sobota, 5 listopada 2016

"Nie zależy mu na tobie" G. Behrendt, L.Tuccillo

Dziś chce przedstawić Wam książkę, która wpadła mi w łapki już jakiś czas temu.

Lektura jej (oraz tzw. życie i ludzkie historie) zainspirowały mnie do własnych tzw. pogłębionych  (pognębionych..?) przemyśleń w tym kierunku ;)  i dorzucenia swoich trzech groszy w tym temacie, ale nie chcę mieszać ich z informacją o tejże ciekawej lekturze dlatego możecie się spodziewać oddzielnego posta, za to ten należy niepodzielnie do książki:

G. Behrendt, L.Tucillo, , Nie zależy mu na tobie, przeł. A. Jacewicz,  DOM WYDAWNICZY REBIS, Poznań 2005.


Info z okładki:




Autorów nie znam z niczego oprócz właśnie tej książki (Seksu w wielkim mieście wprost nie trawię), ale już na tej jednej podstawie mogę powiedzieć Wam jedno: to utalentowani ludzie znający swoje rzemiosło.

Sam tytuł nie jest zbyt wesoły, za to w środku znajdziemy zaprezentowane w dowcipny i błyskotliwy sposób - tak do śmiechu (choć lepiej śmiać się gdy  przytaczane przez autorów przypadki nie przypominają nam naszych własnych) -  i z sympatią i wyrozumiałością dla czytelniczek przykłady na męskich zachowań, które wg autorów należy interpretować szybko i bez wahania jako te, które  jednoznacznie dowodzą, że danemu osobnikowi wcale nam nie zależy, chociaż wolałybyśmy szereg innych wytłumaczeń (i przykłady owych wytłumaczeń również tu mamy)...

 Dowcipna konwencja bardzo mi przypadła do gustu, bo doprawdy to chyba najlepszy a równocześnie delikatny sposób podejścia do problemu dającego się streścić:  dlaczego (nierzadko inteligentne, atrakcyjne i wartościowe babki) nie przyjmują do siebie wiadomości będącej tytułem książki, i jakie męskie dziwactwa, prostactwa i k_restwa są w stanie wytłumaczyć sobie, zaakceptować, i jeszcze się dalej starać i wierzyć, że jest milion innych interpretacji oprócz tych pięciu słów: nie zależy mu na tobie.

Nie chcę tu dalej ciągnąć już mojej własnej wypowiedzi, toteż szybko wracam do książki: patrząc po tytułach rozdziałów możecie popukać się w czoło - to komukolwiek, kto ma więcej niż dwie szare komórki trzeba tłumaczyć o co tu chodzi (nie zależy mu na tobie, kobieto!)?! Ale patrząc po świecie dookoła ( a ja już trochę patrzę) możecie odpowiedzieć sobie: tak. Ha. I to dopiero jest zagwostka. Dlaczego posiadaczki dużej ilości sprawnych szarych komórek w innych sytuacjach działających bez zarzutu czasem tak głupieją? W tej dowcipnej książce znajdziemy wiele pobłażliwej wyrozumiałości i żadnego rzucania kamieniami w owe panie, a autorzy dobrze życzą nam wszystkim:







 


Książka napisana jest wg konwencji odpowiadania na listy nękanych wątpliwościami czytelniczek: najpierw mamy list takiej czytelniczki, potem odpowiedź Grega, potem ripostę Liz, że to wcale nie jest takie proste, jak twierdzi Greg, potem odpowiedź Grega jak to powinno, wyglądać, zdarzają się też odpowiedzi olśnionych czytelniczek "już rozumiem!" oraz przydatne ćwiczenia do wykonania samej w domu :)

Książka ta niesamowicie mnie bawi, a i uważam ją za wartościową i przydatną, bo choć utrzymana w opisanej konwencji i przerysowana w przytaczanych przykładach to jest pełna tzw. życiowej mądrości, nie siląc się na [pseudo]naukowy żargon  - i tak naprawdę przypomina mi wiele zdarzeń i prawdziwych historii, co świadczy o tym, że jej autorzy niejedno już w życiu widzieli i słyszeli, i przeżyli zapewne... i robią z tego super użytek! Widać, że inspirują się życiem - i robią to znakomicie. Książka dowcipna, błyskotliwa - ja osobiście uwielbiam taki sposób pisania! Co do swej poradniczej przecież treści -też uważam, że przydatna, na poważnie - a choćby ktoś rozpoznał w owych kuriozalnych przykładach własną historię - to może dobrze, że w końcu rozpozna i może nawet nabierze dystansu i zacznie się z tego śmiać, a czyż śmiech nie jest dobrym lekiem na tego typu bolączki..?


Tak jak już zostało to powiedziane bardzo lubię taki sposób pisania, a do tego lubię jak mądre rzeczy są mówione prosto i dowcipnie. Efekt pracy ludzi, którzy w ten sposób piszą czyta się z uśmiechem i lekko, i szybko,  i najczęściej nie zdaje się sprawy z tego, że takie pisanie to sztuka.
"Ci, co rozśmieszają ludzi, cenniejsi są od tych, co każą im płakać"  jak powiedział Charlie Chaplin  (kurcze, długo nie wiedziałam, że to był mądry człowiek, kojarzyłam go tylko jako idiotę z wąsikiem w meloniku w filmach, których nie jestem w stanie oglądać do dziś). 
A przy tej książce można się pośmiać. Nawet jeśli (czego oczywiście nie życzę żadnej Pani)  z siebie.


A oto mały rzut oka dla Was na omawianą lekturę:












skoro jesteście tutaj to może zainteresuje Was również post:
O wampirach emocjonalnych i książce o nich <klik>


2 komentarze:

  1. Sama nie wiem czy bym chciała taką książkę przeczytać, chociaż...
    Ludzie często się oszukują i ciągną związki na siłę. Może takie przedstawienie sprawy w prost ułatwiłoby życie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super wpis i super książka a moim ulubionym typem jest ten "szukający sensu życia" :) Nic tak nie bawi nadal ;)

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.