbami drogeryjnymi.

Teraz tak sobie myślę, że właściwie to - mimo stanu do jakiego sama je doprowadziłam - tak nie mam co na nie narzekać, że jednak wytrzymały jakoś te wszystkie moje farbowania... Trochę tego było... Ojejej...

12 komentarzy:

  1. Blond to zdecydowanie Twój kolor i nie zmiejaj go na inny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie zamierzam zostać przy moim naturalnym kolorze :)

      Usuń
  2. W porównaniu z Tobą mam takie nudne włosy xd

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny post. Najbardziej podobasz mi się w brązie safira i czerwonym jabłku ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Musze Ci powiedzieć ze w tej fryzurze na chłopaka (zdjecie z liceum) wyglądasz świetnie,tak jak i w krótkich włosach. W ogóle masz prześliczny ,naturalny odcień włosów i te loczki. Miodzio:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :)a ta fryzura z krótkimi włosami na chłopaka tutaj zamieszczona nie jest z liceum, tylko z czasów jak miałam 30 lat :)

      Usuń
  5. Z wielką przyjemnością przeczytałam ten post! Przypomniały mi się moje szalone lata farbowania włosów na każdy możliwy "naturalny" kolor farb hehe no i te jasne odrosty zafarbowanych na czarno włosów - ehh działo się ;) Czekam na więcej wpisów tego typu! :)
    Pod wpływem tego postu, po półtora roku zapuszczania mojego naturalnego koloru, zafarbowałam sobie włosy hehe Nie wiem czy to prawidłowa reakcja, ale jak zobaczyłam Cię w tylu odsłonach, to przypomniały mi się moje eksperymenty i moje włosy wydały mi się takie nuuudne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow :) super! :) dzięki i spodziewaj się więcej wpisów tego typu :)

      Usuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.