sobota, 25 stycznia 2014

Uroczy rumieniec i moje róże do policzków


Podobno człowiek od małpy różni się tym, że potrafi się rumienić  i śmiać. Nie pamiętam, kto to powiedział, i gdzie to przeczytałam, dawno, więc może nowsze badania zadają kłam tej tezie, ja jednak wolę przy niej pozostać choćby dlatego, że jest po prostu urocza.
A czymże jest rumieniec?
(Nie mylić z "rumień", który to jest czymś chorobliwym, tak, że nawet nie chcę bliżej sprawdzać jak bardzo).

 Z cyklu Wujek Google podpowiada:


"Rumieniec – niezależne od woli, napadowe zaczerwienienie skóry twarzy, zwłaszcza policzków (stąd dawne lub popularne określenia "spiec raka", "stanąć w pąsach", "spłonić się"). Dawniej rumieniec dziewczęta wywoływały także sztucznie (np. nacierając policzki sokiem z kłączy konwalii majowej).
Występuje u zdrowych ludzi pod wpływem emocji, zwłaszcza w sytuacji niepożądanego zainteresowania ze strony innych ludzi. Wystąpienie rumieńców wiąże się z rozszerzeniem małych naczyń krwionośnych skóry i zwiększeniem przepływu krwi przez skórę twarzy. Wydaje się, że u podłoża rumieńców leży niezależna od woli odpowiedź układu współczulnego i stymulacja beta-adrenergiczna receptorów ścian tych naczyń. Mechanizm jest odmienny niż w zaczerwienieniu skóry twarzy spowodowanym spożyciem alkoholu, podnieceniem seksualnym, albo zależnym od hormonów zaczerwienieniem skóry (flushing). Rumieniec nie powinien też być mylony ze zmianami skórnymi typu rumienia, występującymi w wielu chorobach dermatologicznych.
Podkreśla się społeczne znaczenie rumieńców; zdolność do rumienienia się jest szczególnie nasilona u dzieci i w okresie młodzieńczym ("rumieniec panieński"), z wiekiem odpowiedź na bodźce jest mniejsza. Zdolność do rumienienia się jest częstsza u kobiet niż u mężczyzn i u ludzi rasy białej niż u ludzi innych ras."
 http://pl.wikipedia.org/wiki/Rumieniec



Ujmując rzecz krótko a dłuższe wypowiedzi pozostawiając specjalistom różnych dziedzin: rumieniec kojarzy sięz młodością niewinnością, i podnieceniem - i dlatego jest czymś aktrakcyjnym.


"(...) Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała (...)"

Można "płonąć panieńskim rumieńcem" można np., również starodawnie, skromnie " i wstydliwie "spłonić się " lub "spiec raka"


Czyli: zasadniczo żywo - i rumieńcem- reagujemy za młodu, a potem nabieramy wiedzy, praktyki, i kładziemy laskę na coraz większą liczbę spraw- a rumieniec znika. No chyba, że przeholujemy z alkoholem, mamy gorączkę lub jesteśmy na mrozie. Nie wiem też, co powiedzą o uroku rumieńca ci, którzy z nerwów dostają różowych plam na szyi i dekolcie... Słowem występuje rozróżnienie między rumieńcem zdrowym i niezdrowym i na ogół nie mamy żadnych problemów aby odróżnić jedno od drugiego.

Chcąc naśladować ów atrakcyjny naturalny rumieniec sięgamy po róż do policzków.

Scarlett z "Przeminęło z wiatrem" mogła tylko szczypać się w policzki


albowiem w jej czasach makijaż był domeną pań lekkich obyczajów, takich jak Bella Watling


A nasz zacny Pan Tadeusz patrząc razu pewnego  na Telimenę...

il. Michał Elwiro Andriolli
 
"(...) Odkrył od razu wielką, straszną tajemnicę!
Przebóg, naróżowana!...(...) "

nie to, co młodziutka Zosia


 il. Michał Elwiro Andriolli

 która co i rusz a to:

"(...) Postrzegła  się,  umilkła,  oczy  opuściła
I  jako  róży  pączek  cała  się  spłoniła.(...) "



a to:

"(...) z  rumieńcem  dziewiczym,
Ale  z  rozweselonym  słuchała  obliczem (...) "


 
O aplikacji różu pisałam już TUTAJ i TUTAJ

Nawiązując do przytoczonej różnicy między małpą a człowiekiem nam Drogie Panie nie wystarczy jednak odróżnić się rumieńcem - musimy jeszcze zrobić to twarzowo.
Do dyspozycji mamy całą paletę barw od brązów po zimne róże, i konsystencji od prasowanego pudru przez puder sypki, krem, tint, sztyft itp. itd.

Mój pierwszy róż kupiła mi Mama przed moją studniówką, i tak chyba starczył mi on przez cały okres studiów. Pamiętam dokładnie, co to był za róż mianowicie


 wypiekany róż Bourjois w kolorze Brun Cuivre.
Mój drugi róż Bourjois- i drugi w ogóle- kupiłam sobie przed ślubem w celu wykonania nim makijażu ślubnego, co też się stało, a potem używałam go jeszcze parę lat, nie pamiętam co to był za kolor, wiem że był bardziej różówy niż powyższy, i miał złote drobinki.
(Niewykluczone, że z powodu tego, o tym wspomniałam będąc nastęnym razem w drogerii przeprowadzę dochodzenie wyjaśniające, cóż to był za kolor...)

W chwili obecnej mam w posiadaniu moje wypiekane trojaczki Bourjois


czyli

oddała mi go Mama- i jak to bywa z cudzymi rzeczami-ten kolor pasuje mi idealnie i wygląda na mnie  bardzo dobrze i naturalnie.

Rzeczony kolor Brun cuivre, które zakupiłam już łaaaadny kawałek czasu temu pamiętając, że kolor ten dobrze mi służył przez tyle lat

Pod pretekstem wesela, na które się wybierałam chciałam kupić sobie wreszcie róż w kolorze różowym  w odróżnieniu od miedzi i brzoskwiń, i zakupiłam sobie poniższy róż. Kusił mnie jeszcze inny różowy, ale ekspedientka w Hebe stanowczo protestowała przed zakupem go przez mnie twierdząc, że tamten to już absolutnie nie pasuje do mojej cery. Cóż prawda jest taka, że róż w kolorze różowym raczej źle na mnie leży i  zazwyczaj przypomina wykwity spowodowane gorączką a nie żywą, żwawą i żywiołowa młodość :) 

Prawdę mówiąc róże Bourjois jak dla mnie są wciąż bezkonkurencyjne. I tyle.

Kolejny róż kupiłam sobie, gdy namówiła mnie na niego ekspedientka w Hebe, bo była akurat promocja Revlona, choć  ja chciałam sobie kupić róż Bourjois...
jest tak naturalny, że bywa niewidoczny i jest absolutnie matowy, właściwie nie opanowałam chyba jeszcze do końca jego stosowania...
 Następny róż to prezent z USA, jasny ale nadaje się do modelowania twarzy i przyjemnie wygląda na niej latem
Kolejny róż zakupiłam sobie w Pepco skuszona jego ceną 9,90 zł. Wolałam co prawda paski w kolorze różowym, ale jedyną sztukę wzięła moja siostra.


Róż essence, którego szukałam na wiosnę, gdyż na początek wiosny mam fazę
 na kolor morelowy, o którym pisałam  TUTAJ
 i koralowy, o którym  pisałam TUTAJ,
 zaś o kosmetycznych oznakach wiosny pisałam TUTAJ.
Róż ten jest niestety bardzo jasny i niewidoczny- to samo dotyczy cienia Artdeco, który mam również dokładnie w tym kolorze.


Mój najnowszy zakup z kolekcji Bell:


Kupiony kieeeedyś na Allegro róż w kremie, z widoczną złota poświatą, traktuję go jako podróżny, ale łatwo namazać sobie nim na twarzy plamę zamiast twarzowe rumieńce...


Kolejny prezent z USA, róż w kremie, dość "suchy" i w intensywnym koralowym kolorze:


Kremowy róż Inglota, do którego wróciłam po kilku latach


recenzja TUTAJ

Wydaje się, że róż jest wciąż niedocenianym przez kobiety kosmetykiem, a przecież może zrobić dla naszego wyglądu wiele dobrego kiedy już ogarniemy jaki kolor nam pasuje i jak go mamy aplikować. Ponieważ -  jak wspomniałam wyżej  - ja dostałam swój pierwszy róż przed studniówką używam go właściwie zawsze od 19 roku życia. Być może czasem tego nie widać za bardzo, gdyż z natury jestem blada, a mimo samozwańczego statusu weterana używania różu nadal boję się uzyskać efektu clowna, o który nietrudno nawet starym wyjadaczom - czego przykładem mogę być  i ja na pokazie kosmetyków Mary Kay - lustro było tak słabo oświetlone, że wymalowałam sobie na policzkach dwie ciemnoróżówe plamy, bo wciąż było mi mało  :)
Co prawda pisze te słowa w chwili, kiedy wystarczy wyjść na dwór, i mróz już nam wymaluje na twarzy rumieńce, ale pomijając takie ich okoliczności - rumieńmy się Moje Panie chętnie, w twarzowych kolorach, i dogodnej konsystencji!





2 komentarze:

  1. Róże z Bourjois to małe cudeńka, uwielbiam je <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim ulubieńcem jest Mac well dressed. Używałam Bourjois, ale szybko znikał.

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Komentarze zawierające link nie będą publikowane.